czwartek, 23 listopada 2017 r.

Magazyn

Wieczorowe suknie i kwiaty. Najlepsze garnitury i lśniące, lastrykowe korytarze. I tak wyglądają lepiej niż stare boazerie w Domu Kultury w Bełżycach.

Ale to nie ważne, bo w sobotę powiało tu wielkim światem. Wszystko dla Józefa Kasprzaka i jego niezwykłego teatru.
Blacharze, lekarze, albo inżynier w Zarządzie Dróg Powiatowych. Pielęgniarki, albo urzędniczki. Wszyscy - zamiast siedzieć przed telewizorem - Graja w teatrze. I to nie byle jakim, bo Teatr "Nasz” obchodzi 20-lecie. Choć granie zaczęło się dużo wcześniej.
- Grałem w "Niemcach” Kruczkowskiego w ‘63 roku - zwierza się Andrzej Widelski, z zawodu blacharz, już po pięćdziesiątce. - Niektórzy z tamtych nie żyją, inni nie przyszli. Jak by coś mi zaproponowali, to bym i zaraz wyszedł na scenę - dodaje na koniec.

Józef Kasprzak jaki jest

Tymczasem trójka aktorów przygotowuje się przed spektaklem. W niewielkim pomieszczeniu służącym za garderobę, magazyn i pokój "do herbaty” mają jeszcze chwilę, żeby powspominać.
- Piętnaście lat temu, na lekcji religii - bo Józio uczył religii - wręczył mi tę swoją historyczną teczkę i kazał się zachowywać tak, jak bym był nim - śmieje się Emil Trepiak, konstruktor samolotów w PZL Świdnik.
- A pamiętacie, jak mieliśmy odgrywać grzybobranie? - dorzuca Szymon Topyło, inżynier w Zarządzie Dróg Powiatowych. - Albo jak po próbach wygłaszał słynną kwestię: "idźcie do domu, bo po szufladach już was szukają”.
- Eee, ale selekcja aktorów to była umowna - protestuje Ewelina Moryc. - Wszyscy byliśmy takimi smarkaczami z pierwszej klasy i na dobrą sprawę do teatru przyjmował każdego. Później dopiero ktoś się wykruszył, a ktoś - jak my - został na 15 lat.
Dziś są dorośli, a cały czas mówią do niego "sorze”. Bo to najbardziej wrażliwy facet, jakiego znają. I najbardziej uparty. Robi się wtedy czerwony, choć trudno go wyprowadzić z równowagi. Dziś też udaje chojraka, ale będzie przedstawienie przeżywał jak każdą premierę - opowiadają aktorzy o Józefie Kasprzaku, swoim guru.
- Nie przeklina. Ale bierze leki - śmieją się. - Stoi za kurtyną i panicznie się boi. Jak w jednej scenie trzeba było zapalić papierosa to cały czas trzymał w ręku gaśnicę. Trzy razy sprawdza, czy zamknął drzwi na klucz.
Józef Kasprzak od 20 lat jest szefem i reżyserem Teatru "Nasz” w Bełżycach.

Starzejemy się

- Kiedy grałem esesmana, mój dyrektor był wniebowzięty, namawiał wszystkich żeby poszli zobaczyć - opowiada Szymon.
- Mnie narzeczony przywozi na próby i szanuje to co robię - dorzuca Ewelina - Na razie... dodaje zaraz, bo zaraz po raz pierwszy zagra w śmiałej scenie łóżkowej w spektaklu "Ten trzeci”.
Przez teatr przewinęły się dziesiątki ludzi. Większość rozpierzchła się po całym świcie, ale na jubileusz przyjechała. - Dziś my już uważani jesteśmy za starych - mówi Emil. - A jeszcze na dziesięciolecie byliśmy młodzi...

Dwadzieścia lat minęło

W sali widowiskowej zbiera się powoli tłum. Wieczorowo ubrane panie i odświętni panowie w holu witają się głośno, wesoło. Nie widzieli się nie raz od lat.
- Tutaj jest szarość i niebyt w tych Bełżycach. Nic się nie dzieje i nikomu na tym nie zależy - mówi jeden z gości. - Dlatego ten teatr tak nas pociągał. Tu były emocje, krąg koleżeński. Tu, grając hitlerowca, uczyłem się jak może wypaczać władza, jak to jest być złym. Inna rola pokazywała co to znaczy pokora i miłosierdzie. Sztuka nas kształtowała. On, Józek nas kształtował.
- Mówię mamie: my już mamy dwudziestolecie! A mamusia aż się rozpłakała - opowiada wzruszony Józef Kasprzak. - Przed chwilą wziąłem proszek. Denerwuję się.

Drugi dom

Katarzyna Kozińska przyjechała z Warszawy. Przez wiele lat teatr był jej drugim domem. - Nauczył mnie wszystkiego. Nawet mojego obecnego zawodu dziennikarza.
Tuż obok trzy koleżanki rzucają się sobie na szyję. Nie widziały się od lat. Teraz na hasło "teatr” zjechały do Bełżyc.
- Grałam w pierwszej sztuce, w "Skąpcu” Moliera - wspomina Anna Król-Dobrowolska, farmaceutka i właścicielka apteki pod Warszawą. - W tym teatrze jest magia, nie ma co. To moje najpiękniejsze wspomnienia - dodaje. - Chwalę się tym.
Agnieszka Winiarska prowadzi sieć restauracji. Przyjechała z Krakowa. Teatr nauczył ją wrażliwości. - To moje najpiękniejsze lata.

Kazirodztwo na scenie

- Czy jestem normalny? - zastanawia się Artur. - Mam 34 lata, a 17 spędziłem w teatrze. Nawet teraz co tydzień, co dwa przyjeżdżam.
Tomasz ubolewa, że grał ostatnio parę lat temu. - Trzeba jednak dać szansę młodym.
Artur Brewczak handluje oponami w stolicy. Tomasz Chomicki uprawa roślin na biopaliwa. Teraz prowadzą seans wspomnień.
- Cześć krawaciarze! - rzucają do odstawionych kolegów, a widownia szaleje z radości. - Pamiętacie, jak trzeba było dać w tle spektaklu jadący pociąg, a Józio puścił z taśmy "Locomotion” Kylie Minogue? - żartuje Artur.
- A ja popełniłem tu kazirodztwo - przyznaje się Tomasz. - W "Moralności pani Dulskiej” grałem Zbyszka, a moja obecna żona jego siostrę Hesię.
Bo tu na scenie różne rzeczy się działy. Krystyna Chruszczewska, która sprawowała nad teatrem opiekę merytoryczna z ramienia Wojewódzkiego Ośrodka Kultury, opowiada, jak po pierwszym spektaklu omawiała z Józefem Kasprzakiem przedstawienie. - Na zakończenie wstał i powiedział: ja i tak będę robił tak, jak będę uważał.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!