wtorek, 17 października 2017 r.

Magazyn

Boss jest bardzo groźny. Nikt normalny nawet się do niego nie zbliży. Ale Boss swoje życie zawdzięcza Pershingowi, który nadstawił dla niego szyję i oddał mu swoją krew. I całe szczęście, że Pershing to nie żaden mafioso, tylko honorowy krwiodawca. Psi krwiodawca

W domu przy ulicy Romea w Lublinie mieszka sobie Boss. Osiem lat temu państwo Podstawka kupili miodowego szczeniaczka boksera od sprzedawcy na Rusałce. Oglądali rodzeństwo, matkę... bokserek był śliczny. - Nie miał rodowodu, ale nam to nie przeszkadzało - opowiada pan Mirosław, starając się utrzymać na smyczy dużego psa. - Trochę nam urósł i już dawno przestał wyglądać jak bokserek - uśmiecha się klepiąc Bossa po grzbiecie.
Teraz wygląda jak zabójca.

Rezydenci

Z gardła Bossa wydobywa się ostrzegawcze bulgotanie. Każdy rozsądny człowiek traci ochotę do pogłaskania pieska, po którym w ogóle nie widać wieku i tego, że jego życie wisiało na włosku. - To członek rodziny, więc decyzja była oczywista: ratujemy - wspomina Mirosław Podstawka historię z czerwca ubiegłego roku, kiedy Boss przeszedł bardzo ciężką operację usunięcia guza śledziony. Guz ważył kilka kilogramów, a w czasie zabiegu Bossowi oprócz leków podano pół litra krwi.
- Teraz już nie dojdziemy, kto nadstawił szyję, żeby ratować naszego Bossa: czy to Lolo, czy Perhing? - tłumaczą lekarze w Lubelskim Centrum Małych Zwierząt, gdzie był operowany Boss. Tych zabiegów jest u nas tyle, że nie pamiętamy, który z psów i kotów oddaje krew.
Krwiodawcy to cztery psy i dwa koty. Są stałymi rezydentami kliniki, dzięki temu wiadomo że są zdrowe i zawsze, nawet w nagłym wypadku, mogą służyć krwią.

Bez usypiania

Pierwszy był Hrabia. W 1995 roku czarnego kocura przyniesiono do kliniki, z prośbą o uśpienie. Właścicielka była w ciąży, a kota podejrzewano o toksoplazmozę. Przez tydzień lekarze nie znaleźli wśród nich chętnego do wykonania eutanazji. W końcu zadzwonili do byłych właścicieli z pytaniem, czy kot może zostać w klinice. I tak, przypadkiem uratowany kocur, został pierwszym krwiodawcą. - Chory kot czy pies po podaniu krwi bardzo szybko zdrowieje. Poprawę widać z doby na dobę - mówi doktor Ryszard Iwanicki, właściciel Lubelskiego Centrum Małych Zwierząt.
Lekarze nie wiedzą, jak Hrabia, Filipek czy Czesio, koci krwiodawcy, zapatrują się na ratowanie życia swoim pobratymcom, ale właściciele uratowanych dzięki nim zwierząt są szczęśliwi. To pewne.
- Amerykanie stosują transfuzje i mają banki krwi weterynaryjnej już od 20 lat. A my jesteśmy chyba jedyni w Europie - cieszy się doktor Robert Marczak, który dwa lata temu w Warszawie założył Weterynaryjny Bank Krwi im. Milusia, a w ubiegłą sobotę otworzył w Lublinie jego filię. - Idea krwiolecznictwa jest niemal identyczna jak u ludzi. Potrzebny jest zdrowy dawca. Można mu pobrać jednorazowo 450 ml krwi jeśli dawca jest psem, a 50 ml, jeśli kotem. One też mają grupy krwi, ale przy pierwszym podaniu to nie jest istotne, chory organizm to zaakceptuje, dopiero przy następnych trzeba robić tzw. próby krzyżowe. Kotom pobiera się pod narkozą krew z żyły jarzmowej. Psy wytrzymują ten zabieg bez usypiania.

Trzy kilo karmy

- Nasz Lolo sobie spokojnie leży, a krew spływa do woreczka - chwalą swojego pupila (80-kilogramowego doga de bordeaux) w klinice. Lolo od lat mieszka w klinice, bo nie mógł się dogadać z innymi psami w domu i właściciel go oddał. Pies pilnował budowy kliniki, teraz porządku na całym terenie. - Dla nas jest łagodny jak baranek, ale obcym nie radzimy się spoufalać - uśmiechają się znacząco weterynarze.
Dawcą zwierzak może być raz na co najmniej cztery tygodnie. W czasie pobierania dostaje kroplówkę, później smakołyki.
- Podajemy krew psom, które mają babeszjozę, czyli kleszczowe zapalenie krwi. Takich przypadków wiosną i jesienią jest bardzo dużo. Przy poważnych zabiegach chirurgicznych, przy hemofilii A i B, niedokrwistości - tłumaczy dr Marczak.
Idealny pies dawca powinien ważyć więcej niż 27 kg, mieć więcej niż 9 miesięcy, ale nie więcej niż 9 lat. Dawca dostaje bandanę z napisem "Ratuję życie” i przysługuje mu gratisowo komplet badań oraz - co w tym wypadku najważniejsze - 3 kg wysokoenergetycznej karmy.
A jego krew trafia do banku, gdzie w temperaturze 2-6 stopni może być przechowywana przez 35 dni.

Nasikał do butów

Dziś wizytówką centrum jest Hrabia. Jego pierwszym "pacjentem” był kot, który na stół trafił w stanie skrajnego wyczerpania. Krew była dla niego jedynym ratunkiem. - Właściciele nie mieli znajomego dawcy, przypomnieliśmy sobie o rezydującym u nas Hrabim - wspomina doktor Iwanicki. - Teraz Hrabia to koci emeryt, przestał być dawcą, ale lista "jego” kotów jest długa.
Dlatego nikt nie krzywi się na "hrabiowski” charakterek kocura, który w lecznicy jest dłużej niż większość personelu. Hrabia cieszy się specjalnymi względami szefa. Nawet sikanie Iwanickiemu do butów i maltretowanie kwiatków w gabinecie uchodziło mu na sucho.
Agnieszka Dybek
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!