niedziela, 20 sierpnia 2017 r.

Magazyn

Komentuję, więc jestem

Dodano: 9 czerwca 2004, 11:48

Tym człowiekiem był Krzysztof Miklas, komentator sportowy. A te słowa wypowiedział podczas skoku Adama Małysza. Skoku narciarskiego, dodajmy. Na śniegu. W zimie. Więc dokąd i na czym miał płynąć Małysz?...

d
Komentatorzy sportowi mają na pewno jedno: znany i rozpoznawalny głos. Kiedy kilka milionów Polaków ogląda kolejny nieudany mecz albo turniej skoków bądź bieg na 100 metrów, to nie słyszą oni sportowców. Tylko Szpakowskiego, Zydorowicza, Babiarza, itd.
Stadionowy poeta
- Czasami nie mogę już słuchać - przyznaje Bartek Skoczylas, student prawa, kibic sportowy. - Opowiadają jakieś historie sprzed 50 lat, jakieś stare ciekawostki, wszędzie doszukują się polskich śladów, tylko człowiek nigdy się od nich nie dowie, kto akurat... jest przy piłce.
Tomek Kalinowski, licealista z Lublina, ma o komentatorach podobne zdanie.
- Te ich metafory, "poetyckie” zwroty... Po kwadransie wymiękam i wyłączam w telewizorze fonię. Inaczej nie da się nic obejrzeć.
To nie wszystko. Komentatorzy mają również dar telepatii. Bo jakże często można usłyszeć, co który zawodnik myśli, czuje i szepcze na ucho klubowemu koledze. A potem zwyczajnie komentują zupełnie inny mecz niż... oglądamy.
- Albo bieg. Zdarzyło mi się coś takiego - przyznaje się Przemysław Babiarz. - Powód tych błędów, pomyłek czy niefortunnych sformułowań jest właściwie jeden: musimy na żywo opowiadać o czymś, co się bardzo szybko zmienia.
Zagrzebani w ciekawostkach
- Zmęczenie, emocje, nerwy. To są przyczyny naszych błędów. Tego, że człowiek czasem coś chlapnie - dodaje Tomasz Jasina z Lublina, który jutro będzie komentował mecz otwarcia na Mistrzostwach Europy w piłce nożnej. Lubelski komentator akurat nie musi się bardzo wstydzić, bo "chlapnięcia” zdarzają mu się rzadko.
- Ale część naszych powiedzeń to już wytwór ludzkiej fantazji - twierdzi.
Czy komentatorzy trenują?
- Ja siebie nie słucham - zapewnia Babiarz.
- Czasami oglądam jakiś mecz i zaczynam go komentować - mowi Jasina. - I często ćwiczę czytanie.
Ale to czasami nie wystarcza. Jerzy Mżygłód kilkanaście lat temu komentował pierwszą połowę meczu. I wszystko byłoby dobrze, gdyby nie... pomylił drużyn, które w tym meczu grały.
Wprawa nie wystarczy też gdy komentator sam się zagrzebie w tzw. ciekawostkach. Oglądamy np. mecz Argentyna - Meksyk, a słyszymy o jakimś trenerze portugalskim, który kiedyś był w Brazylii; to przecież obok Argentyny. I ten trener spotkał się kiedyś z Kazimierzem Górskim. "I to jest nasz, polski wkład w ten mecz...” - cieszy się komentator, a tymczasem na boisku były już dwa rzuty karne.
Wymowna odprawa
- Te wszystkie ciekawostki to my dostajemy opracowane - zwierza się Babiarz. - Mam np. listę startową i przy zawodniku jest "93WCh3” - to znaczy, że na tym samym dystansie był trzeci w Mistrzostwach świata w `93 roku. Są tam też notki, że ktoś biegł w jednym bucie, że zgubił pałeczkę w sztafecie... I czasami człowiek zapomina o teraźniejszości.
Ale komentatorzy się starają.
- Często siedzę w słowniku i sprawdzam różne formy językowe - opowiada Tomasz Jasina. - Wczoraj mieliśmy odprawę przed wyjazdem na Euro 2004. Jednym z tematów była wymowa nazwisk zawodników. Bo w Polsce to bardzo ważne. Anglicy, Francuzi czy Hiszpanie wymawiają nazwiska naszych piłkarzy jak im wygodnie. Nasi widzowie tego nie chcą. Dlatego opracowano zasady odpowiedniej wymowy.
Czy to wystarczy? Usłyszymy już w najbliższych dniach...
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!