środa, 22 listopada 2017 r.

Zamość

Nietypowe akcje strażaków. Jeżdżą nie tylko do pożarów

  Edytuj ten wpis
Dodano: 29 lipca 2010, 08:00

Pożary pożarami, wypadki wypadkami. Strażacy wzywani są również do innych zdarzeń: pomogą kotkowi zejść z drzewa, wyciągną krowę z szamba i lisa ze studni.

– Nie jeździmy na okrągło do zbłąkanych zwierząt, ale jak kot siedzi bez jedzenia i picia przez trzy dni na drzewie i boi się zejść, to trzeba mu pomóc – mówi Jacek Zwolak, rzecznik prasowy tomaszowskiej PSP.

Strażacy z Tomaszowa Lubelskiego pomagali też m.in. sarnom, bocianom, łabędziom.

– Na jednym z tomaszowskich punktów skupu przejeżdżając przez wagę koń włożył nogę w dziurę – wspomina Zwolak. – Niestety, trzeba go było uśpić.

Lis w studni, wąż w piaskownicy

Ich koledzy z Biłgoraja również pomagali schodzić kotom z drzew albo szukać mruczka w garażu. Ale nie tylko.

W marcu w jednym z mieszkań przy ul. Cegielnianej zatrzasnęło się 10-letnie dziecko. Przeciąg zrobił swoje. Trzeba mu było pomóc.

W maju pomogli ratownikom z pogotowia w przetransportowaniu do szpitala pacjenta o dużej masie ciała. Załoga karetki sama by nie dała rady.

W tym samym miesiącu przy ul. Cichej w studni utopił się kotek. Trzeba go było wyciągnąć, a później wypompować wodę.

Więcej szczęścia miał mruczek, który wpadł do głębokiej na 30 m studni w Goraju.

– Na miejsce zdarzenia przyjechała grupa wysokościowa z Lublina – wspomina Albert Kloc, rzecznik prasowy Komendy Powiatowej PSP w Biłgoraju.

Zwierzę przeżyło, ale wodę trzeba było wypompować. Podobnie wyglądała sytuacja z lisem, który wpadł do studni pod Łukową.

Po wyciagnięciu na powierzchnię, mokry chytrus uciekł do lasu, a strażacy – jak to zwykle robi się w takich przypadkach – zaczęli wypompowywać wodę ze studni.

Niedawno na jednym z biłgorajskich placów zabaw ktoś widział węża. Nie wiadomo, czy był jadowity.
Strażacy dokładnie przeszukali teren, ale na gada nie natrafili.

Pomogli też bocianom, którym w Andrzejówce gałąź uszkodziła gniazdo, w Osuchach i Lipowcu włożyli do gniazd bocianięta, które wypadły z nich podczas wichury.

Ważniaka czeka rehabilitacja

– Bocian biały ze złamanym skrzydłem błąka się w okolicach hrubieszowskiego osiedla Sławęcin, ale z uwagi na biurokratyczne podejście do interpretacji przepisów nikt nie chce mu pomóc – zaalarmował nas pod koniec czerwca Czytelnik, który zauważył boćka w okolicach mostu nieczynnej linii wąskotorowej.

Powiadomiliśmy o tym Regionalną Dyrekcje Ochrony Środowiska w Lublinie, która szybko zareagowała i poprosiła o pomoc w schwytaniu zwierzęcia druhów.

– Udało się, choć bocian znajdował się na podmokłym i trudno dostępnym terenie – mówi Piotr Sendecki, rzecznik prasowy Państwowej Straży Pożarnej w Hrubieszowie.

Po amputacji skrzydła Ważniak, bo tak go nazwali strażacy, wyruszył z zamojskiego zoo do ośrodka rehabilitacyjnego dla dzikich zwierząt w podlubelski Leonowie.

– Niestety, do końca życia będzie kaleką – powiedział nam Grzegorz Garbuz, dyrektor Ogrodu Zoologicznego w Zamościu.

Strażacy z Hrubieszowa byli wzywani też do łabędzi przymarzniętych do lodu. – Ale po podejściu do ptaków na zamarzniętej rzece, przymarznięte łabędzie... odleciały – przypomina sobie Sendecki.

Jeden z mieszkańców Hrubieszowa zgłosił, że jego mieszkaniu grozi zawalenie, bo podłoga trzeszczy.

Przybyli na miejsce druhowie zauważyli, że mężczyzna zajmował się znoszeniem do domu złomu. A że nazbierało się sporo żelastwa, poradzili, aby część składowiska wyniósł na zewnątrz, a wtedy podłoga przestanie trzeszczeć. Hrubieszowianin skorzystał z podpowiedzi i o godz. 4 w... nocy zadzwonił na telefon alarmowy, by podziękować za dobrą radę.

Spadochroniarz na drzewie

Trzy lata temu jeden ze skoczków Aeroklubu Ziemi Zamojskiej wylądował na drzewie w Mokrem, 20 metrów nad ziemią. Na szczęście pechowy spadochroniarz nie odniósł żadnych obrażeń.

Strażacy do akcji wykorzystywali 30-metrową drabinę mechaniczną. Działania trwały ponad godzinę.

W Chomęciskach Dużych koń wpadł do piwnicy budynku gospodarczego.

– Uratowanie zwierzęcia było poprzedzone odkopaniem ziemi przy fundamencie piwnicy, następnie przy użyciu pilarki do betonu i młotów wykonano otwór, przez który wyprowadzono zwierzę – opowiada Andrzej Szozda, rzecznik prasowy Komendy Miejskiej PSP w Zamościu.

Przy ul. Piłsudskiego w Zamościu strażacy uratowali gawrona, który zaplątał się w sznurki na drzewie na wysokości 10 metrów.

Na skutek nieodpowiedniego zabezpieczenia w Zawadzie krowa wpadła do szamba.

– Nasze działania polegały na wypompowaniu nieczystości przy użyciu pompy szlamowej, a następnie wykorzystując węże pożarnicze opasano zwierzę i przy pomocy prywatnej koparki wydobyto je z szamba – wspomina Szozda.

Krowa przeżyła. Przeżył też kot, który w Łabuniach Reformie wpadł do studni o głębokości ok. 40 metrów, w której nie było wody.

Z uwagi na zły stan techniczny studni, odstąpiono od wejścia ratownika, bo sam mógłby ucierpieć. Strażacy są jednak pomysłowi: spuścili na dół worek z przynętą (to był kawałek słoniny) i po kilku próbach udało się żywego kota wyciągnąć ze studni.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!