wtorek, 21 listopada 2017 r.

Magazyn

Mógł być dziennikarzem, informatykiem albo dyplomatą. W Holandii albo w Stanach, bo tam kończył studia. A jest... scaterem. Czyli facetem, który na deskorolce wyczynia cuda. W Polsce. A konkretnie w Świdniku.

Bońka nie należy mylić ze Zbigniewem, też Bońkiem. Boniek ze Świdnika ma na imię Bonawentura. Chociaż urząd stanu cywilnego w 1980 roku uznał, że takiego imienia nie ma. A że urząd był na ulicy Ziemowita, ojciec Bońka ze złości na urzędników nazwał syna Ziemowit.

Walczyć o siebie

Ziemowit Bonawentura "Boniek” Falicki przez pierwsze osiem lat życia mieszkał we Wrocławiu. Kolejny, potężny etap swojego życia spędził w Holandii, gdzie wyemigrowała jego rodzina. Do podstawówki chodził z Chińczykami, Turkami, Marokańczykami i kilkunastoma innymi narodowościami. - Rządzili najsilniejsi. Totalny chaos i niesprawiedliwość. Czułem się dyskryminowany - przyznaje Boniek. - Tam nikt nie stawał w obronie słabszego, nikt nikomu nie podał ręki. Trzeba było walczyć o siebie.
Ale już wtedy wiedział, że jego miejsce jest w Polsce. Czyli tam, gdzie pomaga się potrzebującym. Gdzie ludzkie odruchy wciąż są w cenie.

Tu mi się podoba

Wrócił na dobre kilka miesięcy temu. Nie chciał mieszkać ani w Holandii, ani w Stanach, gdzie studiował. Chociaż pracę magisterską napisał o strategiach kampanii wyborczych i uważa, że od polityki zależy dosłownie wszystko, to... politykiem nie chciał być. Odrzuciło go po tym, jak odwiedził polskie sztaby wyborcze przed wyborami do parlamentu europejskiego.
Z zawodu dziennikarza też zrezygnował, chociaż studiował naukę o mass mediach. A w Holandii wydawał nawet swoją własną gazetę.
Chciał mieszkać w Polsce i robić coś zupełnie innego.
Ale nie w rodzinnym Wrocławiu, tylko w Świdniku.
Dlaczego?
- Bo nigdzie nie ma takiej serdeczności, takiego ciepła, jak tu na wschodzie. Takiego spokoju i tolerancji - podkreśla.
Jest jeszcze coś. To scatepark. Ten który już jest - w Świdniku i te, których jeszcze nie ma. Wszystko z miłości do pewnej deski.

Scaterzy

Boniek kocha deskę. Z wzajemnością. Tak to wygląda, patrząc po tym, ile poświęcają sobie czasu i energii. - Deskorolka to wspaniały sport. Ale musi być bezpieczny. Dlatego zacząłem przyglądać się scateparkom. Uczestniczyłem też w ich projektowaniu i w konsultacjach z fachowcami.
Boniek zna największe scateparki na świecie. Sam zaprojektował scatepark pod Rotterdamem. W Polsce odwiedził już wszystkie; nawiązał kontakt z ich wykonawcami. Doradza, co można zmienić, jak poprawić ich bezpieczeństwo i funkcjonalność.
Bo w scateparkach wciąż zdarzają się wypadki. I to śmiertelne. - Wystarczy za gęsto umieścić przeszkody, zmienić kąty nachylenia i nieszczęście gotowe. Tu trzeba mieć jakieś doświadczenie, punkty odniesienia. Naszym projektantom i wykonawcom często tego brakuje - uważa Boniek.

Moja głowa

W Lublinie właśnie buduje się scatepark. Potężny, za ponad 700 tys. zł. Boniek jest przekonany, że to wielka szansa: nie tylko dla scaterów, których w naszym regionie wciąż przybywa, ale w ogóle dla miasta. - Za te pieniądze można wybudować nowoczesny obiekt, który przyciągnie do nas młodzież. Co roku można by organizować międzynarodowe zawody. Pisaliby o nas na całym świecie.
I, jak zapewnia Boniek, tak będzie. - Już moja w tym głowa.
Żeby wszystko było jak najbardziej w porządku, bo zorientował się już, że Polska to kraj wybitnie sformalizowany, założył Stowarzyszenie Sportów Eksperymentalnych. I poszedł do lubelskiego Ratusza porozmawiać o tym projekcie. Tak, jak to robił w Holandii, czy w Stanach. Jako Boniek. Po prostu.

Urzędnicy i blokersi

- I przeżyłem szok. Bo tutaj urzędnicy olewają młodzież - opowiada Boniek. - Programowo i bezmyślnie; na zasadzie "Budujemy wam scatepark, to czego od nas jeszcze chcecie?”. Nigdzie na świecie tak nie ma. Jeśli młodzi mają coś do powiedzenia, mają jakiś pomysł, to wyciąga się do nich rękę. Jak do partnerów. Rozmawia się z nimi, dyskutuje, zaprasza do współpracy - żali się Boniek. - Żeby mieć poczucie wspólnej sprawy. A w Lublinie urzędnicy pozamykali się w gabinetach, nadęli
i w nosie mają gnojków, którzy nic nie znaczą. A potem wszyscy się dziwią, że blokersi, że dresiarze.
To Boniek chciałby zmienić. A wierzy, że zmienić można wszystko. Urzędników na normalnych ludzi.
Blokersów na scaterów.
I tak dalej. Dlatego zostaje w Polsce.
Bo tu jest mnóstwo w tej sprawie do zrobienia.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!