niedziela, 20 sierpnia 2017 r.

Zamość

Chciał na kolumnach dawnego kościoła wybudować kaplicę


Dzięki jego postawie udało się uporządkować cmentarz i ustawić metalowe krzyże w Porycku, gdzie później prezydenci Polski i Ukrainy odsłonili pomnik Pojednania. Marzyła mu się budowa kaplicy. Nie dokończy tej misji. Stanisław Filipowicz zmarł w zeszłym tygodniu. Miał 81 lat.

Pierwszy raz z emerytowanym nauczycielem i działaczem "Solidarności”, internowanym w stanie wojennym, spotkaliśmy się pięć lat temu.

– Skoro Bóg mnie ocalił, to widocznie po to, abym wypełnił konkretną misję – powiedział nam wtedy Filipowicz, który 11 lipca 1943 r. cudem uniknął rzezi w kościele.

Podczas niedzielnego nabożeństwa świątynia w Porycku została otoczona przez uzbrojone bandy ukraińskie. Rozpoczęła się strzelanina. Zgromadzonych w świątyni Polaków ogarnęło przerażenie. Niektórzy w panice próbowali uciec. Kule dosięgły ich na zewnątrz. Po jakimś czasie bandyci weszli do kościoła.

– Widziałem, jak upadł ksiądz Szawłowski –wspominał pan Stanisław.

Ci, których nie dosięgły kule bandytów, zaczęli się chronić, gdzie tylko kto mógł: we wnękach, za filarami. – Ja z matką schroniłem się pod ścianą za filarem – opowiadał.

– W pewnym momencie bandyci zaczęli wnosić do kościoła słomę. Umieszczono w niej materiały wybuchowe. W gorącej modlitwie prosiłem Boga, bym zginął podczas ucieczki, trafiony w plecy.

Ale Bóg miał inne plany. Filipowicz przeżył, zginęli jego najbliżsi. – Rano ojciec wraz ze znajomymi wykopali na cmentarzu mogiłę – wspominał. – Tam położono moją matkę, dwie siostry i siostrzenicę. Umarłych zakryto deskami i zasypano ziemią. Odmówiliśmy modlitwę i wróciliśmy do domu.

W kościele zginęło wówczas około 200 Polaków. Filipowicz dopiero na początku lat 90. pierwszy raz od tamtej zbrodni odważył się pojechać w rodzinne strony. Po kościele pw. Trójcy Świętej i Michała Archanioła nie było śladu. Na katolickim cmentarzu było wysypisko śmieci, pasły się krowy, a na dodatek rozpoczęto budowę młyna.

Dzięki jego zaangażowaniu budowa młyna została wstrzymana, uporządkowano i ogrodzono cmentarz, a z Zamościa przywieziono trzy duże krzyże. Szczątki zamordowanych Polaków spoczęły na cmentarzu.

W 2003 roku obchodzono tam 60 rocznicę mordów na Wołyniu. W uroczystościach wzięli udział prezydenci Polski Aleksander Kwaśniewski i Ukrainy Leonid Kuczma, którzy m.in. odsłonili pomnik Pojednania.

W czasie jednej z wypraw natrafił na trzy kolumny z dawnej świątyni. To jedyna pamiątka po kościele. Architekt z Lublina wykonał projekt i dokumentację techniczną kaplicy modlitewnej, ale zaczęły się schody. Filipowicz do końca życia zabiegał bez skutku o wydanie zezwolenia na realizację projektu.

– Ostatni raz byliśmy na Wołyniu w lipcu ub. roku – wspomina 79-letni Zygmunt Namroży z Wólki Panieńskiej, znajomy Filipowicza i towarzysz podróży. – Po powrocie Stanisław poczuł się źle, przeszedł m.in. operację.

Do ukochanego Porycka, który obecnie nazywa się Pawliwka, już nie wrócił.
Czytaj więcej o:
~ggg~
MN
LL49
(3) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

~ggg~
~ggg~ (26 października 2009 o 22:12) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
[url="######/"]######/[/url]
Rozwiń
MN
MN (26 października 2009 o 21:53) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Odszedłeś, ale pamięć pozostanie na zawsze! Dziękujemy!
Rozwiń
LL49
LL49 (26 października 2009 o 20:37) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Odchodzą "żywe karty pamięci" tych strasznych czasów.Cześć ICH PAMIĘCI!!.Niech Im Pan Bóg będzie łaskawy.
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (3)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!