poniedziałek, 21 sierpnia 2017 r.

Magazyn

Taki był 1989 rok

Dodano: 4 czerwca 2014, 07:30

O czym pisały gazety, ile kosztowała kiełbasa toruńska?

Braterski niepokój
"Można odnieść wrażenie, że część opozycji stawia bardziej na oddziaływanie emocjonalne, na personalne napaści i wezwania do skreślania nazwisk wszystkich kandydatów, których nie wysunęła "Solidarność”, niż na argumenty”.
"Otczestven Front”, Sofia

Drgnęło w handlu
Zamojskie i lubelskie firmy oferują nowinki technologiczne w "atrakcyjnych cenach”. Oto niektóre z nich:
* mikrokomputer Atari 800 XL (magnetofon, dwa joysticki) - 265 DM (marek zachodnioniemieckich);
* magnetowid Samsung - 570 DM;
* telewizor kolor stereo 27 cali Sony - 1510 DM;
* wieże Hi-Fi z Compact Disc - 620 DM.
1 marka = 424,98 zł wg. NBP z 5 VI 1989 roku. Kurs czarnorynkowy: ok. 2167 zł - według tego kursu przeciętne wynagrodzenie wynosiło wówczas 95 DM).

Głuchy telefon
"Mimo systematycznych postępów telefonizacji i rokrocznie bitych rekordów przyłączeń do sieci nowych abonentów, Polska znajduje się pod tym względem w ogonie Europy, a nasz region daleki jest od czołowych pozycji w kraju.”"Sztandar Ludu”

Ja, Ty i ...salmonella
156 osób zatruło się lodami z kawiarni "Ja i Ty” w Świdniku.

Ceny żywności
Schab surowy 1 kg - 8 930 zł
Kiełbasa toruńska 1 kg - 5 560
Szynka gotowana 1 kg - 12 740
Margaryna 1 kg - 12 880
1 kWh energii - 21,30
1 litr benzyny - 1 200
Telewizor - 2 872 468
Bilet na pociąg - 1 520
Fryzjer męski - 1 482 zł
Żelazko - 31 308 zł
Wódka czysta - 12 000
Litr mleka - 697 zł.
Zarobki - 206 758 zł (czerwiec 1989, przeciętne wynagrodzenie wg. ZUS).

Myśl tygodnia wyborczego
"Trzeba być prawym, nie przestając być lewym”
Tadeusz Kotarbiński (3-4 czerwca 1989, Sztandar Ludu)
Czytaj więcej o: historia
jacek dyć
jacek dyć
jacek dyć
(7) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

jacek dyć
jacek dyć (8 czerwca 2014 o 11:10) 0
Zaloguj się, aby oddać głos

Do Sejmu i  Senatu PRL na ręce Mikołaja Kozakiewicza Marszałka Sejmu

 

List otwarty

 

W dobie głębokiego kryzysu i postępującej w zawrotnym tempie inflacji Komisja Zakładowa NSZZ „Solidarność” LPBM żąda, by przeprowadzić redukcję Zmotoryzowanych Oddziałów Milicji Obywatelskiej, Wojska Polskiego oraz likwidację Służb Bezpieczeństwa.

Uważamy, że w czasie, gdy „Solidarność” stała się jawną opozycją, a organizacje takie jak: Konfederacja Polski Niepodległej, Wolność i Pokój, Niezależny Związek Studentów itp. są jeszcze nielegalnymi, lecz już pół jawnymi, „Solidarność” – w myśl demokracji będzie z uporem zmierzać do legalizacji tych organizacji, tak jak sama zabiegała i zmierzała do swej legalności.

„Służby” takie i w takiej liczebności nie są już potrzebne krajowi.

Budżet państwa powinien być odciążony przez redukcję i likwidację tych „Sił”. Chyba, że Nowy Rząd przewiduje pogrom ludzi pracy z ich żądaniami w chwili dramatyzacji życia. Zmniejszenie tym samym opodatkowania zakładów i przedsiębiorstw stworzy dobry klimat do pracy, wzrośnie wydajność.

Firmy, które cierpią na brak rąk do pracy, chętnie zatrudnią tych zdrowych, o szerokich barach ludzi zredukowanych i zwolnionych ze „Służby”, która okazuje się, że Polsce szkodzi, a nie służy dla jej dobra.

Do wiadomości:

Załoga LPBM Tygodnik „Solidarności” Komitet Obywatelski „Solidarność” Województwa Lubelskiego. Tymczasowy Zarząd Regionu Środkowo Wschodniego NSZZ „Solidarność”    

20 sierpnia 1989

 

Mówiąc tak między nami Polakami, gówno prawda, że „Solidarność” zabiegała o legalizację, którejkolwiek wyszczególnionych przeze mnie organizacji. Jako pracownik KO „S” często pojawiałem się z identyfikatorem w klapie, na Placu Litewskim gdzie w swych wystąpieniach KPN był rozganiany, a Darek Wójcik i inni jego przyboczni zawożeni na komendę, ale moja obecność poskramiała ich zapędy. Gdy ukazało się moje zdjęcie wśród KPNiaży w Kurierze Lubelskim z ironicznym zapytaniem o celowości delegacji ze strony „Solidarności”, musiałem odejść z KO „S”

Rozwiń
jacek dyć
jacek dyć (8 czerwca 2014 o 11:07) 0
Zaloguj się, aby oddać głos

Ostatnie szańce „Solidarności”

 

Powyborczy poniedziałek pokazał nam, jacy byliśmy zdyscyplinowani i solidarni. Lista 35-ciu nie przeszła, nasi kandydaci Komitetu Obywatelskiego „Solidarność” – prawie wszyscy.

A jednak nie popadajmy w zachwyt, nie żyjmy ciągle wyborami. Istnienie „Solidarności” w Parlamencie jest wprawdzie oczywiste, ale istnienie jej w zakładach pracy wciąż pozostaje pobożnym życzeniem.

W zakładach pracy istnieją tymczasowe struktury „S” w postaci Komitetów Założycielskich i Komitetów Organizacyjnych, ale bez osobowości prawnej. Niech, więc niech nasze wszystkie wysiłki idą w kierunku ukonstytuowania się, by móc prawnie działać w Komisjach Zakładowych „S” w obronie interesów załogi. Zagrożenia są duże. Już przy Okrągłym Stole ustalono na lipiec 330% podwyżki cen. Jednocześnie w łonie przedsiębiorstw zawiązują się różne spółki i zakłady usługowe pod egidą OPZZ, Federacji, ZSMP.

Wprowadzenie wysokich podwyżek pociągnie za sobą falę protestów o wyższą płacę. Dyrektorzy są gotowi, by zadość uczynić protestującym załogom. A podwyżki płac spowodują w większości upadłość tych firm. Ale nie mamy co się martwić, problem będzie z głowy, gdyż spółki, zakłady usługowe i usługowo gospodarcze przejmą te upadłe firmy. Przewodniczącym i pracodawcą w jednej osobie staną się wtedy Federacje, ZSMP i OPZZ-y, które będą działać na zasadzie „dziel i rządź”. Jak w starym powiedzeniu „wasze ulice – nasze….fabryki”.

A „Solidarność”? Właśnie. Odpowiedź będzie taka: - Tak bardzo jej chcieliście, więc ją macie. Macie też demokrację, którą sobie wywalczyliście. Damy wam Hyde Parki, w których możecie protestować, manifestować i wszystko sobie wykrzyczeć.

5 czerwca 1989

Czy teraz rozumiecie, jakim sposobem zlikwidowano całe zaplecze zatrudnienia? Kiedy komuchy zaproponowali podziemiu, aby problemy polityczne rozwiązać przy Okrągłym meblu, już wtedy mieli z góry ułożony plan, tylko ślepi i głupi działacze struktur podziemia nie zorientowali się w podstępie komuchów i zachłysnęli się władzą, którą tamci chcieli im wlepić, ale w zawoalowany sposób. Czytaj szaraczku dokładnie, co zamieszczam, a nie będziesz musiał chodzić do „okulisty”

2 maja 2014

Rozwiń
jacek dyć
jacek dyć (8 czerwca 2014 o 11:05) 0
Zaloguj się, aby oddać głos

Jakie mamy gwarancje?

 

Czy znowu Polaków ktoś nie wymanewrował? W niedzielnym przekazie telewizyjnym pokazywano nam ciągle, jaki jest aktualny wynik głosowań na poszczególnych kandydatów RP.

Czy to nie była kolejna manipulacja umysłami ludzkimi?

Pomijając jednak manipulację poniekąd stronniczej telewizji, zapytuję głośno, jakie ma gwarancje Obywatel naszego zniewolonego Kraju, że wynik wyborów jest prawdziwy. Co prawda w każdej Komisji Wyborczej zasiadali mężowie zaufania, ale tu spytam ponownie, jakie gwarancje możemy mieć czy skład KW nie dogada się i na koniec nie pokreśli kart wyborczych znakiem x, robiąc tym dużą frekwencję uczestników wyborów?

Uzasadnienie.

Wyborca przychodzący do Lokalu Wyborczego nic nie podpisuje, bierze kartę z kupki i kreśli, a członkowie KW odfajkowują, że takowy głosował.

Wniosek

Społeczeństwo nigdy nie będzie w stanie udowodnić, że frekwencję zrobił; Kowalski, Malinowski i Wiśniewski.

Moje uzasadnienie tak jak i wniosek nie są odpowiednie, dlatego, że ordynacja wyborcza również nie jest dopracowana w satysfakcjonujący sposób do końca.

5 czerwca 1989

Rozwiń
jacek dyć
jacek dyć (8 czerwca 2014 o 11:03) 0
Zaloguj się, aby oddać głos

Do tych, którzy zasiedli już wygodnie

 

Widzę, ze już zdążyliście zapomnieć, jak nas pałowano w demonstracjach ulicznych. Teraz jesteśmy niby szanowaną „Solidarnością” (co nam się tylko wydaje), przestaliśmy być opozycją. Więc apeluję do was wszystkich, abyśmy nie zapomnieli, kim byliśmy i skąd wyszliśmy i o co walczyliśmy – a o co walczymy.

I uważajmy, żeby ten stan euforii, w jakiej znajdujemy się raptem nie skończył się i nie powtórzył rok 1968, a wszystko wskazuje na to, że to się skończy i zacznie się twarda szkoła repetentów z represjami i spałowaniami.

Widzę, że opozycją nazywamy teraz młodzież KPN-u i NZS-u. Nie wiem, dlaczego im nie pomagamy, nie idziemy ramie w ramię, nie solidaryzujemy się z nimi. A przecież tym młodym ludziom coś zawdzięczamy. Szkoda, ze pamięć jest taka krótka. Wielu z nas było młodymi działaczami.

Dzisiaj ich pałują i to w bardzo przemyślany sposób, po to, by tę młodzież oderwać od nas. Żeby w determinacji wypięła się na nas, na komunę, a tym samym na całe wybory.

Zostanie im tylko rozgoryczenie z powodu osamotnienia. Ten smak kiedyś odczułem, gdy zostałem sam rozgoryczony i osamotniony. Do dziś mnie jeszcze trawi to rozgoryczenie, gdy widzę krótkowzroczność i brak dojrzałych posunięć.

17 maja 1989 

Owy tekst w założeniu brzmiał zgoła inaczej, ale nawet redakcja podziemnej prasy nie potrafiła widzieć zawoalowanej przez komunistycznych reżyserów przyszłości. Tekst powstał po zalegalizowaniu podziemia, a więc w lutym albo w marcu, w każdym bądź razie krótko po obradach stołowych, a jego brzmienie wyglądało mniej więcej tak, ponieważ odtwarzam to z pamięci, był on krótki i cięty. Jako działacze podziemia spotykaliśmy się na budującej się plebanii, na Tatarach. Dość wielka sala wypełniona była po brzegi. Trwały obrady Okrąglaka i były w spokojnym tonie dyskusje o jeszcze istniejących prześladowaniach, o prognozowaniu, jak to się wszystko skończy. Gdy obrady zostały ukończone, rejwach na sali cotygodniowych posiedzeń był olbrzymi, sala pękała w szwach, pokazały się nowe twarze. Spierano się, ustalano, kto jakie zajmie stanowisko w rządzie, no i ustalono. Na następnym po tym posiedzeniu, na sali była frekwencja, ale nawet już nie taka, jak przed rozdzieraniem „polskiego sukna”, spokój i cisza zalegała zebranych. Po owym posiedzeniu właśnie skrobnąłem zgrabniutki, cięty, ale dowcipny pamflecik:

 Cotygodniowe spotkania struktur podziemia w tonie spokoju i zrozumienia. Wielka burza, na sali obrad. Skończyły się obrady Okrągłego Stołu. Następne spotkanie – spokój cisza – każdy już wie gdzie będzie siedział.

Jako współredagujący podziemną gazetkę nie mogłem przeforsować tego tekstu, moja naczelna za Chiny ludowe nie chciała zgodzić się na opublikowanie tej prawdziwej, co nieco humoreski. Mówiła: - mieszczuchu dajmy im szansę, przecież oni chcą dobrze dla Polski ludowej, a gdy zamieścimy owy tekst zdyskredytujemy ich w oczach ludzi. Oni sami już zdyskredytowali się w oczach moich i zebranych na Tatarach. Jeszcze był bardzo odległy czas do czerwcowych wyborów, okiem pilnego obserwatora widziałem, co zaczęło się wyrabiać, gdy zaczęło być wolno. Byłem cały czas niezadowolony, że ów pamflet nie został opublikowany, więc ciągle wspominałem go, mówiąc, iż byłby on zimną wodą na rozpalone głowy poniektórych radujących się z perspektyw rządzenia. Ponieważ zaprzestałem mieć ochotę zamieszczać moje teksty na łamach gazetki, wreszcie naczelna redaktor Anna Truskolaska, by mnie ugłaskać, z moich tekstów i za moim przyzwoleniem wysmażyła ocenzurowany mój otwarty List o pierwotnej treści pamfletu – „Do tych, którzy zasiedli już wygodnie” i został opublikowany tuż przed wyborami do Senatu i Sejmu, a to była już grubo przespana pora. W niespełna pół roku od wydarzeń wyborczych, kiedy już powstały legalne prasy pro solidarnościowe, a my siłą rzeczy zakończyliśmy redagowanie podziemnej prasy, Anna powiedziała do mnie ze smutkiem: - Wiesz mieszczuchu miałeś wtedy rację, szkoda, że nie mogłam tego dostrzec jak ty i nie opublikowałam twego ostrego artykułu.

Prasa, która już była wolna, jak Gazeta Wyborcza i inne zaczęły cenzurować i wręcz odrzucać ostre teksty widzących jaśniej teraźniejszość i przyszłość, zatem rozgoryczona Anna powróciła jeszcze na krótko do reaktywowała ponownym redagowaniem gazetki, wypuściła w roku 1990 kilka numerów, ale ogłupiony naród, już nie potrzebował relacji niezależnych. Ja z kolei widząc, co się dzieje i nie mając większego na to wpływu, pisałem, pisałem i pisałem, mając nadzieję, iż wpłynę, chociaż na mentalność dorastającej młodzieży, przyszłości Polski, ale gdy widzę w chwili obecnej jej zainteresowania, jak i komentarze pod moimi tekstami, to jednak na rozstaju dróg politycznych, to poszło to w diabły. 

Amen, tyle by było słów śniętej ewangelii politycznej na dzień dzisiejszy od mieszczucha żyjącego. 

2 maja 2014

Rozwiń
jacek dyć
jacek dyć (8 czerwca 2014 o 11:01) 0
Zaloguj się, aby oddać głos

Kawał z brodą, pewien pan drugiemu panu.

 

Pewien działacz opozycyjny Z.G. z miasta Ł. w czasie stagnacji był mało operatywnym działaczem na swoim terenie. Swoją opieszałość tłumaczył tym, iż jest w Krajowej Komisji Koordynacyjnej podziemnych struktur „Solidarności” i nie może się narażać(od tego miał zresztą chłopców do bicia).

Pewnego razu na zjeździe działaczy „S” operatywny działacz ze Śląska pan A. Pinior powiedział jemu „słuchaj Zbychu, dziwię ci się, że wasze środowisko jest martwe, chyba kiepsko działasz kolego”. Pan Z. z wielkim oburzeniem powiedział innemu panu Irkowi Haczewskiemu stojącemu opodal: „ty wiesz, jak on mnie w…….ł, mówił, że się u nas nic nie działa, przecież u nas prześladują”. 

Z tego nasuwa się kawał: W czasie okupacji spotyka się ślązak z warszawiakiem. Warszawiak opowiada jemu, jak to w Warszawie przeprowadzają śmiałe akcje, dokonują zamachów, odbijają więźniów z gestapo, wykonują wyroki śmierci na konfidentach i folksdojczach. Ślązak w pełnym ubolewania głosie stwierdza, „wam to dobrze, tyle możecie, gdy u nas wszystko jest zabronione”.

Cha, Cha, Cha, Cha, Cha, Cha, Cha, Cha.

11 marca 1988

Nie zdradzam tutaj tego działacza z miasta Ł, aby mu zdemaskowaniem nie zaszkodzić, bo kto wie co u nas można.

22 maja 2014

Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (7)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!