piątek, 18 sierpnia 2017 r.

Magazyn

Benia nie jest gangsterem

Dodano: 18 stycznia 2008, 09:49

Mieszkańcy wsi, dyrektor szkoły, wójt i Gminny Ośrodek Pomocy Społecznej zabiegają o zwolnienie z aresztu 35-letniej matki czworga dzieci.

Bernarda M. jest podejrzana o to, że 21 lipca w gminie Piszczac (pow. bialski) ugodziła nożem Krzysztofa, swojego męża.

Liczące 13,5 cm długości ostrze przebiło na wylot płat wątroby. Obrażenia zagrażały życiu mężczyzny. Początkowo żona twierdziła, że to była próba samobójcza. Jednak policja ustaliła, że tego dnia doszło do kłótni i kobieta ugodziła pijanego męża.

Musimy ich ratować

- Aż krew burzy się w ludziach. Pijacy są na wolności, a Benia siedzi w więzieniu. Staramy się jakoś jej pomóc, bo szkoda kobiety. Dzieci są zrozpaczone. Strasznie były zżyte z matką i potrzebują matczynego ciepła - żali się Anna Charkiewicz, sołtys Kolonii Piszczac. - Z wójtem i nauczycielami doszliśmy do wniosku, że trzeba pomoc dzieciom i kobiecie. Zaproponowałam radzie sołeckiej i sąsiadce, aby podpisały się pod prośbą do prokuratury, aby wypuścić na wolność Benię. Ona nie jest gangsterem, nie morduje. To był nieszczęśliwy wypadek. A przestępcy są lepiej traktowani w takich przypadkach.

To nie był pierwszy pomysł na pomoc pani Bernardzie. Z podobną inicjatywą ruszył Zespół Placówek Oświatowych w Chotyłowie. Tam uczyła się czwórka dzieci Bernardy M. Po aresztowaniu matki wszystkie zostały umieszczene w Domu Dziecka w Komarnie.

- Przed Bożym Narodzeniem uczniowie zbierali grosiki na pomoc Pawłowi, Wioletcie, Tomkowi i Robertowi. Zawieźliśmy im paczki i zobaczyliśmy rozpacz dzieci pozbawionych matki. Coś strasznego! - mówi Iwona Kuzina, zastępca dyrektora Zespołu Placówek Oświatowych. - Pani Bernarda wcześniej dbała o dzieci. Były czysto ubrane, dobrze się uczyły. A ona była spokojną kobietą. To jej stała się krzywda, którą spowodował znęcający się nad nią pijany mężczyzna. Wystąpiliśmy do wójta, aby wspólnie ratować dzieci z matką.

Czekamy na opinię

Jan Kurowski, wójt gminy Piszczac, zorganizował w miniony piątek spotkanie z reprezentantami szkoły, opieki społecznej i rady sołeckiej. Zebrani napisali trzy pisma z prośbą do Sądu Okręgowego o wymierzenia łagodnego wymiaru kary Bernardzie M.

- Złożyłem je w prokuraturze, która prowadzi śledztwo w tej sprawie. Żal nam kobiety i dzieci. Mimo biedy i kłopotów z mężem alkoholikiem potrafiła zadbać o całą czwórkę - utyskuje wójt. - Niestety, przez lata nie udało się zmusić jej męża do leczenia z nałogu i przeszkodzić mu w znęcaniu się nad kobietą.

Stanisław Stróżak, bialski prokurator rejonowy, powiedział nam, że jest zdumiony, iż dopiero teraz, kiedy już kończy się śledztwo, samorządowcy i mieszkańcy wsi wystąpili z pismami w obronie aresztowanej. - Bernarda B. przebywa obecnie na obserwacji psychiatrycznej. Jeśli specjaliści orzekną, że w chwili przestępstwa była niepoczytalna, będzie można umorzyć postępowanie. Jeśli jednak stwierdzą, że miała możliwość rozpoznania czynu, wystąpimy do sądu z aktem oskarżenia.

Kiedy można się spodziewać opinii biegłych?

- Za kilka dni - mówi prokurator. - Nie wiemy, czy kobieta nie jest groźna dla otoczenia.

Oboje trochę winni

Opiekująca się rodziną M. Grażyna Gruszecka z Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej powiedziała nam, że matka walczyła o dzieci; że chciała im oszczędzić swojego losu. - Sama była kiedyś w domu dziecka - tłumaczy pani Grażyna. - Zbierała dla nich grzyby i jagody. Kiedy była w domu, zawsze im przygotowywała posiłki. To była bardzo biedna rodzina. W tym domu wciąż brakowało pieniędzy. Gdy była w ciąży ostatnim dzieckiem, a mąż ostro pił i bił, musiałam ją ratować umieszczając w domu pomocy "Sens”.

Później Bernarda M. wróciła do męża.

- Kiedy ich odwiedzałam, mąż zazwyczaj spał - wspomina Grażyna Gruszecka. - Raz agresywnie mnie zaatakował.

W środę, kiedy zajechaliśmy przed zamknięty dom M., przyszedł pan Henryk, brat Krzysztofa. - Oboje są trochę winni - skwitował. - On nie pracował i niekiedy był nerwowy. Wiadomo, przez alkohol. A jak sam człowiek nie zechce, to się z tego nie wyleczy.

A co się dzieje z Krzysztofem?

Feralnego dnia trafił do szpitala. Podleczył się i... uciekł. Teraz podobno szuka jakiejś dorywczej pracy. W domu nie mieszka. I nie odbiera też poczty. A w każdym razie wezwania na przesłuchanie w prokuraturze.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!