wtorek, 17 października 2017 r.

Lublin

Żołnierz z Lublina zginął w Iraku

  Edytuj ten wpis
Dodano: 9 maja 2004, 21:20

Był dla mnie jak syn - mówi o swoim zięciu Janina Zdunek. Z trudem powstrzymuje łzy. - Miał wielkie marzenia... W lipcu byłby już z nami. Najlepiej, żeby już nikt nie jechał do tego Iraku!

W sobotę, około godz. 8.40, na jeden z samochodów konwoju wojskowego jadącego z Karbali do składu amunicji najechała cywilna ciężarówka. Na miejscu zginął starszy chorąży Marek Krajewski, a dwóch żołnierzy zostało rannych.
Rodzice Marka są zrozpaczeni. - Byłam przeciwna wyjazdom syna na misje. Nie chcieliśmy, żeby jechał do Iraku - mówi Halina, mama poległego.
- Pierwszy się o tym dowiedziałem. Właśnie miałem dyżur w sztabie - mówi Tomasz Kanaszewski, oficer prasowy Wojewódzkiego Sztabu Wojskowego w Lublinie. - Byliśmy kolegami. Wiem, że miał wspaniałą rodzinę... Zapamiętam go jako dobrego, solidnego żołnierza. Do domu miał wrócić za 64 dni.
- Sympatyczny, koleżeński i świetny fachowiec - podkreśla kapitan Janusz Głodzik z WSW. - Atmosfera w sztabie jest przygnębiająca. Ciągle ktoś dzwoni, dopytuje się, czy to rzeczywiście nasz Marek.
Marek Krajewski poleciał do Iraku w styczniu, razem z drugą zmianą polskiego kontyngentu wojskowego. Dlaczego chciał tam jechać? - Miał już praktykę w takich wyjazdach - mówi Tomasz Kanaszewski. - Przez rok służył w Syrii, w misji pokojowej. Może myślał, że tym razem będzie podobnie?
- Matki nie mogą zrobić nic, żeby zakazać swoim synom żołnierzom wyjazdów do Iraku - mówi zrozpaczona Halina Krajewska.
Pogrzeb lubelskiego żołnierza odbędzie się 12 maja o godz. 15.30 w kościele pod wezwaniem św. Piusa V Papieża w Dęblinie.
Dwaj polscy żołnierze, którzy ucierpieli w sobotnim wypadku przebywają obecnie w szpitalu w Bagdadzie. Ich stan zdrowia jest stabilny.
Lekarzom nie udało się natomiast uratować życia kapitanowi Sławomirowi Stróżakowi, który został ranny po wybuchu miny. Do tragedii doszło w sobotę ok. godz. 15 czasu miejscowego, kiedy patrol sił koalicyjnych wykonywał zadania na drodze koło miejscowości Al-Imam.


Chorąży Marzena Walkiewicz z Lublina
- W Iraku byłam z pierwszą zmianą kontyngentu. Chorąży Marek Krajewski przyleciał dwa tygodnie przed moim powrotem do kraju i wtedy się poznaliśmy. Jego śmierć to dla mnie wstrząsająca wiadomość. Najpierw Waldemar Milewicz, teraz Marek Krajewski i kapitan Stróżak. To jakaś czarna seria.

Marek Krajewski

Miał 34 lata. Urodził się w Rykach.
Po chorążówce dostał pierwszy przydział, do Krakowa. Potem trafił do WSW w Lublinie, gdzie zajmował się łącznością. Był zapalonym wędkarzem i myśliwym. Po powrocie z Iraku planował wyjazd na kolejną misję pokojową do byłej Jugosławii.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!