wtorek, 17 października 2017 r.

Magazyn

Nasz człowiek w Colorado Springs

  Edytuj ten wpis
Dodano: 31 maja 2007, 15:43

Muszę tu zostawić całe swoje dotychczasowe życie. Ten wyjazd to jedno wielkie wyzwanie – mówi Kajetan Łapczuk,

który za 20 dni będzie siedział w samolocie do Stanów. A dokładnie za 28 dni zacznie studia w Akademii Sił Powietrznych USA w Colorado Springs.

Ostatnie dni maja. Kajetan stoi przed bramą wjazdową do Szkoły Orląt w Dęblinie.
W mundurze, trzyma teczkę z napisem "Rota”. W środku - oprócz tekstu wojskowej przysięgi - są dokumenty, które musi wypełnić i złożyć przed wyjazdem za ocean.
Spieszy się.
Tak naszpikowanych wydarzeniami dni nie miał od dawna. Doba jest za krótka. Codziennie dzieje się coś ważnego. Jednego dnia chłopak składa przysięgę, bo tylko jako żołnierz może polecieć na studia w amerykańskiej akademii, następnego będzie zdawał ostatni egzamin maturalny; ustny z polskiego.
- Kurczę, a muszę się jeszcze tyle nauczyć - mówi z lekkim przerażeniem w głosie.

Będzie przecierał szlak

Życie Kajetana Łapczuka, ucznia maturalnej klasy w Ogólnokształcącym Liceum Lotniczym w Dęblinie, wywróciło się do góry nogami na początku maja. Wtedy do szkoły przyszło pismo, że chłopak został przyjęty do Akademii Sił Powietrznych USA. To pierwszy taki przypadek w historii dęblińskiej szkoły, jeśli nie w historii polskich sił powietrznych.
Kajetan pochodzi z Koszalina. Lotnictwem interesował się od dziecka.
- To zawsze była wielka pasja mojego ojca, który tak w ogóle zawodowo nie ma nic wspólnego z wojskiem i lataniem, tylko sprzedaje nieruchomości. Ale to on mnie zaraził. Wprawdzie nie sklejaliśmy razem modeli samolotów, zawsze bardziej interesowała nas technika, historia - mówi Kajetan.
Konsekwencją tego był wybór szkoły. W gimnazjum dowiedział się o szkole w Dęblinie. Złożył papiery, przeszedł badania i "wylądował” w pierwszej klasie.

\"Lotnik” zostanie wspomnieniem

- Życie w liceum lotniczym można podzielić na trzy okresy - mówi Kajetan.
W pierwszej klasie człowiek jest lekko oszołomiony, jeszcze przepełniony szczęściem, że w ogóle został przyjęty (do OLL jest co roku około 10 osób na miejsce) i generalnie nie wie o co chodzi i co się dzieje.
W drugiej klasie okazuje się, że nie będzie tak łatwo, lekko i przyjemnie jak się wydawało. Że roboty jest sporo, że cisną, że wymagają, że po zajęciach z wuefu człowiek ledwie zipie. Przychodzi zniechęcenie.
A w trzeciej klasie wszystko mija i człowiek ma ochotę przejść przez to wszystko jeszcze raz. - Gdybym miał jeszcze raz wybierać szkołę, to bez wahania przyszedłbym tu - ocenia przyszły student Akademii Sił Powietrznych USA.
Zamiast Dęblina - Colorado Springs
Kajetan w zasadzie planował studia w Wyższej Szkole Oficerskiej Sił Powietrznych w Dęblinie. Jednak w ubiegłym roku do bazy w Dęblinie przyleciał z wizytą dowódca sił powietrznych USA. - Wtedy zapytał dlaczego właściwie nie ma u siebie studentów z Polski? Obie strony, polska i amerykańska, wymieniły odpowiednie dokumenty i możemy studiować w Stanach - opowiada Kajetan Łapczuk.
Z tej szansy skorzystało sześciu uczniów "Lotnika” i przystąpiło do egzaminów. Czterech przeszło cały proces rekrutacyjny, jeden został przyjęty.

Łatwa matma, trudny bieg

Najpierw Kajetan i jego koledzy musieli zdać amerykańską maturę. Przystąpili do egzaminu w American School of Warsaw.
- To taki sam egzamin, jaki zdają Amerykanie po high school. Składa się z trzech części. Najtrudniejsze było czytanie i pisanie, ze względu na to, że trafiały się nieznane nam słowa. Natomiast trzecia część - matematyka - była banalnie prosta - opowiada Kajetan.
Potem kandydatów czekała rozmowa kwalifikacyjna z attaché lotniczym ambasady USA w Polsce płk. Walterem Munyer'em. Płk Munyer nadzorował także testy sprawnościowe, ostatni etap rekrutacji, który przechodzili uczniowie OLL.
- Sprawdzian fizyczny był nieco trudniejszy od tego, który zdaje się do Szkoły Orląt, np. ze względu na długość biegów - przyznaje przyszły student Akademii Sił Powietrznych USA.
Ale dodaje też, że po lekcjach wuefu w "Lotniku”, prowadzonych według autorskiego programu, trudno byłoby go oblać.
Trzeba biegać po białych liniach
Jak będzie wyglądało życie Kajetana za oceanem? 28 czerwca zacznie kurs adaptacyjny dla cudzoziemców. Podobny przechodzą już młodzi piloci m.in. z Litwy i z Niemiec.
- Podobno na pierwszym roku człowiek porusza się tylko po wyznaczonych białych liniach. I nie chodzi, tylko biega - opowiada pilot.
Studia będą trwały cztery lata. I w tym czasie Kajetan raczej nie będzie siedział za sterami samolotu.
- System szkolenia różni się od naszego. Tam najpierw robią z człowieka oficera, a dopiero później, po czterech latach nauki, oficer może zostać pilotem. Chciałbym latać, ale jak to będzie, to się zobaczy. Na razie, moja kategoria zdrowia pozwala na latanie samolotem odrzutowym, ale czy tak będzie dalej? Zobaczymy. Może po czterech latach wrócę do Polski i tu będę szkolił się dalej?
To ostatnie dni Kajetana z kolegami z Dęblina przed wylotem do Colorado Springs. Chłopaka nie będzie już na ogłoszeniu wyników pisemnych matur. Prawdopodobnie odbierze je mama.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!