środa, 23 sierpnia 2017 r.

Magazyn

Cinema "Skarb”

Dodano: 31 lipca 2008, 08:51

Rozmowa z Andrzejem Wolińskim, kinooperatorem

• Od dawna jeździ pan do Zwierzyńca?

- Z Piotrem Kotowski na Letnią Akademię Filmową? Od początku, czyli dziewiąty rok już będzie. Ale pierwszy raz to w Zwierzyńcu byłem na koloniach. Z zakładu ojca nas wysłali, to były gdzieś latach 60.

• Pamięta pan pierwszą rozmowę z Piotrem Kotowskim na temat festiwalu? Długo musiał pana namawiać?

- On jest wariat i ja jestem wariat, więc w ogóle nie było namawiania. Robimy festiwal, to robimy. Ja lubię wyzwania. Władze Zwierzyńca bardzo były przychylne i tak to się to wszystko ładnie rozrosło. No i jeszcze tę nagrodę dostaliśmy (Polski Instytut Sztuki Filmowej uznał LAF za Krajowe Wydarzenie Filmowe - przyp. red.). Na pierwszą akademię jechaliśmy moim żukiem, wiozłem swój projektor, seanse były w nieczynnym od lat Skarbie i w browarze. Skarb był w takim stanie, że na 20 seansów 20 było awaryjnych. Teraz to zupełnie co innego. Ze sprzętem jedzie TIR, jest sześć kin i 350 projekcji.

• Najgorzej było...

- Chyba w czasie drugiej edycji. Powstało kolejne kino Dzięcioł, w technikum. Od 9 rano były projekcje, później po 6 seansach zwijałem sprzęt i rozstawiałem na nocny seans w browarze. W nocy powrót do technikum. Rano nie mogłem chodzić, tak miałem popuchnięte nogi. Teraz będę pracował tylko w wyremontowanym Skarbie.
10 dni festiwalu, sześć seansów dziennie. I co najlepsze - każdy film inny. Ale jeszcze nie miałem czasu zobaczyć w programie, jakie tytuły.

• Był pan kiedyś w kinie, tak prywatnie?

- Kiedyś do Bajki, w której normalnie pracuję, zaprosiłem żonę na "Upiora w operze”, a w konkurencji - czyli Kosmosie - oglądałem "Titanica”.

• Długo lublinianie oglądają filmy, które pan im wyświetla?

- Oj, zaczynałem pracę jeszcze w Staromiejskim, czyli to były wczesne lata 80. Najbardziej utkwił mi specjalny seans "Cinema Paradiso” w jego spalonym wnętrzu. Później trafiłem do Domu Nauczyciela, gdzie działał Ośrodek Kultury Filmowej zamieniony w Bajkę. Chyba przez osiem lat równolegle pracowałem też w Chatce Żaka, stąd znam Piotra Kotowskiego. Teraz mam jeszcze projekcje w Grażynie.

• A jako dziecko lubił pan kino?

- Lubił? Jako nastolatek w niedzielę wychodziłem rano i fundowałem sobie pięć, sześć seansów. Później w domu dostawałem burę, a w następną niedzielę znów kurs po kinach. Ale pierwszą przygodę kinooperatora przeżyłem jako dziecko. Od chrzestnego dostałem projektor do bajek, właziłem pod stół i kręciłem tymi rolkami z przygodami Zorro. Kiedyś postanowiłem sam zmienić żarówkę projektora. Ból poparzonych palców pamiętam do dziś.

• Wszystkie filmy pan ogląda?

- Omijam z daleka horrory. Ostatnio graliśmy "Frontiere(s)” to nie mogłem patrzeć. Lubię filmy muzyczne i wojenne. Generalnie takie, żeby były wzruszające.

• Płacze pan na filmach?

- No pewnie! W Grażynie puszczałem rano dzieciom "Zaczarowaną”. Panie opiekunki wychodziły z zapuchniętymi oczami, ja też.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!