niedziela, 17 grudnia 2017 r.

Praca

"Natasza” przyjazna Białorusinom

  Edytuj ten wpis

Elżbieta Pawluk z Białej Podlaskiej była bezrobotna przez prawie 10 lat. Potem odważyła się wziąć swój los we własne ręce - i założyła własną firmę handlową. Więcej - z czasem tak ją rozwinęła, że obecnie zatrudnia osiem osób. Nie tylko sama wyrwała się więc z bezrobocia, ale także pomogła innym

W Liceum Zawodowym w Międzyrzecu Podlaskim zdobyła zawód sprzedawcy magazyniera, ale pracowała w dziale płac bialskiej Gminnej Spółdzielni "SCh”. Gdy w 1990 r. w spółdzielni redukowano etaty, odeszła. Potem przez prawie 10 lat nie pracowała. Opiekowała się dziećmi. Piotr ma teraz 14 lat, Łukasz 10, a Ewa 7.
Obserwując to, co dzieje się w jej otoczeniu spostrzegła, że wielu klientów, zwłaszcza wśród wschodnich turystów, mają sklepiki znajdujące się przy międzynarodowej trasie A-1. Stwierdziła, że największy popyt jest na artykuły spożywcze. Zdecydowała się więc wziąć 20 000 zł pożyczki z Powiatowego Urzędu Pracy. Kupiła za nią pierwszy towar. Poszczęściło się. Najpierw wynajęła miejsce na sklep w budynku dawnego zajazdu "Konar” na skraju Międzyrzeca Podlaskiego. Nazwała go "Natasza”. Nastawiła się głównie na klientów ze Wschodu, którzy zazwyczaj przyjeżdżają na miejscowe targowiska.
Powoli nabierała doświadczeń.
- Obcokrajowcy chcą być obsługiwani miło, bez krzyku, którego do woli nasłuchają się u siebie. Ja im sama pakuję towary i dziękuję za zakupy. To jest bardzo ważne. Niekiedy mi mówią, że w "Nataszy” czują się jak na Zachodzie - mówi E. Pawluk.
Kiedy za wynajem "Konara” zażądano od niej aż 12 200 zł czynszu, postanowiła szukać innego obiektu. Znów, wraz z mężem, wzięła pożyczkę i kupiła budynek po dawnym hoteliku w Styrzyńcu. Przeniosła szyld z "Nataszą”. Małżonek zajął się barem. Nie dziwi się, gdy do flaków niektórzy klienci biorą... śmietanę.
Jesienią spotkała ją miła niespodzianka. Bialski PUP umorzył jak wcześniejszy kredyt!
Zapytana o przyczyny powodzenia E. Pawluk odpowiada:
- Marża jest u mnie niewielka - nie 30-50 proc., jak bywa to w niektórych podlaskich sklepach, lecz tylko 16-20 proc.. Białorusini to wiedzą. A że potrafią liczyć - do skutku szukają sklepu, w którym kupią towar o 10 groszy tańszy. I dodaje: - Pracuję od godz. 6 do 24. Także w niedziele, choć tylko w godz. 12-20. Gdy kończę pracę, ręce mnie bolą od przerzucania ton towarów. Gdy wracam do domu, czasem zdarza mi się mówić po rosyjsku...
Mieszka w Białej Podlaskiej, ale w tym mieście nie chce zajmować się handlem.
- Na miejskim rynku nie miałabym szans - przyznaje.
Przyczyny swego powodzenia upatruje w tym, że utrafiła w myślenie wschodnich klientów. Za Bugiem brakuje towarów, a ich ceny są tam wyższe aniżeli u nas. Białorusinom opłaca się kupować u nas olej jadalny, dużym ich zainteresowaniem cieszą się lepsze słodycze z lubelskiej "Solidarności” oraz dwukilogramowe opakowania makaronu z podlaskich wytwórni. Poszukują oni też towarów reklamowanych w polskiej telewizji, pytają też o buliony reklamowane w telewizji... rosyjskiej.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!