środa, 23 sierpnia 2017 r.

Zamość

Kaczyński: Ukraińcy okrutnie mordowali Polaków

Dodano: 25 lutego 2009, 11:43
Autor: (LEW)

Podczas drugiej wojny światowej doszło do eksterminacji polskiej ludności na Wołyniu i południowo-wschodniej Małopolsce. Tak uważa prezes PiS, który dziś zjawił się w Zamościu.

- Użyję tego słowa: to było ludobójstwo i to okrutne - powiedział na konferencji prasowej w Zamościu Jarosław Kaczyński. - Polska polityka musi to uwzględniać. Trzeba o tym mówić, co nie powinno jednak przeszkadzać w budowaniu strategicznego sojuszu z Ukrainą.

Prezes PiS dodał, że jutro w stołecznym kościele św. Anny uczci pamięć około 1 tysiąca Polaków pomordowanych 65 lat temu w Hucie Pieniackiej k. Lwowa przez UPA i SS Galizien.

Historycy polscy szacują, że tylko na Wołyniu z rąk OUN-UPA zginęło w niezwykle okrutny sposób ok. 50-70 tysięcy Polaków w ponad 1700 miejscowościach.

- Nie mamy wątpliwości, że to było ludobójstwo, ale nasze władze w imię poprawności politycznej nie chcą o tym rozmawiać - mówi Janina Kalinowska, przewodnicząca Stowarzyszenia Upamiętnienia Polaków Pomordowanych na Wołyniu.

- Chwała prezesowi PiS, że nazywa zbrodnie po imieniu, chociaż nie rozumiem do końca jego postawy. O ludobójstwie mówił już kilka lat temu, ale pod dojściu PiS-u do władzy zrobiło się cicho.
Czytaj więcej o:
Gość
tatoo
www.polonica.net
(13) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Gość
Gość (3 maja 2009 o 20:44) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Kaczor pie...y się boi ukrainców i ich głupiego prezydenta. Gdyby Piłsudski ożył to chyba zrobił na ukrainie coś w ''stylu rzeź nańkińska " na tych psach.
Rozwiń
tatoo
tatoo (11 marca 2009 o 18:03) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
"Rozszarpywali ciała, odcinali kończyny [...], wydłubywali oczy, obcinali uszy, nos, język, piersi kobietom i puszczali [...], inni oprawcy łapali ofiary i dalej męczyli, aż do skonania [...]. Widziałem, jak jeszcze żyjącym ludziom rozpruwano brzuchy, wyciągano rękami wnętrzności, ciągnąc kiszki. Widziałem, jak gwałcili kobiety, potem wbijali je na kołki, jak stawiali żywe kobiety nogami do góry i siekierą rozcinali na dwie połowy. [...] Ktoś, kto nie widział tego na własne oczy, nie będzie w stanie w to uwierzyć"
relacja: Władysław Malinowski - Władysławówka w gminie Mikulicze, Wołyń

"Doszliśmy na miejsce: widok okropny, wieś częściowo spalona, bardzo dużo pomordowanych w najokropniejszy sposób, kobiety w pozycjach, które wskazywały, że gwałcono je przed zamordowaniem. Widziałem mężczyznę z rozrąbaną głową na dwie części, z której pies wyjadał zawartość, widziałem młodego chłopca z odciętą głową od strony karku, trzymała się tułowia na nie odciętym gardle. Widziałem dziecko 2-,3-letnie na wznak, przybite widłami do ziemi, widziałem mężczyznę w sile wieku, który na skutek ran przy konaniu wygryzł z własnej ręki powyżej łokcia ciało aż do kości (usta zapchane ciałem). Petronela Popławska, około 70 lat – obcięte piersi, poderżnięte gardło; [widziałem] dzieci – głębokie rany na stopach, rozbite głowy. Dużo ludzi spalonych razem z budynkami (...) "– z relacji Jana Filarowskiego.

"Tej ponurej nocy jako miejsce czuwania obrałem wraz z bratem dach lochu, zabudowanie bezpośrednio przyległe do zagrody (...) Nagle około północy do mieszkania wtargnęła banda upowców. Wywleczono na podwórze związaną drutem kolczastym przez usta moją żonę i dwoje dzieci. Najpierw pozabijano o ściany domu chłopczyków*, później przystąpiono do mordowania nożami moją żonę. Myślałem, że mi serce zamarło na widok odbywających się męczarni (...). Mimo to, patrząc z lochu, powstrzymywaliśmy siebie [z bratem], przesłoniwszy nawzajem rękoma usta, by nie wybuchnąć jękiem, by nie załamać się całkowicie." - Baltazar Trybulski - Dermank, Wołyń.

"Po powrocie do Zasmyk pobiegłem zaraz na przykościelny plac, gdzie zwożono pomordowanych i poległych w bitwie żołnierzy samoobrony. Na zakrwawionym śniegu leżało już kilkadziesiąt ciał. W pamięć wryły mi się cztery leżące obok siebie ciała z przykrytymi głowami. Były to dwie może dziesięcioletnie dziewczynki, ich mama i babcia, która - jak mówiono tam - przybyła do nich, by razem spędzić święta.
Podczas ucieczki babcia została ranna - pocisk karabinowy strzaskał kolano. Błagała wnuczki i ich mamę, by ratowały się ucieczką, ale one nie chciały rozstać się z ranną babcią. Banderowcy dopadli je i - oszczędzając amunicję - roztrzaskali im głowy kolbami. Teraz leżały małe, jakby skulone z przerażenia. A wczoraj, jak wszyscy tu leżący w długim szeregu, dzieliły się opłatkiem, składały życzenia i śpiewały kolędy, z nadzieją w sercu na lepszy czas."

"(…) A jakże prostym łatwym sposobem na Polaków zamkniętych w domach był najzwyklejszy ogień. Trochę benzyny i mała zapałka, i sprawa była rozwiązana. Uciekinierów z płonących domów wystrzeliwało się jak kaczki. Nieraz, tak trochę dla lepszej zabawy, wyłapywano ich żywych, wiązano drutem i wrzucano do ognia. A jakie to było zabawne, gdy pod ręką znalazł się drut kolczasty. Tak ładnie omotało się nim Lacha i hajda do ognia! Ile było przy tym zabawy! Jak oni krzyczeli wniebogłosy i usiłowali się wyrwać! Można się było z tego doskonale uśmiać. Najgorzej krzyczały kobiety i szamotały się niemożliwie. Nieraz, zanim taką kobietę okręciło się drutem kolczastym, miała porwane suknie i szła w ogień prawie nago! Do takiej zabawy z wrzucaniem do ognia rwali się wszyscy. Chwytało się chłopa, czy babę za nogi, tak w czwórkę, parę chwil rozmachu i do ognia. W płonących domach aż skwierczało. Masz, Lasze, na coś zasłużył, ogrzej się, bo chłodno, czemuś nie uciekał za San? Ukraina dla Ukraińców. Przeklęte, polskie, lasze pokolenie wytracimy co do jednego, żeby nie zostało nasienia (…)"

"Rozpoczęła się rzeź. Banderowcy uderzali na oślep siekierami i nożami kogo dopadli. Kilku z nich nadjechało na koniach i tratując w poszukiwaniu ofiar zboże - mordowali znalezionych. Kilku banderowców podbiegło do mojej mamy i jeden z nich uderzył ją w głowę siekierą. Mama upadła i wypuściła z rąk brata Tadzia, a ja z przerażenia krzyczałam. Na całym polu był ogromny wrzask i lament, ludzie błagali swoich oprawców o darowanie życia, no bo przecież ich znali. Oprawcy byli jednak bezwzględni. Mama czołgając się, przygarnęła do siebie płaczącego Tadzia i zakrwawionemu dała pierś.
Po niedługiej chwili banderowcy ponownie dobiegli do mojej Mamy i podcięli jej gardło. Jeszcze żyła kiedy zdarli z niej szaty i poodcinali piersi. Ja leżałam przytulona do ziemi, chyba ze strachu nawet nie oddychałam.
(...)
Na naszym dużym wozie jechał Ojciec, Lodzia, opatulona ranna Stasia, oraz sąsiadka Wasylkowska z dziećmi. Wyjechało kilka furmanek w godzinach wczesnego popołudnia. Ojciec ciągle nas uspokajał, abyśmy nie płakały bo w lesie mogą być banderowcy. Po przebyciu przez nas kilku kilometrów, leśną drogę zastąpili banderowcy krzycząc: "Siuda jidut Lachy". Padły strzały, Tatuś krzyknął abyśmy uciekały, lecz sam nie mógł zejść z wozu, był chyba ranny. Wszyscy rozbiegli się po lesie, ja też usiłowałam biec za siostrą Lodzią i innymi ludźmi, ciągle płacząc i potykając się o gałęzie, które były zbyt duże (a może ja byłam zbyt mała), aby podołać w przerażeniu walce o ocalenie. Zgubiłam uciekających ale w zasięgu moich oczu były wozy z końmi, do których zbiegli się banderowcy, i ja pobiegłam do Tatusia i widziałam, jak go strasznie bili, a ja stałam przy krzaku i niemiłosiernie krzyczałam. Widziałam jak naszej sąsiadce Wasylkowskiej odrąbywali na pieńku głowę. Mój krzyk był tak przerażający, że jeden z banderowców podbiegł do mnie i z rozmachem wbił mi nóż troszeczkę poniżej gardła, a ja dalej krzyczałam i ze strachu nie mogłam się ruszyć z miejsca.
Banderowcy byli zajęci mężczyznami i dobytkiem, krzyczeli po imieniu do Ojca, Ojciec też po imieniu błagał Iwana, aby darował mu życie. Ja też znałam tego Iwana, bo ciągle przychodził do naszego Tatusia jako przyjaciel. Ojca bili po głowie i twarzy, zdarli z niego ubranie, a kiedy mnie po raz drugi ujrzeli, postanowili skończyć ze mną raniąc prawą dłoń nożem i przebijając ją na wylot, a lewą rękę raniąc przed łokciem dwa razy. Upadłam. Jeden z banderowców chwycił mnie za skórę na plecach, tak jak się łapie kota, i tyle ile miał w garści odciął nożem, potem jeszcze dwa razy ugodził mnie nożem w łopatki i wrzucił w ogromny kopiec mrówek. Chyba straciłam przytomność, jak się ocknęłam był dzień, bardzo byłam obolała, a mrówki tak mnie pogryzły, że byłam bardzo opuchnięta a mrówki były w buzi, w nosie i w tych okropnych ranach. Wyczołgałam się z tego mrowiska, chciało mi się pić. Czołgając się zrywałam zielone jeszcze jagody i tak doczołgałam się do drogi i z przerażeniem zobaczyłam obdartego ze skóry, przywiązanego do drzewa człowieka, a to był mój Ojciec. Odrąbana, i leżąca obok głowa sąsiadki Wasylkowskiej pokryta była mrówkami."
relacja - Irena Gajowczyk, Hurby, gmina Buderarz - Wołyń (2 czerwca 1943)

"Byliśmy bardzo zziębnięci, zdrętwiali, zalani krwią. Lila wstała i pomogła wstać mnie. Widok, który naszym oczom ukazał się, był straszny. Nie do objęcia umysłem ludzkim, tym bardziej umysłem dziecięcym. Rodzice mieli głowy rozrąbane na pół. Mamy długi warkocz był odcięty. W głowie ojca pozostawiona siekiera (...) W kołysce najmłodsza Bogusia, w wieku 1,5 roku, uderzona była siekierą w czoło. Przez dłuższy czas była w konwulsjach, które miotały kołyską"
relacja - W.Kołodyński, 9.02.1943. Parośla, Wołyń

"W sierpniową ciepłą noc zwiad konny przyprowadził chłopaka, lat około 5, do namiotu sztabowego. Chłopaczek, w jednej koszulce, drżał jak liść osiki ze strachu. – Skąd go wzięliście – zapytałem? – Szedł prosto do naszego Zjednoczenia od strony Chinoczy. – Jak się nazywasz syneczku? – Stasio, prosę pana. – A nazwisko twoje? – Stasio. – A skąd ty jesteś? – Z domu. – A z jakiej wioski? – Z domu. – A po co tutaj przyszedłeś? – Tatuś mi powiedział, że w tej stronie są partyzanci polscy. – A kiedy ci mówił? – Dawno. – A gdzie jest tatuś? – Leży na podłodze, bo mu główkę odrąbali. – A kto odrąbał? – Ludzie siekierą. – A gdzie jest mama twoja? – Też leży, i Wanda leży, i Helunia leży, i Romek leży, wszyscy leżą. – A gdzie ty byłeś? – Ja leżałem pod łóżkiem."
relacja - ppłk Mikołaj Kunicki, Chinocze, pow. Sarny, Wołyń - sierpień 1943
Rozwiń
www.polonica.net
www.polonica.net (11 marca 2009 o 15:23) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
CO ZA PERFIDNY ZYDOWSKI GAD Z KALKSTEINA VEL KACZYNSKIEGO. JAKO PREZYDENT NIE WYJAKNAL ANI SLOWA POTEPIENIA W HUCIE PIENIACKIEJ PRZEMAWIAJAC OBOK POPLECZNIKA ,SPONSORA I ZWOLENNIKA UKRAINSKICH ZBRODNIARZY , JUSZCZENKI. Wiecej o Kaczynskich vek Kalksteinach i skrytej zydokomunie na www.polonica.net w dziale:Lista zydow-zydokracja w zniewalanej Polsce. www.polonica.net
Rozwiń
Bug
Bug (4 marca 2009 o 16:36) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Po co szukać morderców na Ukrainie jak mamy ich dość w kraju , biorą niezłe emerytury i żyje im się OK.
Rozwiń
koma
koma (4 marca 2009 o 16:08) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
"CZARNA KSIĘGA UKRAIŃSKIEGO LUDOBÓJSTWA"

Znaleziono niemowlę z rozdeptaną główką, rączkami i nóżkami wyrwanymi i rozczapierzonymi, z przypiętym napisem „polski orzeł (s.123)
Schwytanemu upowcy wydłubali oczy, obcięli język, ręce i nogi, a korpusem podparli drzwi (s. 136)
Dzieci były przywiązywane za rączki do drzewa i rozrywane (s. 183)
Siedmioletnią córeczkę porwali i nasadzili na pal (na oczach matki (s. 249)
Rozcięto jej brzuch w taki sposób, że widać było nienarodzone dziecko (s. 283)
Dzieci przybite do ziemi kołkami przez brzuch (s. 305)
Antoni Rudnicki cięty po kawałku piłą od stóp do głowy (s. 315)
Nauczyciela złapanego w lesie upowcy zamordowali przez wycięcie pępka i wyciągnięcie jelita, którym okręcono drzewo (s. 322)
Ojca i syna przybili gwoździami do podłogi (s. 335)
Paroletni synek został przybity do stołu za język. (s. 351)
Znaleziono jego zwłoki bez nóg i rąk, miał wyrwany język i wypalone oczy. (s. 367)
Ukraińcy obnosili po wsi zwłoki dzieci nabite na widły (s. 411)
Rozerwali końmi Felka Pawłowskiego (s. 432)
Genowefa, lat ok. 20, z której zdzierano skórę i solono. (s. 737)
Rozcięto mu klatkę piersiową i wyjęto pulsujące serce (s. 764)
Ukrainiec zakopał żywcem 3 dzieci (s. 942)
Mężczyznom poza obcinaniem kończyn i genitalii nacinano skórę u nasady szyi i zdzierano ją do pasa (s. 1158)
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (13)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!