czwartek, 24 sierpnia 2017 r.

Magazyn

Szach i mat

Dodano: 14 lutego 2008, 12:46
Autor: Rafał Panas

Kiedy miliony Polaków oglądają z zapartym tchem kolejny odcinek "M jak miłość” lub taneczne popisy gwiazd, są ludzie dla których to nic nie znaczy.

Poświęcili się szachownicy, 32 pionom i figurom. Powiedzieć "mat” przeciwnikowi
to dla nich bezcenne.


Łukasz Siedlanowski ma 10 lat i już stracił głowę dla szachów. - Właśnie gram w Internecie, ale mogę rozmawiać. - w co gra? - Zwykłe gry komputerowe to strata czasu. Co innego szachy.

Łukasz uczy się w Szkole Podstawowej nr 4 w Lublinie. Kiedyś wracał ze szkoły, siadał do książek i zeszytów, a dopiero potem ustawiał figury na szachownicy. Teraz jest inaczej. - Rodzice już się do tego przyzwyczaili - stwierdza. Codziennie gra przynajmniej godzinę, czasem trzy. W soboty i niedziele ma turnieje. Stara się też czytać jak najwięcej gazet szachowych, ćwiczy debiuty, analizuje partie. - Piłka nożna? Nudzi mnie. W lecie można trochę pograć, żeby nie siedzieć cały czas w domu. To wszystko.

Lizak za zwycięstwo

Chłopiec ma już tzw. drugą kategorię, choć zaczął grać niewiele ponad rok temu. Rozpoczął od przesuwania figur w szkolnej świetlicy.

- Jak wygrywaliśmy, to dostawaliśmy lizaka. Szachy mi się spodobały, nie były trudne. Mój kolega poznał trenera ze Startu i teraz razem chodzimy na zajęcia - opowiada Łukasz. Ma powody do dumy. Choćby w grudniu ubiegłego roku był najlepszym zawodnikiem w kategorii do 10 lat w finale Grand Prix Lubelszczyzny.

- Często dla dzieci nagroda za cztery złote jest cenniejsza niż rower od rodziców - dodaje Zbigniew Pyda trener ze Startu Lublin i prezes Lubelskiego Związku Szachowego. Dwa razy w tygodniu prowadzi zajęcia w Starcie. Przychodzi kilkanaście osób, choć do klubu zapisanych jest ponad 60. Na większości turniejów może wystartować każdy, na najlepszych czekają medale, puchary i nagrody. Pewnie dlatego wtedy nie brakuje uczestników. Choć Pyda myślami wraca do początku lat 80. - Nie było wtedy tak dużo telewizji, a do nas przychodziło po 40-50 osób. Codziennie od 16 do 22 był ruch.

Kurnik wysiada

Teraz w Starcie bywają panowie, którzy w ciepłe dni pochylają się nad betonowymi szachownicami na placu Litewskim. Jest trochę młodych ludzi. - Co ciekawe, rodzice większości z nich sami nie grali. Przyprowadzili ich do klubu, bo dzieciom dobrze szła gra w szkole lub słyszeli, że przyda się dziecku w rozwoju - opowiada Pyda. - Poza tym, Kurnik (internetowy portal dla graczy - red.) nie wytrzymuje porównania z grą twarzą w twarz. Można porozmawiać, zobaczyć, jak zachowuje się przeciwnik.

Na niezły pomysł wpadli szachiści i kuratoria oświaty w województwach podkarpackim, małopolskim i lubuskim: dzięki pieniądzom unijnym w szkołach wprowadzono zajęcia szachowe. U nas reguł starożytnej gry uczy zaledwie kilka szkół.



Szachy jak narkotyk

Jak potoczą się losy 10-letniego Łukasza? Pewnie chciałby pójść w ślady arcymistrza Oresta Gricaka najmocniejszego zawodnika pierwszoligowego Klubu Szachistów Drakon Skok Chmielewskiego Lublin. Gricak od ośmiu lat jest sekundantem jednego z kilku najlepszych szachistów na świecie, Wasilija Iwańczuka. A zaczęło się zwyczajnie - po porostu pewnego dnia Iwańczuk zadzwonił do niego z propozycją współpracy.

- Pomagam mu w przygotowaniu partii, szukam recept na innych zawodników, analizuję różne warianty partii. Jak są zawody, to pracuję całą dobę z 2-3 godzinami na sen. Bo szachy trzymają jak narkotyk - przyznaje Gricak. Z wykształcenia jest szachistą po ukraińskim AWF, pochodzi ze Lwowa, a jego babcia była Polką.

Ukrainiec gra w Drakonie od 1997 roku. Klub walczy teraz w pierwszej lidze. Drakon podtrzymuje mistrzowskie tradycje lubelskich szachów, które rozpoczęły się w 1955 roku od Józefa Gromka, mistrza Polski.

Jak pograć to przy Piłsudskim

Szachistów zaprzątają nie tylko analizy różnych wariantów obrony sycylijskiej. Michał Praszak, szef Drakona, opowiada taką anegdotę: Kiedy przyjeżdżają do nas goście np. z Niemiec i pytają o klub, to odpowiadamy, żeby zajrzeli na plac Litewski.

Lubelski Związek Szachowy od początku lat 90. nie ma stałej siedziby. Biblioteka szachowa i pamiątki leżą w magazynie na zamku.

- Rozmawialiśmy już z prezydentem i wojewodą. Mamy starać się o miejsce w wyremontowanym Centrum Kultury w Lublinie - mówi Praszak.

- Chodzi o stałe miejsce, w którym zawsze będzie wiadomo, że można przyjść i pograć w szachy - dodaje Pyda.

Choć gra na placu Litewskim ma swój walor. Stoi na nim konny pomnik marszałka Józefa Piłsudskiego, który był nie tylko wybitnym mężem stanu, ale i szachistą. Zdaniem Michała Praszaka: Zapalonym szachistą, według współczesnej terminologii grał z siłą kandydata na mistrza - opowiada.

Orest Gricak radzi młodym

Szachy trzeba kochać. Trzeba się nimi zajmować codziennie. Uczyć teorii, rozwiązywać zadania. Ja nie wyobrażam sobie dnia bez szachów. Jeśli sam nie gram, to przynajmniej patrzę na rozgrywane partie albo czytam fachowe gazety. Ważne jest też, żeby na turniejach mieć kontakt z różnymi zawodnikami.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!