poniedziałek, 21 sierpnia 2017 r.

Lublin

Szkoła brała dotacje na "domowych" uczniów. Miasto chce zwrotu 1,2 mln zł

Dodano: 23 lipca 2017, 11:50
Autor: Dominik Smaga

Zwrotu 1,2 mln zł żąda miasto od firmy prowadzącej gimnazjum i liceum przy ul. Kowalskiej w Lublinie. Ratusz twierdzi, że szkoły wzięły za dużo pieniędzy na uczniów pobierających naukę w domu. Gdy urzędnicy stwierdzili braki w dokumentacji, wymagane opinie wystawiono hurtowo

Sprawa dotyczy dwóch lubelskich szkół: Liceum Śródziemnomorskiego i Gimnazjum Śródziemnomorskiego, gdzie duży odsetek uczniów korzystał z nauczania domowego (nie mylić z indywidualnym).

Mowa o takim trybie kształcenia, gdzie dziecko nie ma nauczycieli, a jego edukację biorą na siebie rodzice. Uczeń zjawia się w szkole tylko na egzamin potwierdzający wiedzę i po świadectwo. To sposób dla tych, co chcą sami uczyć dziecko lub pracują za granicą.

Choć szkoły prawie nie widzą tych uczniów, to otrzymują na nich dotacje. Do końca 2015 r. dostawały tyle samo, co za „zwykłego” ucznia, teraz już tylko 60 proc. stawki. Ale i tak daje to prawie 300 zł miesięcznie od ucznia.

Nad tym, czy szkoły Śródziemnomorskie nie dostają przypadkiem za dużo pieniędzy, kontrolerzy zaczęli się zastanawiać, gdy zauważyli, że z roku na rok przybywa tam „domowych” uczniów. Jeszcze w roku szkolnym 2013/14 byli to pojedynczy licealiści, zaś dwa lata później już 40 na 100. Gimnazjum doszło do 130 na 200.

– Zaciekawił nas ten wzrost – wyjaśnia Anna Morow, dyrektor Wydziału Audytu i Kontroli w Urzędzie Miasta, która wysłała do szkoły kontrolę. Urzędnicy stwierdzili, że w szkole brakuje dokumentów kluczowych dla uznania, że uczeń może być kształcony w tym trybie.

Do każdego z „domowych” uczniów szkoła powinna mieć opinię uprawnionej poradni pedagogicznej mówiącą, że dany uczeń nadaje się do takiego kształcenia. Wyłącznie z tą opinią dyrektor ma prawo wydać decyzję stwierdzającą, że spełni on obowiązek szkolny w domu.

– Większość uczniów nie miała wymaganych opinii – mówi Artur Jurkowski, jeden z kontrolerów.

Dopiero w trakcie kontroli w szkołach nagle pojawiło się 165 opinii. Zostały wystawione w ciągu zaledwie trzech dni i to przez jedną osobę. A na dodatek wystawiła je poradnia, która nie jest do tego uprawniona.

Nie tylko to zadziwiło urzędników. W badanych trzech latach doliczono się aż 115 „domowych” uczniów zza wschodniej granicy. Ani nie mieli polskiego obywatelstwa, ani nie udokumentowano, że mieszkają w Polsce. A bez tego nie można mówić o obowiązku szkolnym, więc również o dotacjach.

Kolejną ciekawostką było to, że większość uczniów kształconych w tym trybie była spoza Lublina – nawet z Wałbrzycha czy Łomży. Nie można jednak postawić zarzutu, że nauka była fikcyjna, bo w papierach są dowody na egzaminy. Jedyne, co może kwestionować miasto, to brak opinii pedagogicznych.

Ratusz uznał, że szkoły pobrały dotację „w nadmiernej wysokości” i zażądał zwrotu blisko 1,2 mln. zł. W sekretariacie szkoły usłyszeliśmy, że właściciele szkół są na urlopie i na ich komentarz można liczyć dopiero po 15 sierpnia.

Czytaj więcej o: Lublin szkoła edukacja
Zdolny Janusz
Zdolny Janusz
G
(12) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Zdolny Janusz
Zdolny Janusz (24 lipca 2017 o 09:14) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
undefined napisał:
Jest jeszcze jedna szkoła w Lublinie, która działa i bierze pieniądze na tzw. ,,słupy,,. W dzienniku zapisanych jest 10-15 osób a na zajęciach zjawia się 2-3 osoby. Nie byłoby w tym nic dziwnego ale niestety nieobecni mają zawsze obecność oraz dostają świadectwa ukończenia danej szkoły.
 A niby jaka to szkoła?
Rozwiń
Zdolny Janusz
Zdolny Janusz (24 lipca 2017 o 09:14) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
A niby jaka to szkoła?
Rozwiń
G
G (23 lipca 2017 o 20:56) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Wręcz przeciwnie. 
Rozwiń
Gość
Gość (23 lipca 2017 o 19:56) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Może tak? - dzielimy pieniądze, którą Państwo wydaje na szkoły przez liczbę uczniów - każdy rodzic dostaje na dziecko "bon oświatowy" o równowartości tej kwoty - bonem tym płaci za naukę w dowolnej szkole (państwowej czy prywatnej) Duże oszczędności i zero "wałków"
Rozwiń
Gość
Gość (23 lipca 2017 o 16:38) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
PAŃSTWO POLSKIE powinno organizować nauczanie w POLSKICH SZKOŁACH poza granicami kraju. Szkoły powinny realizować taki sam program jak w Polsce. Powinny być takie same świadectwa, takie same wakacje i ferie, żeby młodzież w razie powrotu do Polski mogła bezproblemowo zaadaptować sie w polskich szkołach. Poza granicami Polski przebywa w tej chwili około 3 milionów polskich obywateli wśród nich jest wiele dzieci i młodzieży w wieku szkolnym. Oczywiście gdzieś angielskiej albo holenderskiej prowincji pewnie byłby problem ze zorganizowaniem polskiej szkoły, ale w wiekszych miastach typu Londyn, Southampton, Manchester, Monachium, Rzym, Bruksela nie powinno byc z tym problemu. W takim np. Londynie mogłoby być kilka polskich szkół. Dzieci są obywatelami POLSKIMI i powinny chodzić do polskich szkół gdzie to możliwe. Dutkiewicz we Wrocławiu otwiera szkołę ukraińską. wiem, że w Grecji w Atenach była kiedyś 8 letnia polska podstawówka i liceum.
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (12)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!