środa, 22 listopada 2017 r.

Magazyn

52 tygodnie do Timbuktu

  Edytuj ten wpis
Dodano: 22 lutego 2008, 13:55
Autor: Paweł Puzio

Szlakiem karawan, rajdu Paryż-Dakar i hollywoodzkich superprodukcji, czyli Tiguan, ekspedycja Maroko.

2000 kilometrów w ciągu pięciu dni po górach Wysokiego Atlasu, Saharze i eksplodujących zielenią gajach daktylowych.


Nasza wyprawa miała jeden cel: sprawdzić w ekstremalnych warunkach nowego volkswagena tiguan. Zaczęło się w Marrakeszu. - Dzisiaj pojedziemy przez przełęcz Tizi-n-Test, drogą, która pnie się Wysokim Atlasem aż na pułap 2092 metrów.

Potem zjedziemy do wsi Taliouine, słynącej z gajów migdałowych, aby zakończyć dzisiejszy 550-kilometrowy etap w Warzazat, zwanym Hollywoodem pustyni - poinformowała Małgosia, nasza przewodniczka z Krakowa.

Drogę przez Wysoki Atlas wybudowali Francuzi w 1928 roku.

Nitka asfaltu wiła się po zboczach niczym wąż, opadając ponad 1600 metrów na odcinku liczącym 30 kilometrów. Jest to trasa dla ludzi o mocnych nerwach, bo tylko gdzieniegdzie na zakrętach były barierki ochronne przy kilkusetmetrowych urwiskach. Ten malowniczy szlak wiódł wśród berberyjskich wiosek, które od setek lat nie zmieniły się. Gliniane domy cywilizacja skaziła antenami satelitarnymi. A dzięki nim berberyjscy autochtoni słysząc, że jesteśmy z Polski, jak automat wystrzeliwali frazę "Polsat 0 700...”.

Po całym dniu jazdy zawitaliśmy do Warzazat, miasta z początku XX wieku, bramy wjazdowej na Saharę. - To jest nasz Hollywood. Tutaj kręcono "Ostatnie kuszenie Chrystusa”, "Gladiatora” a ostatnio "Wieżę Babel” - powiedział przez radio Abdullach, nasz marokański przewodnik.

Następnego dnia ruszyliśmy do Zagory,

która jest ostatnim miastem przed Saharą. Po drodze wpadliśmy do kazby, fortecy mieszkalnej, Ait Ben Haddu. To najpiękniejsza kazba w Maroku i wpisano ją na listę dziedzictwa UNESCO. Potem przejazd przez dolinę Dra, wypełnioną bujnymi gajami daktylowymi. Soczysta zieleń, zupełnie jak nie w Afryce. Zachód słońca na wydmach Tinfu, punkt graniczny między światem zamieszkanym przez ludzi a Saharą. Nocleg w Zagorze.

Ruszyliśmy wczesnym, chłodnym świtem. Jedziemy pod słynną tablicę z napisem "52 tygodnie do Timbuktu”, czyli ostatni drogowskaz dla karawan sunących przez Saharę. Kończy się asfalt. Zaczyna pustynna tarka i ogromne głazy. Tiguany pną się pod ostre, kamieniste podjazdy. W końcu jesteśmy na płaskowyżu. Kamienie ustępują miejsca luźnej nawierzchni. To w tym miejscu rozgrywane są najszybsze odcinku słynnego rajdu Paryż - Dakar. Volkswageny mkną ponad 100 km/h podnosząc ogromne chmury pyłu. Prawie jak buggy Jeana-Louisa Schlessera, trzykrotnego zwycięzcy kultowego rajdu Paryż - Dakar.

Po drodze mijamy saharyjskie wioski Tissemoumine i Oum-Jrane.

Przejazd kolumny wzbudza ogromne zainteresowanie. - W samochodach macie długopisy, notatniki i koszulki dla dzieciaków - mówi przez radio Tomasz Tonder, nasz opiekun techniczny.

Miejscowa ludność prowadzi tu nędzne życie na wysuszonej ziemi. Dość powiedzieć, że ostatni deszcz spadł trzy lata temu. - Bon, bon monsieur, le pain, s'il vous plait - wołają tabuny bosonogich malców.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!