niedziela, 22 października 2017 r.

Magazyn

Zabili się, ale nie byli z naszej gminy…

  Edytuj ten wpis

W ciągu kilku dni w Żyrzynie targnęła się na swoje życie dwójka młodych ludzi. Tragedia wstrząsnęła szkołą, do której chodzili.

Również w miasteczku zrobiło się głośno, ale na krótko. Już po tygodniu nikt nie dociekał przyczyn. Nikt nie pytał dlaczego to zrobili, ani nie był specjalnie tego ciekaw. Najczęstszą odpowiedzią było wzruszenie ramion i odpowiedź: - Ale oni nie byli chyba z naszej gminy… - jakby to wszystko wyjaśniało.

Poniedziałek. 8 września

[…]"Sprawa” rozpoczęła się od otrzymania listu drogą elektroniczną od ucznia klasy II TI z informacją o zamiarze popełnienia samobójstwa. Adresat - jedna z nauczycielek, poinformowała o tym wychowawczynię, która około godz. 22 skontaktowała się z matką ucznia i przekazała jej informację o liście. Prosiła o baczną obserwację syna […]*

- Jakiś początek tego wszystkiego musiał być, ale ile ludzi - tyle zdań. Po kościele też nic nie mówili, ksiądz coś mówił, ale on, ten chłopak był z innej parafii, z innej gminy. Tę dziewczynkę Anię to znaliśmy, chodziła do nas do podstawówki. Jak się uczyła? Różnie. My się tym nie interesowałyśmy - mówią woźne ze szkoły podstawowej.

Nie rozmawiały o tym nawet przy porannej kawce. W gminie wiedzą to, co niesie gminna poczta pantoflowa. A niesie wszystko, jak rzeka po powodzi. Podobno nieszczęśliwa miłość, że miał być jeszcze ktoś inny, że to, że tamto. Owszem, było głośno jak przy każdej większej tragedii, ale teraz? Teraz już nie bardzo, bo ludzie mają swoje sprawy.

Wicedyrektorem Zespołu Szkół Markiem Boguszem tragedia nastolatków wstrząsnęła, dosłownie rozbiła go w drzazgi. To przecież byli jego uczniowie. Tego w tej szkole jeszcze nie było, tego nie było w całym Żyrzynie.

- Długo się zbierałem. Może ludzie nie interesują się tym, bo chcą zapomnieć - próbuje tłumaczyć ludzką obojętność. - My też chcielibyśmy. Proszę mi wierzyć. Chcielibyśmy wrócić do normalności. To jest mała szkoła, wszystkie dzieci zna się z imienia i nazwiska. Rozmawia się z nimi na korytarzach. Mieliśmy już mityngi z psychologiem. Nie jest łatwo - przyznaje. Bije od niego ciepło. Dzieciaki muszą go lubić. Mam wrażenie, że bezsensowne zakończenie życia przez Michała i Anię potraktował jak własną porażkę.

Wtorek. 9 września

[…] Wychowawczyni, psycholog szkolny, kierownik internatu, wicedyrektor oraz nauczycielka, która otrzymała list podejmują szereg działań. Rozmawiają z pedagogiem z gimnazjum Michała. Później kontakt z poradnią Psychologiczno-Pedagogiczną w Puławach z informacją o groźbach samobójczych wyrażanych przez ucznia. Ustalono, że do godz. 17, Michał może zgłosić się na wizytę. Następnie od godz. 14.30 do 16.30 wicedyrektor rozmawiał z Michałem. O przebiegu rozmowy poinformował dyrektora. Ustaliliśmy, że zadzwoni do wychowawczyni z poleceniem wezwania rodziców […]

Pierwszy był Michał. W szkole nie było z nim żadnych problemów. Pewnie, trochę czasami napsocił, ale nic poważnego. Uczył się dobrze, chciał zostać informatykiem. Komputery, programowanie - to było jego pasją, przepustką do lepszego, wielkiego świata.

Jego pasją. Czuł, że to jego droga, własny sposób na dorosłe życie. Musiał to kochać, bo nawet swój skrywany ból wyjawił jak na informatyka przystało - wysłał maila, w którym wszystko opisał. Elektroniczny list do zaufanej osoby był jak niemy krzyk o pomoc. Ktoś mądry powiedział, że nawet na dnie najgłębszej desperacji znajdzie się nadzieja. Wysyłając tego maila on ją miał, musiał ją mieć. Siedem dni później odszedł.

Wiadomość o Ani była jak cios młotem. Michał skupił na sobie uwagę wszystkich. Nagle wiadomość o kolejnej bezsensownej śmierci. Całkowicie dobijająca. Ania o niczym nie mówiła, nie wysyłała listów, nikt niczego się nie domyślił, nikt nie podejrzewał. Nawet nie miał na to żadnych szans.

- Dwa dni wcześniej rozmawiałem z nią. Opłaciła swoje ubezpieczenie. Napisała zwolnienie z wychowania fizycznego - dyrektor Bogusz zawiesza głos, kręci głową.
Powody tragedii wyjaśnia policja. Zdaniem funkcjonariuszy obu przypadków nie należy łączyć. Podobnego zdania są również nauczyciele.

Środa. 10 września

[…] kilka minut po godz. 8 wychowawczyni zadzwoniła do matki Michała i poprosiła o natychmiastowy przyjazd do szkoły. Około 9 matka dotarła do szkoły i zapoznała się z listem Michała i groźbą samobójstwa. Stwierdziła, że w domu nie zaobserwowano takich zachowań. Zalecano działanie. Przekonanie Michała do wizyty u psychiatry (jeśli uczeń nie chce jechać z rodzicami, może z nim pojechać wicedyrektor), o potrzebie poświęcenia Michałowi więcej czasu, rozmów i okazania zainteresowania. W czasie rozmowy wicedyrektora z Michałem uczeń miał pretensje, że jego list przeczytała matka. Michał wybiegł z gabinetu i opuścił szkołę. W międzyczasie rozmawiałem na temat całej sytuacji z policją, sądem rodzinnym i kuratorium. Złożyłem na policji informację o zagrożeniu popełnienia samobójstwa. Oznajmiłem matce, że powinna niezwłocznie zgłosić się z synem w poradni. Zaoferowałem pomoc.

Próbowaliśmy dociekać dlaczego. Dlaczego musiało do tego dojść - mówi dyrektor Bogusz - O ile w przypadku Michała były jakieś sygnały, bo przecież napisał list, o tyle Ania, kto by przypuszczał. Dzwoniłem do psychologa z gimnazjum, do którego uczęszczał Michał.

Dowiedziałem się, że miał jakieś problemy z nauczycielami, ale prawie każdy uczeń takie ma, zwłaszcza w tym wieku. Czy to może być przyczyna? Był małomówny, spokojny. Na przerwach na korytarzu jakby wyciszony, ale na lekcjach aktywny - nauczyciel zamyśla się, rozmawiał z rodzicami ucznia. Oni również nie zauważyli niczego, co ich zaniepokoiło. Niczego, w ciągu 17 lat życia.

Czwartek. 11 września

[…] Uczeń jest w szkole. Jest wnikliwie obserwowany przez nauczycieli […]

Nie wyglądał na kogoś, kto to zrobi. To była pierwsza klasa, dopiero przyszedł do szkoły. Nowi uczniowie z natury trzymają się razem. W grupie jest raźniej, a tu wiele rzeczy było dla nich nowych. Michał nie odstawał od reszty. Nie był typem samotnika. Nie wyglądało na to, że ma problemy w kontaktach z rówieśnikami.

Trzymał się z kolegami o podobnych zainteresowaniach - mówią w szkole. Michał napisał w liście, że nie wini nikogo za swoją śmierć. Żegnał się ciepło z nauczycielami, z Zespołu i z Gimnazjum. Dziękował im za wszystko. Chciał żeby go dobrze wspominać.

Piątek. 12 września

[…] Wychowawczyni sprawdziła, czy Michał jest w szkole. Był nieobecny. Po telefonie do rodziców okazało się, że syn jest w domu i pomaga w gospodarstwie. Wychowawczyni zapytała czy matka była na konsultacji u specjalisty z synem. Usłyszała, że niestety nie, bo Michał nie chce [...]

To jest typowa rodzina, jakich tu wiele. Żadna tam zła. Chłopak pomagał w gospodarstwie. Roboty było co niemiara, bo gospodarstwo spore, 20 hektarów, do tego trzoda - mówią w rodzinnej okolicy chłopaka. W szkole również nie było sygnału że w domu mogło być coś nie w porządku. Jak było z komunikacją z rodzicami?

- W tym wieku może być o nią trudno. Mam dzieci w jego wieku. Wiem, że oni też domagają się okazywania uczuć, ale nie okazują tego tak, jak młodsze dzieci. Trzeba ich obserwować, bo być może nie kręcą się bezinteresownie po kuchni w trakcie przygotowywania obiadu, tylko czekają na gest, jakiś ciepły, czytelny znak miłości.

Coś złego dzieje się w kontaktach międzyludzkich. Dzieci zamykają się teraz, mają tyle innych rzeczy. Zwykłe kontakty ulegają zaburzeniu. Proszę popatrzeć - siedzą sobie pod ścianami, słuchawki na uszach, muzyka gra, a bariera się wznosi. Alienują się nawet między sobą - uważa Bogusz.

Poniedziałek. 15 września

[…] Uczeń jest w szkole. Około godz. 9 zadzwoniła do mnie matka Michała z zapytaniem co dalej robić z synem. Odpowiedziałem, że mogę umożliwić spotkanie z psychologiem z poradni w trybie pilnym, ale syn musi sam chcieć się z nim spotkać. Zaproponowałem, że może teraz wspólnie z wychowawczynią i naszym psychologiem spotkać się z Michałem, bo musi mu zostać udzielona fachowa pomoc. […] Matka wybrała wariant, że porozmawiają w domu i poinformuje mnie o efektach rozmowy.

Szlag mnie trafiał, ale nie mogliśmy nic więcej zrobić. Z drugiej strony szkoła wszystkiego nie załatwi. Rodzina też musi być czujna, w końcu te siedemnaście lat gdzieś był. Gdyby funkcjonowały jakieś procedury, może wtedy udałoby się zrobić więcej.

Mówiąc więcej, mam na myśli, poza rodziną. Wie pan co się czuje w sytuacji, w której nasza pani psycholog stwierdza, że pomoc lekarska, w tym farmakologiczna, jest absolutnie konieczna i natychmiastowa, a my jako pedagodzy nie możemy nic zrobić, bo chłopak musi sam chcieć? To boli. Gdybyśmy mogli ratować go bez jego woli, zrobilibyśmy to - mówi dyrektor Zespołu Szkół Zawodowych Wojciech Gołdyn. Cholerne procedury.

Wtorek. 16 września

[…] około godz. 10 zadzwoniła pani Kurator z Sądu dla Nieletnich w Puławach z pytaniem odnośnie całej sytuacji z Michałem. Rozmawiała ze mną i wicedyrektorem. Poinformowałem, że Michała nie ma w szkole i że matka, zgodnie z umową, nie telefonowała. Pani kurator zdecydowała, że sama zadzwoni do rodziców. Po paru minutach otrzymałem telefon od pani kurator, że Michał popełnił samobójstwo[…]
Kursywą czynności podjęte i spisane przez dyrekcję szkoły oraz notatki służbowe.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
mi
karol
Elendil
(6) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

mi
mi (10 października 2008 o 23:02) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
No cóż... nie rozumiem nad czym tu płakać po przeczytaniu tej relacji? Chyba tylko nad głupotą i brakiem działań pracowników szkoły, pani psycholog i rodziców. Najłatwiej odepchnąć od siebie problem mówiąc, że jeśli chłopak nie chce iść do psychiatry, to nic się nie da zrobić. Bzdura! On dawał sygnały, że potrzebuje pomocy, że sobie nie radzi ze swoim życiem. Każda dorosła, mądra osoba, zwłaszcza psycholog, nie powinna była tego zignorować. Dzieciak wołał o pomoc i jej nie otrzymał. Nie zabił się dla zabawy, jak sądzę... Dyrektor się przejął - nie dziwne, ale za późno, w sumie lepiej byłoby zaistnieć w mediach z pozytywnej przyczyny. Może gdyby przejął się naprawdę losem chłopaka wcześniej? Szkoda dzieciaków...
Rozwiń
karol
karol (10 października 2008 o 20:13) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
wspaniały tekst, popłakałem się...
Rozwiń
Elendil
Elendil (9 października 2008 o 22:13) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Popłakałem się kurcze, świetny tekst, nawet nie spodziewałem się że na taki trafię (sorry Dzienniku), tak trzymajcie
Rozwiń
Ojciec Marek
Ojciec Marek (9 października 2008 o 21:03) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Wiedziała dyrekcja szkoły, wiedzieli rodzice, to dlaczego nie przywieźli psychiatry prywatnie na wizytę dla syna?! Ale on nie był z naszej gminy...
Rozwiń
zoja
zoja (9 października 2008 o 19:12) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Dawno nie czytałem tak dobrego reportażu. I przy tym tak poruszającego. Smutny, ale bardzo dojrzały materiał. Szkoda że bez happy endu...
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (6)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!