środa, 18 października 2017 r.

Magazyn

Maszynę do wybijania tuneli pod drogami skonstruował ze złomu. Za zgniatarkę do butelek PET i maszynę do wylewania asfaltu też nie płacił, tylko zrobił sam

Tomasz Pańczyk stoi przy górze worków z plastikowymi pojemnikami. Bierze jeden z nich i wrzuca do brzucha „Ziuty”. Worek znika zgnieciony przez pneumatyczne tłoki. Maszyna 10 takich worów przetwarza na pakunek wielkości walizki. – Co miesiąc zbieramy tyle butelek, że worki nie pomieściłyby się nam na placu – Tomasz Pańczyk, wójt Sułowa, wciąż lepiej niż za biurkiem czuje się w Gospodarstwie Pomocniczym, które budował i którym kierował przez kilkanaście lat.
Bo tu wójt konstruuje swoje wynalazki.

Wójt bez butów

Gdy w połowie marca zrobiło się ciepło i ruszyły śniegi, na skrzyżowanie w Sąsiadce zeszła lawina mułu. – Błota było powyżej gumofilca. Jakby ktoś jechał samochodem w nocy, to lepiej nie myśleć – opowiada Józef Grabowski, prezes tamtejszej Ochotniczej Straży Pożarnej. Na domiar złego mieszkańcom Sąsiadki nie udało się przekonać telefonicznie energetyków, żeby nie wyłączali na noc oświetlenia ulicznego. Trzeba było interweniować u wójta.
– Przyjechał, wysiadł z samochodu, zrobił dwa kroki do przodu a jak chciał się cofnąć, buty zostały w mule. Zresztą jak przyjechał rano, to wciągnęło mu następną parę – relacjonuje Grabowski.
To ostatecznie przekonało wójta, że problem drogi w Sąsiadce dojrzał do rozwiązania. – Co roku to samo: dziury głębokie na trzy metry, a konserwator zabytków nie zgadza się na utwardzenie tego grysem, bo w górze są pozostałości Grodów Czerwieńskich. Trzeba by było brukować, a to kosztuje – wyjaśnia wójt.
Kilometr brukowanej drogi to pół miliona zł, a taki odcinek trzeba było utwardzić. Wójt rozwiązał problem alternatywnie.

Droga z wierzby

Cztery lata temu wójt Pańczyk wpadł na pomysł budowy kotłowni zasilanej biomasą. Z kotłowni nic nie wyszło, za to wielu rolników zdecydowało się na uprawę wierzby energetycznej, która miała stanowić paliwo. I tak 100 hektarów energetycznego krzewu rosło sobie trochę bez sensu. Aż wójt stracił buty w błocie.
– Wierzba bardzo łatwo absorbuje wodę i szybko się ukorzenia – opowiada nam Pańczyk. Nawierzchnia będzie się składać z mat o wymiarach 5 na 2 metry układanych na przemian z kiszkami faszynowymi, które mają wyhamować wodę, która po każdej ulewie zostawia w drodze wyrwy. Oba te elementy wykonane są z gałęzi wierzby zakupionych u rolników. Cały koszt to tys. zł. – Do wyplatania mat skierowałem młodych chłopaków skazanych przez sąd na prace publiczne; przeważnie za jazdę na rowerze pod wpływem alkoholu – dodaje Pańczyk.
Pomysł chwycił, a do sułowskiego magistratu już zgłosiło się kilku działkowców spod Puław, którym rwąca woda z roztopów niszczy dojazd do poletek.

Miss Rabarbaru

Najwyższy czas, bo entuzjazm do uprawy wierzby energetycznej w Sułowie jakby ostatnio przygasł. – Ja też zasadziłem hektar i teraz nawet nie opłaca mi się tego ścinać, bo cena jest śmieszna – żali się Piotr Jarosz, przewodniczący Rady Gminy Sułów.
Jednak sprawa wciąż jest przyszłościowa, a wójt z zasady wspiera wszelkie „przyszłościowe” inicjatywy. Na przykład uprawę rabarbaru. Do tego stopnia, że kilka lat temu swojskie Dni Sułowa przemianował na egzotyczne Święto Rabarbaru. Są placki z rabarbaru, są napoje chłodzące z rabarbaru, są nawet wybory Miss Rabarbaru. I chociaż w zeszłym roku cena surowca poleciała na łeb na szyję, a największy plantator w gminie zmniejszył o ponad połowę areał upraw, to żalu ludzie do wójta raczej nie mają.

Fela i Marcin

– Bo jak ktoś ma jakiś nowatorski pomysł na interes, to może z tym walić do wójta jak w dym. A że czasem się coś nie uda, to już nie jego wina – przekonuje Marian Bulak, największy plantator rabarbaru i wierzby energetycznej w gminie.
– Wójt bardzo sprawnie zarządza gminą, drogi ładne buduje – wtóruje mu Marcin Zamoyski, prezydent Zamościa i właściciel położonego w gminie Sułów majątku w Michalowie.
– Kilkanaście lat temu wszystkie drogi gminne to były gruntówki – wspomina Pańczyk. Żeby położyć asfalt, potrzebna jest skrapiarka do emulsji asfaltowej. To Pańczyk zrobił takie urządzenie sam. Ze starej metalowej beczki i platformy do ciągnika. Maszyna nazywa się „Fela” i po modernizacji dalej asfaltuje drogi gminne.
W połowie lat 90. zaczęła się kanalizacja gminy. – Część rur trzeba było poprowadzić pod jezdnią. Pomyślałem sobie: po co rozkopywać drogę, kiedy wystarczy zrobić dziurę? – wspomina Pańczyk. Ze starego kątownika i tłoka od dźwigu powstała maszyna do wybijania tuneli pod drogami „Marcin”.
Teraz wójt wybłagał od strażaków z Zamościa wysłużonego volkswagena dla gminy. Auto nie ma jeszcze nazwy i nie ma żadnych przeróbek. Wkrótce zmieni się pewnie jedno i drugie.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!