piątek, 18 sierpnia 2017 r.

Lublin

Radni jak Tony Halik

Dodano: 5 grudnia 2005, 22:54

Pięć razy więcej niż dwa lata temu zapłaciliśmy w tym roku za krajowe i międzynarodowe podróże lubelskich rajców. Tylko efektu wojaży nie widać.

Teoretycznie Radę Miasta powinni reprezentować jej przewodniczący lub wiceprzewodniczący. Okazuje się, że niekoniecznie. Najczęściej na walizkach siedział... szeregowy radny Piotr Dreher.
Łatwiej wymienić miasta partnerskie Lublina, w których nie było Drehera, niż te, które odwiedził. Na zagraniczne wojaże wybierał się aż 12 razy. W rozmowie z Dziennikiem sam był zdziwiony, że jest jednym z najczęściej podróżujących radnych. - Zawodowo interesuję się medycyną i sprawami społecznymi, dlatego jeżdżę na konferencje np. o alkoholizmie i narkomanii. Szczególnie na wyjazdach na Zachód można podpatrzeć sporo ciekawych rozwiązań - mówi Piotr Dreher.
Radny jest jednym z filarów proprezydenckiego klubu Prawo i Rodzina, członek regionalnych władz Prawa i Sprawiedliwości, partii, której członkiem jest prezydent Andrzej Pruszkowski. To charakterystyczne, że w pierwszej czwórce największych podróżników (patrz ramka) najwięcej jest rajców z popierającego prezydenta Prawa i Rodziny.
- Prezydent nie ma żadnego wpływu na to, kto reprezentuje Radę Miasta za granicą - zapewnia jej przewodniczący Zbigniew Targoński. - Każde zaproszenie kieruję do szefów klubów, którzy wyznaczają reprezentantów. Zawsze kontaktuję się też z radnymi niezrzeszonymi.
Jak zatem wytłumaczyć, że niektórzy rajcy jeździli po kilka razy, a aż 12 członków Rady Miasta nie było w czasie tej kadencji za granicą ani razu? - Sam nie wiem - rozkłada ręce Targoński. - Następne zaproszenia w pierwszej kolejności będę kierował do nich.
Warto zauważyć, że ulubionym kierunkiem zagranicznych podróży naszych radnych jest Wschód. Celuje w tym zwłaszcza wiceprzewodniczący rady Zbigniew Wojciechowski. - Mamy bardzo dobre kontakty chociażby z Ukrainą i zależy nam na ich podtrzymywaniu - przekonywał nas w czwartek. Ale nie mógł zbyt długo rozmawiać, bo był właśnie... na Ukrainie (prywatnie).
Co przyniosły zagraniczne peregrynacje radnych? Efekty niełatwo dostrzec. Przyznaje to Kamil Zinczuk, wiceprzewodniczący Rady Miasta z SdPl (trzy wyjazdy zagraniczne - Austria i dwa razy Bułgaria).
- To raczej wyjazdy kurtuazyjne - tłumaczy. - W Austrii podpisywałem umowę partnerską z Grazem. W Perniku, prócz zawarcia umowy, byłem na obchodach nadania praw miejskich. Wyjazdy trwały pod dwa dni, więc nie uważam ich za turystyczne - wylicza.
Podobnego zdania jest przewodniczący Targoński. - Na podróżach radnych korzystają lubelskie firmy, uczelnie czy instytucje kulturalne - mówi. - A poza tym, odmowa przyjazdu na zaproszenie zostałaby potraktowana jako duży nietakt z naszej strony.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!