wtorek, 21 listopada 2017 r.

Świdnik

Chciałem być wielkim artystą

  Edytuj ten wpis
Dodano: 17 listopada 2005, 12:02

Bywał dozorcą, palaczem, robotnikiem budowlanym. Właściwie robił w życiu wszystko. Choć tak naprawdę jest malarzem. I... człowiekiem sukcesu.

- Sukcesem jest to, że mogę malować - wyjaśnia Mariusz Kiryła. - Nie wyobrażam sobie, by mogło być coś ważniejszego, bardziej wartościowego. To po prostu moje życie.
Maluje od zawsze. Najchętniej uczucia. Bo uczucia są we wszystkim. W portrecie, martwej naturze, abstrakcji. Madonnach, do których ma szczególną słabość. - Uczucia i wolność. To dwie najważniejsze sprawy w malarstwie. I ja z każdym rokiem, z każdym kolejnym obrazem mam ich coraz większą świadomość. Czy może być coś ważniejszego dla artysty? W ogóle dla człowieka? - pyta przewrotnie.
W Lublinie Mariusz Kiryła skończył Liceum Plastyczne. Ale Wydział Artystyczny UMCS zna tylko... z rocznej pracy w charakterze pomocnika technicznego. - Wszystkiego nauczyłem się sam. Intuicyjnie, krok po kroku. Z obserwacji świata i ludzi - opowiada.
Najbardziej właśnie interesują go ludzie. Ma w sobie nieustającą ciekawość, potrzebę poznawania, rozmowy. Dlatego teraz... buduje w Świdniku kościół. - To niesamowite doświadczenie. W żadnej innej sytuacji ludzie nie zbliżają się tak do siebie, jak podczas wspólnej pracy. Prosty robotnik spotyka się z inżynierem. Znikają wszelkie bariery, różnice, tych ludzi łączy jeden cel - stworzyć, zbudować.

Na budowie jest coś jeszcze. Cała paleta barw. Mistycznych. Nigdy magicznych. Dlaczego? Bo w magii jest coś nietrwałego. Blichtr. A mistyka ma moc sprawczą. Może zmieniać. Ludzi, świat. A jemu właśnie o to chodzi - wpływać na rzeczywistość. Czarować ją. Odmieniać. Raz na zawsze.
W tym roku otrzymał Nagrodę Artystyczną Burmistrza Świdnika. Radość? Duma? - Czy ja wiem... - waha się. - Na pewno jest mi miło, że ludzie akceptują moje malarstwo, że się komuś podoba.
Ta nagroda to także ukłon w stronę artysty za jego pracę z młodzieżą. Do pracowni Mariusz Kiryły nad jego świdnickim mieszkaniem schodzą się tłumy młodych ludzi, mających wielki apetyt na malowanie. - Ja ich niczego nie uczę. Otwieram w nich tylko pewną wrażliwość artystyczną, uruchamiam szczególną umiejętność obserwacji. A ogóle to lubię młodzież. Sam czuję się młodo. Rozmawiamy, śmiejemy się, słuchamy muzyki. Te spotkania dużo mi dają.
Wiele lat krążył między Świdnikiem a Paryżem. W Paryżu malował. Poznawał środowisko malarzy, ocierał się o światową sztukę.
- Kiedyś chciałem być wielkim artystą... Marzyłem o znanych galeriach, wernisażach. A jak poznałem cały ten wielki artystyczny Paryż... Wszystko prysło. I już nie mam takich ambicji. Wystarczy, że jestem, kim jestem.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!