wtorek, 22 sierpnia 2017 r.

Magazyn

Stacho dziubnął Krzyśka nożem

Dodano: 26 września 2008, 16:27

Ja nic nie winien. Nie pamiętam, żebym zadał jakiś cios - opowiadał w sądzie Stanisław S., rolnik spod Lubartowa.

Sąsiedzi po roku przypominali sobie korzystne dla niego fakty. Najbliższa rodzina: wybielała. Rolnik oskarżony jest o zabójstwo syna. Proces Stanisława S. toczy się w Sądzie Okręgowym w Lublinie. Odbyła się pierwsza rozprawa

Niski, krępy, po sześćdziesiątce. Do Sądu Okręgowego w Lublinie wprowadzają go policjanci. Przed salą rozpraw dziennikarze. Rodzina Stanisława denerwuje się, że chcą mu robić zdjęcia.

Stanisław S. boi się, że grozi mu za duża kara, a przecież - jak uważa - doszło tylko do wypadku.

Ojciec

Połowa sierpnia ubiegłego roku. Stanisław przez cały dzień kosi łąki. Potem obowiązkowe piwo. A potem awantura w domu.

- Wypiłem cztery piwa - mówi sędziom. - Wróciłem do domu. Stanąłem przy kredensie. Wypadł syn, uderzył mnie ręką w tył głowy.

Sędzia: Czy syn mówił, o co mu chodzi?

- Nic - wpiera oskarżony. I opowiada, jak dalej uciekał z nożem, który akurat miał w ręku. A syn wciąż go atakował: "Co rusz w głowę łup, łup”.

W sieni obejrzał się za siebie. - Zobaczyłem, że syn leży i farbuje - mówi zdziwiony tym, co się stało, bo nie pamięta, żeby na atak syna odpowiedział nożem. - Ja nie chciałem syna rżnąć. Mam 65 lat, czterech synów i żadnego nie biłem.

Zgon

Nóż leżał na posadzce. Zabrał go do kuchni. Żonie powiedział, żeby wezwała pogotowie. Kobieta poszła do sąsiadów, którzy mieli telefon. Przyjechał lekarz. Powiedział: zgon.

Prokurator: Czy ratował pan syna?
- A co ja mogłem zrobić, sam głupi byłem - odpowiada Stanisław.
Rolnika zabrała policja. Prokuratura postawiła zarzut: zabójstwo syna. Lubartowski sąd zdecydował: areszt.

- A miałem na drugi dzień kosić, no i wykosiłem - wzdycha przed sądem.

Dwa zęby

Z żoną pobrali się z miłości, dorabiali się "od studni” - ciągnie w sądzie Stanisław opowieść o swoim życiu. Co dzień wypijał po dwa piwa. Wódki od 28 lat do ust nie brał. W domu bójek nie było. Najwyżej kłótnie. Agresywny bywał jego syn. Chciał od niego po parę groszy, ale mu nie dawał.

- Dwa zęby mi wybił ale mu darowałem - mówi rolnik.
Prokurator: Za co wybił zęby?

Stanisław: Jemu się coś w głowę zrobiło.
Sędzia odczytuje to, co Stanisław wcześniej mówił na przesłuchaniu w prokuraturze. Nie zgadzają się szczegóły.

- Paska nie miałem i spodnie mi do kolan opadały. Z tremy tak wtedy zeznawałem i co tu wyjaśniać, to był wypadek - kończy trochę poirytowany.

Matka

Inaczej niż w prokuraturze mówi też żona Stanisława, matka zabitego, niemalże świadek zbrodni. Spała w izbie, w której do wszystkiego doszło. Zaraz po śmierci syna mówi policjantom, że mąż wrócił do domu po alkoholu. I zaczął ją wyzywać.

Syna też, bo miał pretensje, że wciąż jest na jego utrzymaniu. Syn próbował go uspokoić. Usłyszała "rumor”. Syn leżał a mąż trzymał w ręku nóż. Policjanci wszystko zapisali w protokole.

W sądzie kobieta mówi, że mąż po powrocie do domu był spokojny. Rozmawiał z synem. O czym? Tego nie wie.

- Zwykła to rozmowa nie była, ale głośna też nie - podkreśla.
Prokurator: Czy mąż miał o coś pretensje?

- Chyba nie, nie wiem, o co im tam poszło… Jakby syn nie wyskoczył z pokoju, to by mu się nic nie stało, mąż nie miał zamiaru go zabić.
O Stanisławie mówi dobrze. Że nie robił w domu awantur. O synu gorzej, że miał skłonności do hazardu.

Chodził jak obłąkany

Adwokat Stanisława: Jak wyglądał tamten wieczór?
- Syn przyniósł butelkę wódki w reklamówce, a po alkoholu był agresywny.
Adwokat: Czy mąż był bardzo przejęty tym, co się stało?
- Tak, chodził jak obłąkany, wyglądał karetki, mówił "czego jeszcze nie przyjeżdża?”.

Siekiera

Różnice w porównaniu z tym, co kobieta mówiła wcześniej w prokuraturze, są zbyt duże. Zauważa to sędzia i prokurator.

- Ja nie mówiłam wcześniej, że mąż nadużywa alkoholu, tamtego dnia mnie nie wyzywał - wypiera się kobieta.

Sędzia: To skąd to jest w protokole?
- Tak się człowiek motał. To trzeba by się wszystkiego na pamięć nauczyć, żeby to samo powtórzyć.

Policja dostała anonim, że mąż ją źle traktował. Ale to też nieprawda.
Sędzia: Nigdy nie była pani ganiana z siekierą?
- Nie - odpowiada kobieta.

Sąsiedzi

Ich dom od domu Stanisława dzieli pięć i pół metra. Ale tego, co się w jego rodzinie działo, nie wiedzą. Przy tragedii nie byli. Pamiętają, jak wieczorem przybiegła do nich żona Stanisława. "Stacho dziubnął Krzyśka nożem” - krzyknęła i kazała dzwonić po pogotowie.

Po dziesięciu minutach przyszedł do nich Stanisław. Chciał, żeby ponaglić karetkę, był bardzo przejęty. O tej wizycie mówią dopiero w sądzie. Bo policji, tuż po zabójstwie, powiedzieli, że Stanisława w tym dniu u nich nie było.
To też zauważa sędzia.

- Zapomniałam - twierdzi sąsiadka Stanisława.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!