sobota, 10 grudnia 2016 r.

Magazyn

Anarchiści, skini i inni

Dodano: 6 grudnia 2001, 16:11

Mówią, że zabił człowieka. On się do tego nie przyznaje, ale o śmierci i zabijaniu mówi ze znawstwem hitlerowskiego oprawcy. W jego świecie określenie hitlerowski oprawca ma jednak zupełnie inny zakres pojęciowy niż w naszym. A przynajmniej w moim. Dzięki temu skinowi odkrywam, że wszystkie radosne wieści o zjednoczonej Europie, świecie bez granic, globalnej wiosce - to tylko rojenia przeintelektualizowanych optymistów. Prawdę wyśpiewał ponad 20 lat temu Jacek Kaczmarski: kiedy obwieszczany jest entuzjastycznie upadek murów, gdzieś już zaczyna ktoś wznosić nowe. Znacznie groźniejsze, niewidzialne, a nie do przebycia.

Siedzę ze skinem przy stoliku. On pewnie trochę mną pogardza, a ja trochę się go boję. Gdyby nie barczysty facet za moimi plecami, pewnie nie odważyłabym się zaprosić skina do rozmowy. I tak siedzimy na wyciągnięcie dłoni, ale nasze dłonie nigdy się nie spotkają. Mieszkamy w dwóch różnych światach, istniejących w tym samym miejscu i czasie, a odgrodzonych od siebie niewidzialnym murem. Na co dzień staramy się nie dostrzegać istnienia tego drugiego świata. Kiedy jednak się objawi w naszej rzeczywistości - chcemy, żeby to istnienie za nie zaznaczoną granicą sczezło w jednej chwili. I to jest jedyne łączące nas uczucie. Tyle, że ja się tego wstydzę, a

on jest z tego dumny...

Ma niespełna 20 lat. Wychowywała go matka. Edukację zakończył na podstawówce. Już wcześniej jego wychowaniem i edukacją zajęli się życzliwi wyznawcy idei świata z nieprzekraczalnymi granicami i silną władzą... To byłaby ich władza - silnych, zdrowych i wysoce moralnych facetów. Takich, co to nie piją, nie palą, za babami nie latają, a od afgańskich talibów tylko to ich różni, że tamci zarośnięte głowy nakrywają komicznymi berecikami lub zamotanymi ręcznikami. Ci zaś, jak anglojęzyczna nazwa wskazuje, noszą głowy gładkie jak pupka noworodka. Jedni chętnie wycięliby drugich w pień, znajdują bowiem jakieś niebotyczne różnice w swoich systemach moralnych.
Wiara również ich różni. Skin wierzy na przykład w Thora - boga wojny wikingów. Czy ktoś może coś takiego mówić serio? Histeryczny chichocik Skin gasi morderczym wzrokiem. Śmiech zamiera mi na ustach. On z wyższością mówi o swoim zdziwieniu, że można wierzyć w jakiegoś Boga, który wcale nie interesuje się życiem swoich wyznawców. Bezgranicznie absurdalna religia - tłumaczy mi swój pogląd - każe wierzyć w słabeusza, który dobrowolnie dał się ukrzyżować. A teraz z jego słabości robi się domową ozdobę.
Najwyraźniej wierzy w to, co mówi! I patrzy z politowaniem... Chęć całkowitej eksterminacji narodów semickich, ras niebiałych i nieskinów czai się na dnie jego oka. Z nonszalancją godną uniwersyteckiego wykładowcy wyjaśnia, że nawet skini nie są jednorodną gromadą.
Narodowcy chcą jedynie całkowitego zamknięcia granic dla obcych, żeby zagraniczni kapitaliści nie dorabiali się na polskiej biedzie.
Narodowi socjaliści, czyli naziści, chcą zjednoczyć Europę pod hasłem "Europa dla białych”, a słabe jednostki wyeliminować za pomocą np. zastrzyków. Humanitarnie, bez przelewu krwi.
Republikanie, czyli Liga Republikańska, to, według Skina, bardzo skomercjalizowane towarzystwo, które chce władzy dla pieniędzy i własnych korzyści, a nie dla budowania nowego, wspaniałego świata skinhedów.
Narodowe Odrodzenie Polski organizuje obozy szkoleniowe dla bojówek, a Hammer Skins - wydaje ziny, czyli prasę dla wtajemniczonych i finansuje bojówki. Bo skini to nie tylko rozwrzeszczeni kibice w wyróżniających się ubrankach i fani muzyki metalowej. To również eleganccy biznesmeni, finansujący odradzający się nazizm.

Jak się zostaje skinem

Można być przygarniętym nastolatkiem. Takim zagubionym, zdezorientowanym, ale interesującym się militariami. Czytającym wojenne książki i zbierającym żołnierskie odznaki, broń. Pod płaszczykiem paraharcerstwa jest się zabieranym na zbiórki i obozy. Starsi uczą prawdziwej historii świata i zabijania bez litości. Bo litość to słabość, a słabość niszczy świat. A skin to nie tylko wygolony osiłek w martensach (bo glany to tylko jeden z rodzajów butów ortopedycznych doktora Maertensa).
- Dlatego nasze szkoły przeżycia są lepsze niż szkolenia w armii - mówi skin. - W armii nikomu nie przyszłoby do głowy, aby przeprowadzić "test owczarka”.
Co to jest "test owczarka”? Dostaje się małego szczeniaka, dba o niego przez kilka miesięcy, a kiedy się już człowiek do psiny przywiąże - to ją zabija. Bo prawdziwie waleczny bojówkarz nie może pozwolić sobie na ograniczenia, jakie narzuca miłość i przyjaźń.
Innym rodzajem spotkań są ideologiczne mityngi po koncertach zespołów, które raczej nie przysyłają zaproszeń do legalnych redakcji, tylko do swoich podziemnych, skinowskich gazetek. Takie zespoły są również w Lublinie. Koncerty organizowane są w wynajmowanych salach.
Po czym jeszcze poznać skina? Nie tylko po swastyce, ale i innych znakach - wilczym zębie, celtyce oraz po nerwowym wypisywaniu liczby 88. To nie tylko ładny ornament, to znak powitania ich duchowego ojca, inicjały pozdrowienia sprzed półwiecza. Gdyby ktoś zapomniał ze szkoły - to ósmą literą w alfabecie jest H. A gdyby miał wątpliwości, o jakie pozdrowienie chodzi, to jest to Heil Hitler!
Ilu jest w Polsce skinów? Niestety, nie są ewidencjonowani. Skin twierdzi, że w Warszawie jest ich co najmniej 10 tysięcy. Sytuacji w Lublinie nie zna tak dobrze. Lublin to mniejsze miasto, ale i biedniejsze. A bieda i brak nadziei na przyszłość to dobra pożywka dla rozrastania się takich idei, jakie porywają skinów.

Są też idee konkurencyjne

Po literze A je poznacie. Litera A musi być jednak wpisana w kółko, bo tylko wtedy oznacza anarchistów. Anarchiści - podobnie jak skini - wcale nie są jednoznaczni i jednakowi. Ogólnie wyróżnia ich ekscentryczny wygląd. Noszą (podobnie jak skini, z którymi się biją) martensy (wspomniane wyżej buty ortopedyczne), mogą nawet zakładać spodnie zwane bojówkami. Wyróżniają się one dużą liczbą bocznych, naszywanych kieszeni, w których można ukryć dodatkowy magazynek do pistoletu, poręczną bombę, a dopóki nie ma wojny - kolorowy spray.
Spray jest bardzo ważny. Służy do wyznaczania granic bezpiecznego świata. Kiedy przeciętny mieszczuch jedzie autobusem, widzi za oknem mury kamienic. Myśli, że wyznaczają one jedynie granicę między przestrzenią publiczną a prywatną. Jeśli jednak mury te pokrywają kolorowe graffiti, to jest to jeszcze jedna granica. Mieszczuch nawet nie wie, że te bazgroły na ścianach to dla kogoś czytelny znak.
Żadna szkoła nie uczy go odczytywać. To jedna z tych nauk, które zdobywa się poza szkołą - na podwórku, na ulicy, w bramie. Wielu rzeczy można się tam nauczyć. Na przykład o właściwościach fizycznych różnych substancji. Po co ta wiedza? Choćby po to, by np. łatwo i szybko rozbić szyby w zaparkowanym na ulicy samochodzie (skin przedstawia mi szczegółową instrukcję, ale nie będę jej powielać).
W świecie włamywaczy, złodziei i bandytów nie tylko poczucie wartości i moralności jest inne. Inna jest też wiedza potrzebna do przeżycia. Trzeba wiedzieć, jak radzić sobie z alarmami, jak otwierać zamki bez klucza, jak łamać zabezpieczenia komputerowe, jak zarabiać na kradzionych rzeczach i informacjach. To dziwny świat, ukryty za niewidzialnym murem. "Szkoda, że

nie czai większość społeczeństwa”

- tak śpiewa w jednej ze swoich piosenek hiphopowy zespół Płonący Sqad. Śpiewają: "zapewniamy, że nie damy plamy” i pouczają: "mam przyjaciela, to zachowuję, bo kto rękę poda, nie okaże się ch...” W hiphopowym świecie mówi się językiem bardzo, bardzo odległym od literackiej polszczyzny, wyniesionej ze szkoły. Ba - zupełnie innym od języka gazet, które starają się przecież zachować koloryt współczesności i pozwalają sobie na coraz więcej kolokwializmów. Znacznie jednak mniej niż fanziny, czyli gazety fanów.
Zakapturzeni faceci w spadających z tyłka portkach coraz bardziej jednak rozpychają się po naszym świecie, gdzie tradycja każe podciągać spodnie i chodzić z odkrytą głową. A tu znienacka, z ekranu telewizora, wyłania się zespół Kaliber 44 i mówi, że zagrał w Stanach zajebisty koncert. W ich świecie słowo zaj... wcale, a wcale nie jest wulgarne i odrażające. Jest OK. Podobnie jak wypowiedź do kamery składająca się z takiego mniej więcej bełkotu: wiesz, to były takie wiesz, kawałki, rozumiesz, o co mi chodzi? I oni się rozumieją. Dziwny świat...
A przecież nie dziwniejszy od tego, w którym wierzy się w sny, czary, magię, cuda prawdziwe i fałszywe, opętanie przez szatana, jak również w leczenie Duchem Świętym przez nakładanie rąk. W świecie akademickiej nauki smętni faceci z profesorskimi tytułami tysiąc razy testują lekarstwo, aby dopuścić je do powszechnego użytku. W świecie niekonwencjonalnej medycyny nie ma takiej potrzeby. Babka Zośka zza Lubartowa zamawia choroby bez dyplomu i jakiejkolwiek odpowiedzialności. Jak jej się uda kogo ozdrowić, to staje się sławna na całą okolicę. A jak nawet parę osób umrze - no to przecież nie jej problem...

Albo wróżka Bambuła,

której ludzie płacą za czytanie przyszłości w gwiazdach. Profesor Wolszczan, ze wszystkimi swoimi superteleskopami, nie zobaczy tego, co widzi wróżka Bambuła i paru innych astrologów. To doprawdy fascynujące, zważywszy, że robią to w kraju, w którym od przedszkola po maturę prawie wszystkie dzieci uczą się religii. Mają również z jedną lekcję poświęcona mitologii, ale to chyba zbyt mało, aby uwierzyć, że tak jak Prometeusz mógł bogom wykraść ogień, tak chrześcijanie mogą swemu Bogu wydrzeć wiedzę, którą zarezerwował dla siebie.
Co interesujące, w naszym arcykatolickim kraju łatwiej znaleźć tych, którzy uwierzą astrologom, że to układ gwiazd wyznaczył doczesne narodziny tego, który jest Stwórcą i Panem wszystkich rzeczy. A przecież św. Augustym przypomina, że my, katolicy, nie wierzymy w zależność jakiegokolwiek człowieka od gwiazd. Gwiazda, którą widzieli magowie (zwani trzema królami), nie rządziła Chrystusem narodzonym w ciele, ale dawała świadectwo. Ciekawe
co powiedziałby św. Augustyn
widząc, że w trzecim tysiącleciu od narodzenia Jezusa Chrystusa tysiące pogańskich amuletów zastąpiły średniowieczne relikwie świętych. Nie do wiary - pewnie by powiedział święty. Owszem. Żeby to chociaż amuletami obwieszali się niedouczeni prostacy. Nie! Znak powodzenia Atlantów noszą na pierścieniach ludzie z uniwersyteckimi dyplomami nauk ścisłych! Noszą też krzyż zwany w chrześcijaństwie crux ansata, przejęty przez Koptów od Egipcjan. Wierni nowej ery wierzą jednak, że jest krzyż anh, wynaleziony przez mieszkańców zatopionej Atlantydy i promieniujący dobrą, zieloną energią.
Są też specjalne znaki, które mają przyciągać kosmiczną energię chi. Energię, o której się nie śniło fizykom w szkołach podstawowych i na uniwersytetach. Tylko jak uczeń może zawierzyć nauczycielowi obwieszonemu pogańskim amuletami, że nauki przyrodnicze i matematyczne nie są jednym wielkim oszustwem? Czyż nie byłoby wygodniej wierzyć, że świat kręci się dzięki specjalnej energii, do której można podłączyć się specjalnym amulecikiem? Sporo mocy można też wyciągnąć z szatana, do czego służą

pentagramy i potrójne szóstki.

Oficjalna, legalna oświata miota się teraz w meandrach reform. Próba nowej matury pokazała, jak dziwna gorączka trawi polską szkołę. Jedna czwarta uczniów nie zna matematyki, której uczy się od zerówki. Egzamin z języków obcych wypadł doskonale, mimo że nauka języków odbywa się głównie w drugim, pozaszkolnym obiegu edukacyjnym. I cóż oświata robi, widząc taką egzaminacyjną gorączkę? Otóż tłucze ona termometr, aby ukryć zżerającą ją chorobę i ... wraca do starej formuły egzaminów.
Niepotrzebnie. Przecież wszyscy wiedzą, że kiepskie szkoły publiczne doskonale rozwijają drugi obieg edukacyjny - kursy, korepetycje i korupcję. Rozwijają również trzeci obieg edukacyjny, podziemny, undergrandowy, na granicy legalności.
Czy odnotował to zjawisko wydany niedawno Raport o stanie edukacji w województwie lubelskim? Trudno powiedzieć. Napisany jest językiem równie hermetycznym, jak język skinów, hiphopowców i innych grungowców. Chociaż można domniemywać, że wizytatorzy kuratorium tym pokrętnym, "naukawym” językiem próbują powiedzieć, że szkoły są kiepskie i nie radzą sobie w nowej rzeczywistości.

Można to powiedzieć prościej

- Jestem zatrwożona, trafia do nas coraz więcej coraz groźniejszych nastolatków - mówi Monika Moniuk z zespołu diagnostycznego Schroniska dla Nieletnich w Dominowie. - Chcieliśmy poznać przyczyny tego zjawiska.
Wraz z Magdaleną Bloch i Tomaszem Wachem przeprowadzili badania na reprezentatywnej grupie uczniów lubelskich szkół zasadniczych. Z tej grupy wywodzi się bowiem najwięcej podopiecznych schroniska, czyli nieletnich, oskarżonych o kradzieże, rozboje i morderstwa.
Okazało się, że dla większości z nich rodzice nie są żadnym autorytetem. U kolegów najbardziej imponuje im modny wygląd, siła i intelekt, chociaż nie wiadomo do końca, co dla nastolatków oznacza mądrość. 1/3 jest przekonana, że na dziewczynach najlepsze wrażenie robi chłopak używający siły fizycznej. Ponad połowa z badanych szesnastolatków pija alkohol, używa narkotyków. Lubią filmy akcji i grozy, obyczajowych i przyrodniczych w ogóle nie oglądają. Należą do grup nieformalnych, działających przeciwko oficjalnym celom szkół.
Czytaj więcej o:
~tomek~
88
Skinhead
(6) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Ostatnie komentarze

~tomek~
~tomek~ (21 maja 2009 o 14:12) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
ZDUMIEWAJĄCE .
Rozwiń
88
88 (21 maja 2009 o 02:00) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
co to za baran napisał!? Narodowy socjalista to nazista? idiota bez szkoły!!!!!!!!!!! Piłsudski tez był narodowym socjalista!!!!! to znaczy ze był nazista?? no ciekawe naprawde!!!! do autora tego artykułu idz na lekcje histori baranie!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Rozwiń
Skinhead
Skinhead (17 kwietnia 2009 o 12:09) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
O mój Boże! a bardziej powinienem powiedzieć Na Thora !!!! Kto to pisał nie wiem ale "artykuł" oparty na steku bzdur nie zależnie, którą grupę chciał opisać... Skini mój panie dzielą się na wiele rodzajów ale może zdążył informator bez krztyny wiedzy pchnąć tym zastrzykiem, co zachwalał... kompletna bzdura polecam się dokształcić w temacie subkultur.
Rozwiń
CYRK
CYRK (15 kwietnia 2009 o 20:57) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
ja pier.. kto pisal ten artykul... to załosne. Ja jestem anarchista, wielu moich kolegow tez, a nawet nie wiem gdzie mozna kupic bombe albo pistolet haha.
Rozwiń
Szczurzyca
Szczurzyca (23 marca 2009 o 15:39) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Ja tez się tak dawno nie uśmiałam. Mwahahaha!!! Poziom tego artykułu jest żenująco niski. Już dawno nie czytałam takich głupot.
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (6)

Pozostałe informacje

Alarm 24

CENEO