wtorek, 12 grudnia 2017 r.

Magazyn

Czarny pas w jiu-jitsu, medale z zawodów pływackich i pożarniczych, teraz studia w Akademii Obrony Narodowej. - Normalna dziewczyna - mówi ojciec, Jerzy Bącal.

Ale przecież wszyscy widzą, że jest ze swoich dzieci dumny. Z dwóch chłopaków mądrych i urodziwych, i z Kasi czarnowłosej córki, która wyrwała się z rodzinnego Kraśnika na stołeczne wody. I choć cały czas powtarza, że nie ma o czym pisać, to oczy mu wilgotnieją ze wzruszenia.

- Po maturze w Kraśniku poszłam do Szkoły Głównej Służby Pożarniczej w Warszawie - mówi Kasia Bącal. Patrząc na jej szczupłą, drobną sylwetkę wydaje się to niemożliwe.
- Były egzaminy sprawnościowe i ogólne - wyjaśnia, choć zaliczenie przez nią tych pierwszych wydaje się niemożliwe.
A jednak...
- W domu były zasady - mówi ojciec, kiedyś nauczyciel WF, a do dziś trener jiu-jitsu. - Treningi, szkoła, nauka; czas musiał być zagospodarowany - dodaje twardo. - Ale niczego po drodze nie straciliśmy. Że co, że dziewczyna? No to co? Co jej się stało, że uprawiała sport i startowała w zawodach? Na złe jej to nie wyszło.
Ano nie, na dowód czego Kasia sięga po kilka złotych medali. Tych najświeższej daty. Bo tak - czarny pas w jiu-jitsu ma, zdobywała pierwsze miejsca w mistrzostwach województwa w pływaniu, ma mistrzostwo Polski w ratownictwie wodnym, a niedawno razem z reprezentacją szkoły pożarniczej pojechała na mistrzostwa świata do Sheffield. I co? - I przywiozłam sześć złotych medali w różnych konkurencjach - nie ukrywa dumy.
- I jeszcze startowała jeszcze w zawodach szachowych, a teraz jedzie do Włoch na surfing - rzuca od niechcenia Bącal.

Podniebne flirtowanie

Ojciec na chwilę odchodzi i po babsku można poplotkować o tym, co by mu się nie podobało.
- W ubiegłym roku zaczęłam latać jako stewardessa na liniach europejskich LOT. To fascynująca praca - mówi z zapałem Kasia. - Poznaje się tylu nowych ludzi, każdy dzień jest inny, każdy lot jest inny i z inną załogą. Ja przez rok poznałam może trzecią część personelu. Nie, zupełnie nie myśli się o zagrożeniu. Naturalnie pamiętamy to, co się stało w 2001 roku i mamy wiedzę o zagrożeniu terrorystycznym. Wszyscy przechodziliśmy szkolenie, ale trzeba normalnie żyć. Dlaczego ja miałabym trafić na jakiś nieszczęśliwy lot?
Na pytanie, czy w programie szkolenia był też seks na pokładzie samolotu, Kasia rumieni się i wybucha śmiechem.
- Nie, takie rzeczy może zdarzają się na liniach atlantyckich - zaprzecza energicznie. - Nie da się jednak ukryć, że zdrady i flirty są na porządku dziennym. Piloci romansują ze stewardessami na potęgę. Kiedyś podczas jednego ze szkoleń instruktorka pół żartem powiedziała, że na pierwszym miejscu są pielęgniarki i lekarze, a "naszą” - drugą lokatę w rankingu właśnie zajęła grupa zawodowa dyrektorzy i sekretarki - śmieje się Kasia. Mówi to serio czy nie?

Goniłem chłopaków

- Jest magia w tym zawodzie - to już na pewno na serio. - Jak stewardesa idzie w mundurku, to wszyscy się rozstępują, mężczyźni się oglądają. Młoda, ładna, czuje się jak gwiazda na scenie. Gdyby dziewczyna szukała partnera, to jako stewardesa nie mogłaby się opędzić - mówi z przekonaniem, ale szybko dodaje, że sama ma chłopaka, jest szczęśliwa i odporna na propozycje.
Hasło "chłopak” elektryzuje ojca, który przysiada się do Kasi.
- Jestem zaborczy. Teraz jest dorosła i ma swobodę - dodaje niechętnie, ale wyraźnie krzywi się na myśl, że jakiś facet stanie się ważny dla jego córki. - Tak, goniłem chłopaków z domu.
Wspomina, że dojrzewali razem. Kasia z niemowlęcia i on jako ojciec.
- Wtedy mężczyźni nie chodzili tak z dziećmi jak dziś. A ja godzinami z wózeczkiem na spacery z nią i z chłopcami Nie było między nami tajemnic. Ale w pewnym momencie zdałem sobie sprawę, że dzieci wyjdą z domu. Ja wcale się na to nie godzę! - sprzeciwia się szczerze, impulsywnie, beznadziejnie. - Jest mi nawet trudno o tym myśleć. One były prowadzone od początku do końca, one same się nie wychowywały. Moje dzieci nie trzaskają drzwiami i mówią przepraszam. A teraz odchodzą...

Uparcie do celu

Tymczasem Katarzyna Bącal ma już nowy cel w życiu:
- Rozpoczęłam studia w Akademii Obrony Narodowej na kierunku lotnictwo - rzuca lekko, jak by to była zwyczajna szkoła dla młodych dziewcząt. - Chcę zostać kontrolerem ruchu lotniczego. Na roku jest nas sześć i kilkudziesięciu facetów. Ja zwykle trafiałam tam, gdzie więcej chłopców, lepiej się z nimi dogaduję. Może dlatego, że mam braci.
Wkrótce zacznie praktyki w wieży. Jest silna psychicznie. To podstawa, bo ten zawód należy do najbardziej stresujących na świecie. Aż tak, że po dwóch godzinach pracy są dwie odpoczynku.
- Trzeba odrzucić emocje, nie myśleć o tym, że ten punkt na radarze to kilkadziesiąt czy kilkaset osób, tylko że trzeba tę maszynę bezpiecznie sprowadzić na ziemię. Ja wiem, że tu decyzję muszę podjąć błyskawicznie. Ja się tylko waham przy wyborze bluzki - dodaje. - Znam angielski, niemiecki, ale porozumienie się z wieżą przez ludzi z różnych stron świata bywa trudne. Mówi się swoistym językiem i ten slang trzeba do perfekcji opanować. Tak, tego jeszcze muszę się dobrze nauczyć.

Silne charaktery

- Czy ja, dziewczyna z Kraśnika, odniosłam sukces? - zastanawia się. - Chyba nie. To ojciec mnie nauczył, że trzeba uparcie dążyć do celu, ze wszystkich sił realizować to, co się chce. Wszystkiego mnie nauczył. Zawsze byłam córeczką tatusia, chociaż specjalnie nikomu nie pobłażał. To silny charakter. Ale na pewno gdybyśmy nie chcieli tego wszystkiego robić, to byśmy nie robili - spogląda na ojca szukając potwierdzenia swoich słów.
- Czy jestem dumny? To wielkie słowo - mówi ojciec. - Powiedzmy, że nie wstydzę się swoich dzieci - uparcie unika słów wielkich, ale z miłością przytula córkę.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!