piątek, 2 grudnia 2016 r.

Magazyn

Szorowanie białych kitli

Dodano: 31 stycznia 2002, 17:18

Wiadomość o handlowaniu w Łodzi ciałami zmarłych i - być może - uśmiercaniu ludzi ciężko chorych, poraziła Polskę. Jest tak wstrząsająca, że choć od jej ujawnienia minął już przeszło tydzień, w prasie, radiu i telewizji doniesienia o niej nadal są tematem dnia. Rzadko która afera tak długo interesuje media, ale też trudno o coś bardziej nikczemnego...
Choć jednak o łódzkiej aferze powiedziano już i napisano tak wiele, ja nadal nie mogę sobie poradzić z trzema przynajmniej dotyczącymi jej kwestiami. Zastanawiam się na przykład, dlaczego Urząd Ochrony Państwa, policja, organy skarbowe, prokuratura nie zareagowały na doniesienie o tym procederze złożone na początku lat 90. przez Ryszarda Lewandowskiego, ówczesnego dyrektora łódzkiego pogotowia ratunkowego? Dlaczego aż tyle urzędów nie zainteresowało się przestępstwem, co było ich świętym obowiązkiem? Zbigniew Siemiątkowski, pełniący obowiązki szefa UOP, nadinspektor Antoni Kowalczyk, komendant główny policji, minister Marek Belka, nadzorujący organy skarbowe czy wreszcie Barbara Piwnik, minister sprawiedliwości i prokurator generalny, powinni to dogłębnie wyjaśnić. Po doniesieniu dyr. Lewandowskiego musiały przecież pozostać jakieś dokumenty. Ja i moi rodacy chętnie dowiedzielibyśmy się, kto i dlaczego ukręcił łeb doniesieniu o tak przerażającej normalnego człowieka sprawie.
W głowie mi się też nie mieści, że proceder ten mógł bezkarnie trwać tak długo. Jak to było możliwe w kraju, w którym w organach ścigania pracują setki tysięcy ludzi?! Ci ludzie przejadali podatki płacone przez ofiary łódzkiego pogotowia i ich rodziny (a także moje), a przez ponad dziesięć lat nie wpadli na trop zjawiska o tak szerokim zasięgu. Dlaczego?
Dziwne jest też dla mnie podejście do afery w łódzkim pogotowiu ministra zdrowia Mariusza Łapińskiego. "To, co zdarzyło się w Łodzi, ma charakter incydentalny. Handel informacjami o zgonach w Polsce istnieje, ale stanowi margines” - oświadczył w poniedziałek, podczas spotkania z dyrektorami ok. 30 największych stacji pogotowia ratunkowego w kraju. Tymczasem, również w poniedziałek, min. B. Piwnik stwierdziła w Łodzi, że do podobnych zdarzeń, jak w tym mieście, doszło też w Bielsku Podlaskim, Olsztynie i Rzeszowie. Szefowi polskiej służby zdrowia wypada tylko pogratulować wiedzy o tym, co dzieje się w pogotowiu i sposobu traktowania spraw takiej wagi!
Jedno jest pewne: aferę w łódzkim pogotowiu ratunkowym powołane do tego organy powinny wyjaśnić do ostatniego, najdrobniejszego szczegółu. Dla dobra nas, potencjalnych pacjentów pogotowia i samych tych organów.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24

CENEO