środa, 18 października 2017 r.

Magazyn

Daniel zaryzykował życie, aby ratować życie

  Edytuj ten wpis
Dodano: 19 lutego 2010, 20:57

Bohater – tak najczęściej nazywają go internauci. – Jesteśmy z pana dumni – podkreślają mieszkańcy Przemyśla. O dzielnym strażaku Danielu Dryniaku mówi dziś cała Polska.

Szpital Wojewódzki w Przemyślu. Na jednym z łóżek, w plątaninie rurek i kabli leży 33-letni Daniel Dryniak. Jest przytomny, ale nie może mówić. W gardle ma rurkę intubacyjną. Skinieniem palców potwierdza, czego potrzebuje. Na krok nie odstępuje go żona. Tylko na moment odsuwa się od łóżka, kiedy pielęgniarka podłącza nową kroplówkę, aplikuje leki, pobiera krew. Pragnie, aby mąż jak najszybciej wyzdrowiał. Ma świadomość, że często ryzykuje. Nigdy nie przejdzie nad tym do porządku dziennego. Zwłaszcza teraz, gdy ratując innego człowieka spojrzał śmierci w oczy.

Nie usłyszał, gdy pękał lód
Jest wtorek, południe. 63-letni Adam Smuk z Przemyśla wycina otwór w lodzie na rzece San na wysokości osiedla Kmiecie. Jest zapalonym wędkarzem od 50 lat. Zimą zwykle wybiera właśnie Kmiecie. Od wiosny do jesieni łowi w Sanie w pobliskim Hurku. – Nie chodzę po ryby, a na ryby – mówi żartobliwie. – Relaksuję się, ot, moczę kij.

Wędkarz wpatruje się otwór jak zaklęty. Nie interesuje go, co dzieje się wokół. Nie słyszy trzasku pękającej kry... Gdy pęka lodowa tafla, Smuk jest około 3 metrów od brzegu. Zaczyna dryfować z silnym prądem rzeki. Ponieważ lodowa tratwa kruszy się, przeskakuje na kolejne kawałki lodu. Widzą to spacerujący deptakiem przechodnie. Nie wszyscy zdają sobie sprawę z grozy sytuacji. Niektórzy myślą, że jakiś wygłup, żart.

Za dużo kry
– Człowiek płynie na krze – około godziny 14 odzywa się alarmowy telefon strażaków. Oficer dyżurny przyjmuje jeszcze kilka podobnych zgłoszeń. Do akcji ruszają pierwsi ratownicy. Wśród nich starszy kapitan Daniel Dryniak. Właśnie on kieruje wyjątkowo trudnymi działaniami. W takich sytuacjach, aby dotrzeć do poszkodowanego, zwykle korzysta się z drabiny albo lodowych sań. Niestety, w tej konkretnej sytuacji nie wchodzi to w grę.

– Było za dużo płynącej kry – tłumaczy komendant Tadeusz Kudyba. – Nie dało się też skorzystać z łodzi bądź pontonu.

Dryniak sam spróbuje dotrzeć do wędkarza. Błyskawicznie ubiera specjalny kombinezon i szelki. Gdy kra z Adamem Smukiem znajduje się między mostem im. Orląt Przemyskich, a mostem kolejowym, nie waha się ani przez chwilę. Rusza w lodowaty nurt. Asekurowany na linie przez kolegów, dosłownie biegnie po wodzie. Ratownik doskakuje do Smuka, obejmuje go. Chroni przed upadkiem do lodowatej wody. Przy takiej temperaturze mogłoby dojść do szybkiego wychłodzenia organizmu, czyli hipotermii.

Wspólnie płyną na lodowej tratwie, ale czasu jest coraz mniej. Zbliżają się do charakterystycznego zwężenia koryta Sanu. Kry piętrzą się... Tracą równowagę. Wpadają do rzeki. Pozostali ratownicy z całych sił ciągną linę. Trwa dramatyczna walka. Jeszcze parę metrów i zanurzeni w lodowatej kipieli mężczyźni dobijają do brzegu.

Ratownik
Wędkarz wstaje o własnych siłach. Choć przemoczony i przestraszony, wychodzi z opresji bez większych obrażeń. Jego wybawiciel ma bladą twarz. Leży bezładnie otoczony przez pozostałych uczestników akcji. – Dawać nosze – ponaglają ratownicy. – Szybko, szybko!

Kilkadziesiąt minut później Dryniak trafia na stół operacyjny. Rozpoznanie: pęknięta wątroba. Następstwo uderzenia przez lodową bryłę. – Zapewne czuł wtedy przeraźliwy ból, ale do końca troszczył się o tamtego człowieka nie bacząc na siebie – koledzy strażaka nie kryją podziwu. – Bohater!

W Komendzie Miejskiej Państwowej Straży Pożarnej w Przemyślu Daniel Dryniak pracuje od 2001 roku. Jest jej rzecznikiem prasowym, a także zastępcą dowódcy jednostki ratowniczo-gaśniczej. Bez reszty oddany służbie. Lubiany. – Wzorowy ratownik – podkreśla jego przełożony, brygadier Kudyba.

Dryniak to pasjonat sportu. Gra w piłkę, jeździ na nartach, ale ponad wszystko uwielbia nurkować. Ma uprawnienia instruktora, a od niedawna jest także koordynatorem wojewódzkim w zakresie ratownictwa wodno-nurkowego. Kilkanaście dni temu wrócił z obozu nad Soliną w Bieszczadach, gdzie prowadził szkolenie z zakresu nurkowania w warunkach zimowych.

Wdzięczność
– Profesjonalista w każdym calu – podkreśla przyjaciel Dryniaka, również płetwonurek, starszy sekcyjny Tomasz Śpiewak. – Życzliwy, towarzyski. Bardzo dobry kolega w służbie i poza nią. Zawsze opanowany, odważny, gotowy stawić czoło największym trudnościom.

Adam Smuk był już w szpitalu. Zaniósł kwiaty, ale nie pozwolono mu wejść na oddział. Jeszcze nie teraz. Musi poczekać, aż stan strażaka wyraźnie się poprawi. – Pozostanę mu wdzięczny do końca życia – zapewnia 63-latek. – Narażał się dla mnie i płaci za to wysoką cenę.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
ola
Absolutor
sztukmistrz z Lublina
(9) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

ola
ola (21 lutego 2010 o 16:27) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
[quote name='codziennik' date='21.02.2010, 12:57:17' post='237743']
Przestańcie się czepiać wędkarza. Każdy ma jakiegoś bzika, Wy którzy rzucacie błotem na pewno też (NA BANK szybka jazda samochodem, a przecież bezpieczne to nie jest). A Pan strażak, który uratował mu życie jest strażakiem z powołania, bo tylko takich ludzi przyjmują do pracy - takich którzy chcą ratować życie ludzkie! Ja jestem dumny z tego, że są jeszcze tacy ludzie co nie zwarzając na siebie idą, ratują, czasami zostają ranni lub nawet giną. Sam chciałbym ratować życie, dlatego się uczę w tym kierunku.
[/quote

To ucz się dziecko i pamiętaj, że można mieć bzika, ale nie kosztem życia czy zdrowia innych. W przeciwnym przypadku to to nie bzik to "zbrodnia"
Rozwiń
Absolutor
Absolutor (21 lutego 2010 o 14:55) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
I proszę nie zapominać o przedłużeniu wieku emerytalnego strażakom do 65 lat. Będziemy mieli dużo starych doświadczonych (lub martwych) bohaterów.
Rozwiń
sztukmistrz z Lublina
sztukmistrz z Lublina (21 lutego 2010 o 14:12) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
respekt
Rozwiń
jospeh
jospeh (21 lutego 2010 o 14:11) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
ech - ci mięsiarze - życie zaryzykują, żeby tylko ryj napchać - a ryba w supermarkecie 20 zł/kg
Rozwiń
kotwpaski
kotwpaski (21 lutego 2010 o 13:50) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Wiem sporo na temat pracy strażaka ponieważ mój ojciec nim był przez ponad 20 lat i niejednokrotnie narażał swoje życie na rzecz innych. Podziwiam pana Daniela ja jego determinację i poświęcenie się w ratowaniu wędkarza. Trzymam kciuki za najszybszy powrót do zdrowia
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (9)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!