niedziela, 22 października 2017 r.

Magazyn

Kozłówka: Drogie skarby z szafy

  Edytuj ten wpis
Dodano: 17 kwietnia 2009, 15:18

Można będzie zobaczyć aż 202 eksponaty, których wartość oszacowano na kilkaset tysięcy dolarów. Jeden tylko plakat reklamowy kabaretu "Moulin Rouge - La Goulue” autorstwa Henriego de Toulouse-Lautreca wyceniono na 5 tys. dolarów

Pierwsza tej wiosny wystawa w Muzeum Zamoyskich w Kozłówce nosi tytuł "Między Wersalem a Montmartre”. Z Muzeum Etnografii i Rzemiosła Artystycznego we Lwowie zostały sprowadzone dzieła sztuki francuskiej od XVIII do XX wieku. Jest prezentowana po raz pierwszy po wojnie.

W białych rękawiczkach

- Konstanty Zamoyski, który właściwie stworzył rezydencję w dzisiaj oglądanym kształcie, był zafascynowany sztuką francuską - tłumaczy Krzysztof Kornacki, dyrektor Muzeum Zamoyskich w Kozłówce. - Tam się kształcił, żył w tamtejszej kulturze i można w zasadzie powiedzieć, że dziś pałac jest bardziej francuski niż tamtejsze rezydencje. Kaplica przypałacowa powstała na wzór wersalskiej, podobnie jak fontanna parkowa. We Francji Rewolucja zniszczyła wyposażenie tamtych wnętrz i dziś oglądamy puste sale Wersalu. U nas jest kompletnie wyposażona siedziba magnacka.

Kiedyś to było nasze

Nie tylko Zamoyscy byli zafascynowani sztuką Francji. Kolekcjonowali ją wytrawni znawcy sztuki, a dla wielu bogatych rodzin arystokratycznych to, po co dziś muzealnicy sięgają w białych rękawiczkach, było przedmiotem codziennego użytku lub eleganckiej dekoracji wnętrz.

- Tak więc Zamoyscy zafascynowani byli Francją i ta wystawa doskonale wpisuje się w klimat Kozłówki - dopowiada dyrektor. Poza tym, niektórzy po raz pierwszy, a może jedyny, będą mieli okazję zapoznać się z pięknym przedmiotami rzemiosła artystycznego, które kiedyś były w zbiorach polskich. Rozpiętość czasowa powstawania tych dzieł też doskonale współgra z powstawaniem, modernizowaniem, urządzaniem pałacowych wnętrz.

Ważne jest to, że po raz pierwszy zostaną pokazane te eksponaty, które zapewne do nas nie wrócą. Pochodzą z kolekcji lwowskiej prywatnych ofiarodawców, z dawnego Muzeum Przemysłowego we Lwowie ze zbiorów, które w wyniku wojny i powojennego podziału zostały po tamtej stronie granicy.

Podarowane społeczeństwu

- Przed wojną wielu kolekcjonerów ofiarowało swoje zbiory albo ich część różnym muzeom - wyjaśnia Karolina Wilkowicz z Muzeum Zamoyskich. - Inteligencja, wykształcona arystokracja uważała za swój obowiązek przekazanie dóbr kultury dla potomnych i dla narodu. Tu też zobaczymy niektóre eksponaty pochodzące właśnie z takich darowizn. Jest m.in. kolekcja plakatów ze zbiorów Wacława Moraczewskiego, lekarza, są talerze i filiżanki - zapewne część kompletu - ofiarowane przez barona Konstantego Brunickiego, figurka wojskowego wykonana w Sévres podarowana przez Bolesława Orzechowicza. To tylko niektóre cenne przedmioty wykonane we Francji, które przed wojną kolekcjonerzy przekazywali do różnych muzeów. Na przykład Orzechowicz był znanym koneserem dzieł sztuki i gminie miasta Lwów ofiarował m.in. zbiór rzeźb, obrazów, miniatur szkła i porcelany, wspaniałą broń, meble. Są na wystawie elementy wspaniałego serwisu Lubomirskich dekorowanego bławatkami, który z pewnością kiedyś służył im na co dzień, później stał się częścią zbiorów.

Te wszystkie cenne przedmioty były podarowane społeczeństwu, znajdowały się we Lwowie i tam zostały. Teraz jest niepowtarzalna okazja, żeby je zobaczyć.

Przedśmiertne talerze

Duża część eksponatów pochodzi z okresu monarchii albo wprost jej dotyczy. Na pewno takie są choćby talerze dekoracyjne datowane na początek 1790 r. wśród nich te odnoszące się do Rewolucji. Powstały w czasach krwawych porachunków we Francji, dziś stanowią okaz niezwykły. Do bardzo cennych zaliczyć trzeba biskwitowe popiersia Ludwika XVIII, Józefa Napoleona. Jest tu złota plakieta Króla Słońce - Ludwika XIV i dwa talerze przedstawiające tę nieszczęsną parę królewską - Ludwika XVI i Marię Antoninę, którzy zginęli na szafocie.

- Z pewnością takie popiersia, plakiety były ozdobą w domu jakiegoś monarchisty - uśmiecha się Karolina Wilkowicz. - Można więc przypuszczać, że znajdowały się w salonach, a nie w chałupach.

27 centymetrów

Niemal wszystkie eksponaty pochodzą z salonów. Wśród wielu wyceniona na kilka tysięcy dolarów rzeźba o tematyce mitologicznej; niewielka, biskwitowa wysokości zaledwie 44 cm, odrobinę tańsza nimfa wysokości 27 cm wykonana w Sévres w XIX wieku, niezwykłej urody figurka markizy z tejże manufaktury, wspaniałe świeczniki z przełomu XVIII i XIX wieku, piękne tabakiery, przecudnej urody emaliowane ołtarzyki podróżne. Wyjątkowy jest flakon, zaledwie ok. 10-centymetrowy z postacią króla na tronie i napisem Vive Le Roy z XVIII wieku.

- Z pewnością uwagę zwróci niespotykana kołyska owalnego kształtu, na dwóch podporach - mówi

Karolina Wilkowicz. - Jedna wykończona jest szyszką pinii, druga podpora głową łabędzia. Górna część kołyski rzeźbiona w łabędzie trzymające wianki. To wspaniałe dzieło sztuki użytkowej, z pięknymi rzeźbami, bogatą ornamentyką. Równie niezwykły jest fotel z plecionym siedziskiem, bogato rzeźbiony. To daje świadectwo, jak kiedyś dbano o detal, o urodę przedmiotów codziennych.

W prezentowanej kolekcji zupełnie niezwykłe są dwa dzieła Emila Galle - fajansowa waza i dzban na nóżce z Nancy z początku XX wieku. Wreszcie ten wiek reprezentuje 55 unikatowych, oryginalnych plakatów, w tym autorstwa Toulouse-Lautreca.

To ekspozycja wyjątkowa nie ze względu na jej wartość materialną, a ponadczasowe piękno.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!