piątek, 20 października 2017 r.

Magazyn

Jak zarobić (lub stracić) na oglądaniu meczów

  Edytuj ten wpis
Dodano: 9 czerwca 2004, 11:52

Liczą się tylko zwycięstwa. O przegranych wolą nie mówić, proszą o niepodawanie nazwisk. Łatwe pieniądze to zachęta dla złodzieja. Zaś większe straty to kłopoty w domu. Grający w zakładach bukmacherskich mają swój własny świat. Niektórzy mówią, że są opętani przez wyniki…







Małe pomieszczenie w centrum Lublina. W środku ludzie wpatrujący się w wiszące na ścianach tablice zapełnione rzędami cyfr. Inni już kreślą: 1, X, 2. Zakłady bukmacherskie odwiedza coraz więcej lublinian. Grają przede wszystkim mężczyźni. Wiek i zawód nie mają znaczenia.
Można tu spotkać studenta i emeryta,
szefa dużego przedsiębiorstwa i bezrobotnego. Oferta jest skierowana do każdego, najtańszy zakład kosztuje 2 złote. Właśnie za taką sumę najczęściej obstawiają grający.
– Ewentualna przegrana nie wpływa znacząco na stan portfela, wygrana daje satysfakcję oraz kasę – mówi tegoroczny maturzysta Michał Kanikuła. Zamiłowanie do liczb przekłada nie tylko na zamiar studiowania ekonomii, ale też na częste wizyty w zakładach bukmacherskich. Jak twierdzi, w obstawianiu meczów (najczęściej piłki nożnej) kieruje się intuicją. Ostatnio przyniosła mu szczęście. Niewielkie, ale zawsze.
Zabawa, nie hazard
Grających łączy zamiłowanie do sportu i żyłka hazardzisty. Chociaż wię-
szość graczy nie traktuje zakładów bukmacherskich jako hazardu. Nawet ci, którzy bywają tu codziennie, twierdzą, że to zabawa.
– Trudno mówić o hazardzie w przypadku ludzi ryzykujących 2, 5 czy 10 złotych – mówi pan Jarek, pracownik prywatnej firmy, stały klient zakładów bukmacherskich. – Oprócz samej gry poznaję wielu nowych ludzi.
Głównym celem jest jednak zysk. Dlatego dla większości graczy
wszelka informacja jest na wagę złota.
Pan Władysław, rencista, skrupulatnie analizuje ligowe tabele i czyta gazety. Każdy, nawet najmniejszy, szczegół ma znaczenie: który zawodnik jest kontuzjowany, kto zawieszony, jak było w poprzednich meczach. Najczęściej obstawia mecze ligi angielskiej, fińskiej i szwedzkiej. Te dwie ostatnie uważa za bardzo atrakcyjne dla graczy. Wysoki kurs daje wysoką wygraną. Pan Władysław raz wygrał nawet 1900 złotych. Ostatnio wygrywa przeciętnie pięć razy mniej, ale za to regularnie.
W rogu sali dwudziestokilkuletni mężczyzną skrupulatnie notuje coś w grubym zeszycie. Okazuje się, że Paweł analizuje rezultaty ostatnich spotkań. Od ponad trzech lat obstawia mecze tenisa. Z benedyktyńską cierpliwością zapisuje wyniki meczów i porównuje osiągnięcia zawodników.
– Po wyeliminowaniu Justine Henin – Herdenne triumfatorkę turnieju Rolanda Garrosa upatruję w Amelie Mauresmo – mówi. – Wśród mężczyzn wygra ktoś z trójki: Federer, Coria i Moya...
Paweł przyznaje, że myśl o kursach, wynikach i potencjalnej wygranej towarzyszy mu przez większość dnia. Lubi również śledzić w telewizji, a w przypadku braku transmisji również w Internecie, rezultaty trwających spotkań.
– Wprawdzie mama i dziewczyna Aneta trochę dziwnie na mnie patrzą, kiedy ślęczę wpatrzony w monitor, na którym co chwila zmieniają się liczby, ale nic na to poradzę – śmieje się.
Wiedza gubi
Pan Marek, ponadpięćdziesięcioletni właściciel gospodarstwa warzywnego z okolic Lublina, zakłady bukmacherskie odwiedza trzy razy w tygodniu. Jak większość grających twierdzi, że to tylko zabawa, choć z wielkim entuzjazmem opowiada o wygranych
– Przed dwoma laty wygrałem 2,5 tysiąca złotych. Na piłce nożnej – chwali się. Zwycięski zakład był zawarty z tzw. błędem (w typowaniu można się pomylić, jednak minimalny wkład grającego jest wyższy).
Pan Marek stroni od nadmiaru wiadomości. Uważa, że zbyt duża wiedza o sporcie gubi grających.
– Ile przegrałem? Znacznie więcej niż zyskałem – przyznaje pan Zbyszek, który na co dzień pracuje w sklepie. – Ale patrzy pan – wyciąga z kieszeni pomięty kupon – tu jeden wynik mi nie „wszedł” do tysiąca złotych: Bordeaux miało wygrać z Monaco. Jednak to piłkarze z Księstwa odnieśli zwycięstwo 3:1.
Narada wojenna
W punktach bukmacherskich w Europie Zachodniej można spotkać specjalistów od wielu dyscyplin sportu. Za niewielką opłatą (2-3 euro) dzielą się wiedzą i spostrzeżeniami. Jeśli przyczynią się do większej wygranej, mogą liczyć na duży procent. Tymczasem w Lublinie o swoich typowaniach gracze rozmawiają otwarcie i... za darmo. Pochyleni nad tabelami, z długopisami w rękach, bukmacherscy gracze przypominają sztabowców przed bitwą.
Spisek, panie, spisek!
Wśród grających nie brakuje osób, które są przekonane, że większość spotkań jest ustawionych.
– Sportem rządzą bukmacherzy – uważa starszy pan w szarej kurtce, który prosi o niepodawanie nawet swego imienia. Zakładami piłkarskimi zajmuje się od wielu lat. Obstawiał ligę angielską jeszcze na starych kuponach (takich z kalką pośrodku).
– Przecież, gdyby wszyscy faworyci zwyciężali, firmy bukmacherskie poszłyby z torbami – przekonuje, żywo gestykulując. A tak – tu przerywa i wskazuje na pełną salę grających – przychodzą tacy, obstawiają i z reguły przegrywają. Na pytanie: dlaczego sam gra?, odpowiada, że chce przechytrzyć bukmacherów. Przypomina zeszły rok, kiedy istniało podejrzenie, że jeden z czołowych zawodników świata, Jewgiennij Kafelnikow, umyśle przegrywał mecze tenisowe i sam zarabiał pieniądze w zakładach. Firmy w Polsce zorientowały się, że „coś tu nie gra” dopiero w połowie sezonu i wycofały z oferty spotkania z udziałem Rosjanina. Ale do tego czasu można było sporo zarobić.
Nasz rozmówca przyznaje, że również sami bukmacherzy potrafią wprowadzić w błąd. Opowiada jak niedawno w lidze hiszpańskiej Celta Vigo broniła się przed spadkiem. Aby zostać w I lidze, musiała przynajmniej zremisować wyjazdowy mecz z Deportivo La Coruna. Grający sugerowali, że ten mecz może zostać kupiony i licznie obstawiali wygraną Celty. Zauważyły to firmy bukmacherskie. W miarę zbliżania się terminu spotkania kurs na wygraną piłkarzy z Vigo malał, czyli każdy kto obstawił ich zwycięstwo, mógł liczyć na mniej pieniędzy. U większości grających sugestia o sprzedanym meczu przerodziła się niemalże w pewność. Zwycięstwo Celty obstawiano za naprawdę duże pieniądze. Ostatecznie mecz pewnie wygrało… Deportivo, zaś bukmacherzy zgarnęli sporą pulę.
– Spisek, panie, jeden wielki spisek! – oburza się starszy pan.
Oszukać bukmachera
Szansa zdobycia szybkich i łatwych pieniędzy przyciąga wiele osób. Po Polsce krążą opowieści o ludziach, którzy u bukmacherów dorobili się
prawdziwej fortuny. „Zawodowcy” wykorzystują nie tylko wiedzę sportową, ale również zdolności matematyczne. Przenikliwe umysły i gruby portfel to duże zagrożenie dla bukmacherów. Kiedy pracownicy punktu, zauważą, że jedna osoba notorycznie obstawia ten sam zestaw meczów, nabierają podejrzeń i natychmiast kontaktują się z centralą. Dziwi ich bowiem zdumiewająca wręcz pewność grających. Innych zastanawia źródło ich dochodu i jak młodego człowieka stać na ryzykowanie dużych kwot i drogi samochód, którym przyjechał do punktu…
Bukmacherzy bronią się przed „zawodowcami” i mogą odmówić przyjęcia zakładu bez podania przyczyny. Są bardzo czujni, gdyż „zawodowcy” często próbują dopiąć swego poprzez podstawione osoby – za drobną opłatą inni ludzie obstawiają ich kupon jako własny.
Gdzie te kobiety ?
Zakłady to domena mężczyzn, panie bardzo rzadko odwiedzają punkty bukmacherskie. Zwykle towarzyszą swoim partnerom.
– Idziemy już?... – to ich najczęstsza reakcja na przedłużające się spekulacje ich partnerów zapatrzonych w tabele, budząca zresztą powszechną wesołość. Kobiety są za to obecne po drugiej stronie barykady. Wbrew szlachetnej idei równouprawnienia płci, wiele firm bukmacherskich chętniej widzi w pracy panie…
Umiar wskazany
Zakłady bukmacherskie cieszą się coraz większą popularnością. Grający doczekali się nawet ogólnopolskiej gazety i internetowego radia.
– Granica między zabawą a hazardem jest bardzo cienka – ostrzegają specjaliści. Przed każdą wizytą u bukmacherów warto zatem pamiętać o słynnej greckiej maksymie – „wszystkiego z umiarem”.























  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!