środa, 18 października 2017 r.

Magazyn

Joanna Mucha o PZPN i karate: "Sytuacja była dyskomfortowa. Uderzyłam odruchowo"

  Edytuj ten wpis
Dodano: 2 grudnia 2011, 11:44
Autor: Rafał Panas

Joanna Mucha (Jacek Świerczyński)
Joanna Mucha (Jacek Świerczyński)

Rozmowa z Joanną Muchą, minister sportu i turystyki.

• Wie pani, że bukmacherzy dają sześć złotych za złotówkę postawioną na to, że pani pierwsza odejdzie z rządu?

– Nie, a ile czasu mi dają?

• Mówią tylko o kolejności. Gorsze notowania mają tylko minister sprawiedliwości Jarosław Gowin i minister pracy i polityki społecznej Władysław Kosiniak-Kamysz. Dlaczego bukmacherzy dają pani tak marne szanse?

– To wynika ze stereotypów, które wiszą nade mną.

• Jakich?

– Jest młoda dziewczyna, niezwiązana ze sportem i ona nie da sobie rady. Tymczasem pracownicy w ministerstwie szybko doszli do wniosku, że ze mną nie będzie tak łatwo.

• Co im pani zrobiła?

– Postawiłam ich na baczność i zmobilizowałam do pracy. Zdiagnozowałam kilka problemów i zorientowali się, że nie będzie łatwo mnie oszukać. Na razie o mojej strategii dla ministerstwa i personaliach nic nie powiem. Mam dużo terminowych spraw do załatwienia: w pierwszej kolejności losowanie grup na UEFA Euro 2012, które odbędzie się w Kijowie i wynikające z niego spotkanie na temat bezpieczeństwa podczas rozgrywek piłkarskich oraz oddanie inwestorskie Stadionu Narodowego. Cały miniony wtorek prowadziłam w Brukseli spotkanie w ramach naszej prezydencji. Poza tym, chciałabym, żeby o moich planach usłyszeli najpierw współpracownicy.

• Co panią zaskoczyło w pierwszych dniach urzędowania w ministerstwie?

– Nie wiem, co odpowiedzieć. Nic mnie nie przestraszyło, nie było sytuacji nadzwyczajnych. Już wcześniej miałam w głowie plan, z kim się spotkać i o jakie dokumenty szybko poprosić.

• Jak się zostaje ministrem?

– Oficjalnie usłyszałam propozycję na kilka dni przed nominacją. Wcześniej dostawałam poważne sygnały z otoczenia premiera. Dwa dni przed nominacją spotkałam się z premierem Donaldem Tuskiem. To była bardzo ciekawa rozmowa.

• O czym mówiliście?

– O tym, czego pan premier ode mnie oczekuje, dlaczego to ja powinnam zostać ministrem. Usłyszałam, kto obejmie inne resorty. Szczegółów rozmowy z premierem, oczywiście, panu nie zdradzę.

• W grę wchodziły inne resorty?

– Podczas konferencji prasowej premier powiedział, że dałabym radę kierować innymi ministerstwami. Jestem dobrze przygotowana merytorycznie. Skończyłam najlepsze zarządzanie w Polsce na Uniwersytecie Warszawskim, pod kierunkiem prof. Obłoja, tam uczą nas pracy w duchu konsultingu, czyli wpadam do firmy, identyfikuję problemy, rozwiązuję je i z firmy wychodzę. Teraz mogę zrobić mniej więcej to samo, ale w sektorze publicznym, co jest tym bardziej istotne dla mnie. Specyfika ministerstwa jest może ważna, ale ja zajmuję się zarządzaniem ludźmi i wiedzą. Chcę działać profesjonalnie, jak w prywatnej firmie. Jeśli popatrzymy w ten sposób, to kwestia resortu, którym się zajmuję, nie jest kluczowa. Liczy się zdiagnozowanie problemu i jego rozwiązanie.

• Czyli przyjęłaby pani każdą propozycję premiera?

– Bardzo się cieszę, że jestem w Ministerstwie Sportu i Turystyki.

• A może wolałaby pani ministerstwo zdrowia lub skarbu państwa?

– Bardzo się cieszę, że jestem w Ministerstwie Sportu i Turystyki (śmiech).

• Nie musi pani znać składu reprezentacji Polski w piłkę nożną?

– Nie będę udawała, że jestem zapalonym kibicem. Ani, że wiem wszystko o sporcie wyczynowym. Wielu komentatorów ocenia, że skoro jestem spoza środowiska sportowego, to jest to moją dużą zaletą. Spojrzę świeżym okiem na sprawy sportu. Składu reprezentacji nie będę się uczyła. Zaproszę panów z reprezentacji na spotkanie i mam nadzieję, że się polubimy.

• Wiele osób ocenia, że ma pani małe szanse w konfrontacji z doświadczonymi graczami z Polskiego Związku Piłki Nożnej.

– Mam jako minister zdecydowanie słabszą pozycję. PZPN jest w bardzo małym stopniu zależny od ministerstwa. To organizacja autonomiczna. Przede wszystkim jednak chcę podkreślić, że nie traktuję kontaktów z PZPN jako próby sił. Premier mówił o współpracy i o dyplomacji. To, co się wydarzyło (Joanna Mucha złożyła w ubiegły piątek zawiadomienie do prokuratury i CBA po ujawnieniu nagrań mogących sugerować korupcję w PZPN – przyp. red.) było koniecznością. Musiałam złożyć dokumenty zarówno do CBA, jak i do prokuratury, nie mogłam zrobić pół kroku mniej lub więcej. Natomiast na wojnę się nie wybieram.

• To może pani i premier grzeszycie naiwnością, mówiąc o dyplomacji i współpracy z PZPN?

– Naiwnością jest twierdzenie, że jeśli do PZPN wejdzie kurator – przypomnę, że decyduje o tym sąd, a nie ja – to wszystkie problemy zostaną rozwiązane. Potrzebne są lata konsekwentnej i spokojnej współpracy, merytorycznej pracy np. nad przygotowaniem piłkarskiej kadry.

• Co powstrzymuje panią przed wnioskiem do sądu o wprowadzenie kuratora do PZPN?

– Muszę najpierw otrzymać wyjaśnienia, o które poprosiłam szefów związku. To kwestia dobrych obyczajów. Podkreślam: decyzja o wniosku do sądu o wprowadzeniu kuratora absolutnie nie jest przesądzona.

• Tusk mówił o "rządzie zderzaków”. Pani jest takim zderzakiem do szybkiej wymiany?

– Moim zdaniem, nie chodzi o ministrów do szybkiej wymiany. Raczej o ludzi, którzy mają trudne zadania i muszą stać na posterunku. Moja działka przez najbliższy rok będzie bardzo trudna ze względu na Euro 2012. Czuję ciężar zadania.

• Zderzaki często używane pękają i trzeba je szybko zmienić.

– E tam, nie mam żadnych złych skojarzeń ze słowem "zderzak”.

• Janusz Palikot stwierdził w Sejmie, że nie ma znaczenia czy Mucha kieruje ministerstwem sportu czy transportu. Jak pani to rozumie?

– On już mnóstwo rzeczy pisał i mówił o mnie. To były bzdury, nieprawdy i konfabulacje. Nie chcę tego komentować.

• Dlaczego pani tak nie lubi?

– Kiedyś nad tym się zastanawiałam. Teraz to mnie już nie obchodzi.

• Kogo weźmie pani z Lublina do ministerstwa?

– Na razie mogę powiedzieć, że w Gabinecie Politycznym znajdzie się Anna Glijer (była pracownica w biurze poselskim Muchy – red.).

• A Piotr Franaszek, szef promocji w Urzędzie Marszałkowskim?

– Zobaczymy. Nie potwierdzam i nie zaprzeczam.

• Jest pani pierwszym konstytucyjnym ministrem z Lubelskiego od pięciu lat. Co pani zrobi dla regionu?

– Gdybym zadeklarowała teraz specjalną i dodatkową działalność na rzecz regionu, to byłby to świetny powód do natychmiastowego zdymisjonowania mnie. Nie mogę planować pracy w odniesieniu do miasta czy województwa, z którego pochodzę. Oczywiście, bliższa koszula ciału, nawet nieświadomie myśli się o swoim mieście. Obiektywnie rzecz biorąc, infrastruktura sportowa na wschodzie Polski jest zdecydowanie słabsza niż w innych częściach kraju. Wisła jest tutaj linią demarkacyjną. Sama obecność w Radzie Ministrów, dostęp do informacji jest bardzo ważny. Lubelskie na pewno nie straci na swoim ministrze.

• Dzwonią już do pani samorządowcy z prośbami o pieniądze na swoje inwestycje. Np. prezydent Lublina Krzysztof Żuk, który potrzebuje 70 mln zł żeby dopiąć budowę basenu olimpijskiego?

– Na razie dostaję mnóstwo telefonów i SMS-ów z gratulacjami i z prośbami o bilety na Euro 2012... Pewnie za jakiś czas będą też prośby, ale to nie jest tak, że wchodzę do ministerstwa i mogę przelać pieniądze na jakieś przedsięwzięcie. Trzeba przygotować kryteria, według których będą przyznawane dotacje. Nasze województwo zawsze będzie wypadało dobrze w takich zestawieniach, bo tutaj są wielkie braki. W innych częściach kraju buduje się baseny za 220 mln zł, a w Lublinie zabrakło 20 mln zł na basen przy ul. Łabędziej. To jest skala dysproporcji.

• W mediach było sporo kpin, że zna się pani na sporcie, bo trenowała karate shotokan. Po w sumie 10 latach treningu zdobyła pani niebieski pas. To niezbyt duże osiągnięcie.

– Niebieski pas jest w połowie stopni. Karate trenowałam od 13 roku życia. Wtedy były wymagające kluby. Ze stu osób zostawało, jak w moim przypadku, sześć osób. Ja nie urodziłam się ze specjalnymi predyspozycjami do sportu wyczynowego. To dla mnie była rywalizacja z własnymi słabościami. Rzeźbienie charakteru. Teraz mam chore biodro i kopnięcia nie wchodzą w grę.

• Czy użyła kiedyś pani karate do obrony?

– Bardzo dawno temu. Nie było zagrożenia życia, ale sytuacja była dyskomfortowa. Nie miałam czasu na namysły. Uderzyłam odruchowo, bo karate uczy odruchów. O szczegółach nie chcę mówić.

Rozmowa przeprowadzona 26 listopada
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
manolo
gaby
Gość
(18) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

manolo
manolo (4 grudnia 2011 o 15:43) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
"pracy w duchu konsultingu, czyli wpadam do firmy, identyfikuję problemy, rozwiązuję je i z firmy wychodzę. Teraz mogę zrobić mniej więcej to samo, ale w sektorze publicznym, co jest tym bardziej istotne dla mnie."
znaczy sie wpadnie wywróci wszystko do góry nogami, a pózniej niech sie dzieje co chce bo jej juz nie ma, niech nastepcy sie męczą - niezle to podejscie co za czasy...
Rozwiń
gaby
gaby (4 grudnia 2011 o 13:35) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Ale z tych komentarzy na forum widać, jaka to pani poseł minister jest na swoim terenie popularna... Gdzie są ci, co na nią głosowali? chyba się wstydzą idiotki?
Rozwiń
Gość
Gość (4 grudnia 2011 o 13:15) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
[quote name='JPII' timestamp='1322988851' post='565827']
Jakby do każdej firmy obsadzali według takiego klucza jak to robi rudy błazen to biznesy długo nie podziałałyby.
[/quote]
[size="3"]
... najlepszy biznes to właśnie kasa podatników.
Zero odpowiedzialności, malwersacje wszelkiej maści idące w setki milionów i miliardy PLN.
Kierownicy, dyrektorzy itp. brani od czapy, od gnoju, prosto od stołu gdzie przy whisky i mulach omawia się kto zostanie jakim ministrem.[/size]

"Jak byłem dyrektorem w wodociągach to żeśmy nie takie numery robili"
"Mój mąż jest z zawodu dyrektorem"


[size="2"]Komedia "Poszukiwany poszukiwana" (reż. Stanisław Bareja, 1972)[/size]

Coś się zmieniło przez ostatnie 40 lat ?
Rozwiń
sa
sa (4 grudnia 2011 o 11:01) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
i wszytskie deklaracje odnośnie pomocy/wspierania Lublina poszły.... w las, ponieważ ma już to, co chciała.
Rozwiń
JPII
JPII (4 grudnia 2011 o 09:54) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
[quote name='Gość' timestamp='1322930214' post='565707']
Co się tak napinasz kajdaniarzu nie staje ci czy może masz hemoroidy i nie chce cie żaden pedał.Po kilku dniach chcesz skalpu.Poczekaj trochę i napier***aj jak będzie zle rządziła ale i miej honor pochwalić jak będzie za co.
[/quote]

Kawał złamanego chu.ja z Ciebie ale czego wymagać od jakiegoś krypto zboka. Nie napinam się misiu kolorowy, tylko reaguje na złote myśli Twojej kochanicy! Ty, a może Ty jesteś jej starym gachem i gul Ci skoczył? Nie oceniam jej za rządzenie bo jeszcze nie ma za co ale za to trzeźwe spojrzenie na siebie i na ministerstwo, hehe.. specjalistka! Jakby do każdej firmy obsadzali według takiego klucza jak to robi rudy błazen to biznesy długo nie podziałałyby. Nie ma to jak rząd fachowców zapatrzonych w siebie i bez lusterka. Nota bene tak samo 'kocham' PO jak i PIS
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (18)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!