piątek, 15 grudnia 2017 r.

Magazyn

Tak sobie bębnię

  Edytuj ten wpis
Dodano: 7 listopada 2008, 15:51

Wielbiciel długich kobiecych paznokci i esencja charyzmatycznego dzikusa.

A na dodatek bystry i nietuzinkowy. Wyposażony jedynie w zestaw perskusyjny, z powodzeniem wysmaży swobodną improwizację, która mogłaby stać się niezależnym, samodzielnym bytem z beatem. Pozamuzycznie interesuje się kotem Beretem, a żona - Bazia - jest kobietą, która go wzrusza i śmieszy. Kto przywraca ducha grze na "garach”?

Tomek Deutryk, niebanalna postać lubelskiej sceny muzycznej. Swoją przygodę z muzyką rozpoczął w wieku 17 lat. - Właściwie zacząłem grać przypadkiem. Moi bracia zapisali się do ogniska muzycznego i ja podążyłem za nimi w tym kierunku, prosto do szkoły muzycznej.

Graniem rządzi przypadek

Gra konkretnie, czasem oszczędnie, zawsze z wyczuciem, trafnie i precyzyjnie. Każdy kto się z nim zetknął na zawodowej drodze powtarza, że ma metronom w uszach.

- Wszechstronną pomoc w zdobywaniu umiejętności gry na tym instrumencie zawdzięczam Leszkowi Mazurowi, a technikę: Andrzejowi Pochodyle - skromnie tłumaczy Tomasz

Nazwisko Tomka stało się ostatnimi czasy samonośnym i swobodnie wpisanym w artystyczne działania skojarzeniem z tym, co dobre. Kunszt muzyczny, który przekazuje na swoich lekcjach zaowocował tym, że jego uczeń - Paweł Jaroszewicz, student ze Świdnika - został perkusistą metalowej grupy Vader; jednego z nielicznych polskich zespołów znanych na całym świecie. To właśnie Tomek wskazał mu prawidłową drogę i pokazał odpowiedni sposób myślenia o grze na tym instrumencie.

Dziś Tomek wspomina z uśmiechem swój pierwszy koncert. - Po pół roku uczenia się gry na perkusji, wystąpiłem z kapelą na przeglądzie w Świdniku. Byłem tak zestresowany, że śmiech opanował całe moje ciało w trakcie grania, ale dostałem wyróżnienie jako perkusista. Choć poziom był umiarkowany, radość miałem ogromną.

Jako doświadczony muzyk zobojętnienia nie odczuwa praktycznie nigdy. - Zastępuje to "napięciem przedgraniowym” - wyjaśnia.

Nieposkromiony i umiarkowany

Improwizacja jest częścią jego pracy w studiu i na scenie. Tomek jest też muzykiem sesyjnym. Podczas koncertów, kiedy tak wiele zależy od wzajemnych emocji, które przepływają między instrumentalistami, punktem wyjścia jest improwizacja, a spontaniczność to drugie imię Tomka.

Nie sposób wymienić wszystkich projektów, w których uczestniczył. Grał m.in. w "Teksasach”, "Dżabu Czanachczi” i "Plastelinie”. Sukcesy odnosił z grupą punk-rockową "Przejebane”. Na stałe natomiast współpracuje z grupą bardów - Federacją. Nagrał z nią cztery płyty. Aktywnie udzielał się w zespole Koolor Squad, będącym mieszanką jazzu, funka, acid jazzu, etno, rapu, drum'n'bassu i nu-jazzu. Przez wiele lat grał w acid-jazzowo funkowej kapeli Bloo Zbir.

Znany jest też z kooperacji ze znanymi lubelskimi DJ-ami, m.in. Papą Zurą, czy DJ Krawcem. Jego granie dodaje pikanterii brzmieniowej, wzbogacając winylowe popisy. - Uwielbiam Deutryka, bo bębni jak diabeł, a serce ma złote czego dowodem jest sytuacja z jego wesela. W prezencie ślubnym ofiarowałem mu butelkę wina, a on nad ranem zrewanżowal mi się podobną, bo widział, ze cierpię. Taki jest! - potwierdza Papa Zura, DJ, muzyk, a jednocześnie przyjaciel perkusisty.

Tomek czerpie inspiracje z muzyki elektronicznej, którą "zaraził” się od Bloo Zbirów. Słucha jazzu, bo każdy muzyk musi ten temat przyswoić. Z ostrzejszych klimatów preferuje muzykę Primusa, a jego ulubiona kapela to Slayer.

Właśnie wrócił z Festiwalu Piosenki Studenckiej w Krakowie, gdzie grał m.in. z Markiem Bałatą, Januszem Radkiem i Katarzyną Groniec.

Historia z parasolką w tle

Do dziś wspomina historię, kiedy z funkową kapelą Bloo Zbir grał na wolnym powietrzu i nie spodobało się to pewnej starszej pani, która oburzona zaczęła okładać go parasolką. Może to za sprawą tego charakterystycznego, zaczepnego stylu? Moment ten wspomina również Suchi vel Sushkin z SushkinBandu.

- Graliśmy chyba na Starówce lubelskiej i jedna z tutejszych mieszkanek przedarła się z tyłu sceny. Ochrona nie zareagowała z myślą, że gdzieś w tych okolicach pani sobie pomieszkuje. Chłopaczyna za wszelką cenę chciał utrzymać rytm utworu i nie przerwał gry. Jak wiadomo, perkusiści maja ręce i nogi zajęte, wiec nie dość, że grał, to robił uniki przed ciosami parasolką w plecy. Normalnie jak Tatar na koniu, który jednocześnie jedzie i strzela z łuku - śmieje się Suchi.

- Kiedyś całą drogę z Münster w Niemczech do granicy jechał w busie w kasku szczękowym, który dostał po koncercie w ramach wymiany za swoją czapkę od miejscowego fana. Prawdopodobnie kask był za mały i jak to w życiu: łatwo włożyć, trudno wyjąć. Mowiąc krótko: to świr na co dzień i świetny bębniarz.

Tomek łączy w sobie intrygującą ambiwalencję. Potrafi szokować do tego stopnia, że odbiera rozmówcy głos. - Dla Tomka nie ma żadnych świętości. Pozwala sobie na bardzo swoiste żarty, a zwracanie mu uwagi, by czegoś nie robił, przynosi efekt odwrotny - mówi Jola Sip, wokalistka Federacji.

Plany, marzenia

- W przyszłości chciałbym grać muzykę w miarę zbliżoną do muzyki serca. Najlepiej czuję się w stylu funky. A ogromnym zaszczytem byłoby zagranie przed Primusem z kapelą, której bym się nie powstydził - głośno myśli Tomek.

Dla tego nieposkromionego animatora działań scenicznych, który nie uznaje żadnych ograniczeń i barier w muzyce, deklaracja ta zdaje się być całkiem realna i możliwa do spełnienia.

Przecież scena potrzebuje wyrazistych osobowości.

Magdalena Chojnacka
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
~gość~
(1) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

~gość~
~gość~ (10 listopada 2008 o 14:15) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
TOMASZ RZĄDZI!!!!
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (1)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!