wtorek, 21 listopada 2017 r.

Lublin

Wyjechała do Holandii do pracy, której nie było

  Edytuj ten wpis
Dodano: 25 stycznia 2012, 20:33

 (sxc.hu)
(sxc.hu)

Zapowiadało się dobrze: ponad 2 tygodnie pracy i ponad 8 euro za godzinę. Skończyło się nerwami i pustym portfelem. Wyjazd do Holandii zorganizowała firma Randstad. – Wyjaśnimy tą sprawę – obiecuje pośrednik.

To miała być sezonowa praca przy sortowaniu przesyłek. Kandydaci wyjechali do Holandii 6 grudnia. Powrót planowany był na pierwszy dzień świąt Bożego Narodzenia. – Z Lublina pojechało sześć osób, w sumie było nas ośmioro – opowiada Małgorzata Stec.

Wyjazd zorganizował Randstad, ogólnopolska agencja pracy. Lubelskie biuro firmy mieści się przy ul. Zana. – Firma obiecywała co najmniej 64 godziny pracy w ciągu ponad dwóch tygodni. I dobrą stawkę – ponad 8 euro za godzinę. Tak było w umowie, którą podpisałam – mówi nasza Czytelniczka.

Ale na miejscu nie było już tak kolorowo. Na drugi dzień po przyjeździe do Holandii, okazało się, że nie ma pracy ani dla pani Małgorzaty, ani dla kilku innych osób z grupy. Holenderski pośrednik nie potrafi tego wyjaśnić.

– Napisałam więc maila do biura Randstad w Lublinie. Odpowiedź przyszła kilka dni później. Koordynatorka napisała, że w pierwszym tygodniu mamy gwarantowane 8 godzin pracy i zwolnienie z kosztów mieszkania, a w kolejnych 32 godziny – relacjonuje pani Małgorzata. – Ale ja do pracy poszłam dopiero w ostatnim tygodniu – na trzy dni. W przeliczeniu na godziny wyszło ok. 25. A miały być co najmniej 64 godziny.

Nasza Czytelniczka policzyła, że zarobiła podczas wyjazdu 83 euro. – A cały czas ponosiłam koszty. Trzeba było coś jeść i za coś żyć. Dołożyłam do tego wyjazdu, bo przejazd w jedną stronę kosztował ponad 300 zł – tłumaczy Małgorzata Stec.

Do tej pory czekała, aż firma Randstad rozwiąże problem. W jaki sposób? – Dla mnie to oczywiste. Jeśli miałam pracować tyle i tyle godzin, to powinnam dostać rozliczenie i pieniądze, które miałam zarobić – odpowiada pani Małgorzata.

Co na to pośrednik? Randstad tłumaczy, że odpowiedzialność za sprawy związane z zatrudnieniem pracownika rozkłada się między agencję zatrudnienia, a zagranicznego pracodawcę.

– Nasze możliwości wpływu na jego decyzje są ograniczone. Po przekroczeniu przez pracownika granicy, nasza rola to głównie pośredniczenie w kontakcie – tłumaczy Małgorzata Sacewicz-Górska, PR Manager z Randstad.

– Ale jeśli okaże się, że zdarzenie tego wymaga, to na pewno zostanie przez nas wyjaśnione. A ewentualna szkoda zostanie po udowodnieniu zrekompensowana.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
Kubańczyk
van den Brok
siomik
(5) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Kubańczyk
Kubańczyk (26 stycznia 2012 o 12:39) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Tusku Rudy Kaszubie, twe miejsce na KUBIE !!!
Rozwiń
van den Brok
van den Brok (26 stycznia 2012 o 12:37) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
A może dalej chcecie głosować na TUSKA= Teraz Usłyszycie Same Kłamstwa
Rozwiń
siomik
siomik (26 stycznia 2012 o 09:10) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
[quote name='wacław' timestamp='1327555107' post='588409']
co za kretyn jedzie na 2 tygodnie do roboty? i myslicie ze za 2 tygodnie zwróci wam sie przejazd w obie strony wyzywienie i przywieziecie 5000 euro? ale glupi ci ludzie. nauczka dla kazdego innego. PRZEKALKULOWAC TRZEBA!!!!!! EKONOMIA SIE KLANIA I ZWYKLE DODAWANIE I ODEJMOWANIE.ale POlacy to naiwni jednak sa. heheheheheh
[/quote]
swieta racja
Rozwiń
x
x (26 stycznia 2012 o 07:06) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Im wczesniej poszkodowana wybije sobie z glowy mrzonki o tym, ze ktos jej zwroci koszta, tym lepiej dla niej.Te pozal sie Boze umowy sa tak skonstruowane, ze polski posrednik "w dobrej wierze" informuje werbowanych przez siebie ludzi o warunkach zatrudnienia, jakie otrzymal od zagranicznego zleceniodawcy, ale za nie NIE RECZY ani glowa, ani majatkiem...Natomiast docelowy pracodawca nie odpowiada za to, co i komu podsunal pod nos do podpisania ani jakiej "zachety" uzyl jego polski partner...

Pamietacie afere sprzed paru lat z wyjazdem ludzi na zbior truskawek w Hiszpanii?Okazalo sie, ze trafili tam do jakiegos niemalze obozu pracy i sporo z nich musialo wracac do Polski za pieniadze pozyczane w konsulacie...Otoz organizatorem wyjazdu byl nie byle kto, tylko Wojewodzki Urzad Pracy w Lublinie, ktory pozniej umyl rece twierdzac, ze "tylko rekrutowal ludzi" informujac ich jedynie o tym, o czym sam sie dowiedzial od zagranicznego partnera...Rzecz jasna nikt niczego nie weryfikowal ani nie sprawdzal, bo i widocznie nie mial takiego obowiazku...Ludzie poniesli koszta, pojechali, wrocili i...tyle.
Rozwiń
wacław
wacław (26 stycznia 2012 o 06:18) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
co za kretyn jedzie na 2 tygodnie do roboty? i myslicie ze za 2 tygodnie zwróci wam sie przejazd w obie strony wyzywienie i przywieziecie 5000 euro? ale glupi ci ludzie. nauczka dla kazdego innego. PRZEKALKULOWAC TRZEBA!!!!!! EKONOMIA SIE KLANIA I ZWYKLE DODAWANIE I ODEJMOWANIE.ale POlacy to naiwni jednak sa. heheheheheh
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (5)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!