niedziela, 20 sierpnia 2017 r.

Zamość

Wilk na muszce

Dodano: 14 listopada 2006, 16:19

W lasach Zamojszczyzny za dużo wilków - biją na alarm myśliwi. Przekonują, że potrzebna jest redukcja drapieżników. Lada dzień wystąpią do Ministerstwa Środowiska o pozwolenie na ich odstrzał.

111 sztuk. Tyle wilków naliczono na terenie powiatów biłgorajskiego, hrubieszowskiego, tomaszowskiego i zamojskiego podczas ostatniej inwentaryzacji. - Drapieżniki przychodzą do nas z Ukrainy i Bieszczad, bo w naszych lasach są dobre stany dzikiej zwierzyny, głównie sarny i jelenia - mówi Dominik Wojtuch, zamojski łowczy okręgowy.
Dodaje, że tak duży stan drapieżników zagraża już nie tylko zwierzynie łownej, ale i hodowlanej. - Jeden wilk zjada w ciągu roku 70-80 saren, a trzeba pamiętać, że nie zawsze sama zwierzyna dziko żyjąca wystarczy na zaspokojenie jego wyżywienia.
Żyją w watahach. W ich menu dominują jelenie, dziki, sarny i łosie. Uzupełniającym pokarmem mogą być bobry i zające, a przede wszystkim padlina zdechłych zwierząt. Wilk objęty jest Konwencją Berneńską jako ściśle chroniony gatunek fauny. Znajduje się w Polskiej Czerwonej Księdze Zwierząt. Na jego redukcję potrzebna jest zgoda ministra środowiska. Myśliwi zamojskiego okręgu Polskiego Związku Łowieckiego zamierzają wystąpić o nią jeszcze w tym tygodniu. - Zezwolenia na odstrzały wydawane są tylko w uzasadnionych przypadkach, przede wszystkim w miejscach, gdzie wilki wyrządzają istotne straty w hodowli zwierząt gospodarskich - informuje Sławomir Mazurek, rzecznik Ministerstwa Środowiska.
Dominik Wojtuch podnosi, że drapieżniki pozwalają sobie na coraz więcej. Ubiegłej zimy w kniejach Zamojszczyzny zagryzły m.in. 6 psów, 15 jeleni, 77 sarn i 12 dzików. - Ale ile rozszarpanej przez wilki zwierzyny przysypał śnieg albo została zaciągnięta w niedostępne ostępy, nikt nie wie - twierdzi zamojski łowczy.
Minister środowiska wydaje co roku po kilka zezwoleń na odstrzał wilków, głównie na Podlasiu, Warmii i Mazurach oraz Mazowszu. Ostatnio zgodził się na redukcję czterech wilków na Podkarpaciu. - Wystarczy odstrzelić kilka sztuk, a resztę się porozgania - kręci wąsem łowczy Wojtuch. - Znane są przykłady, kiedy wystarczył odstrzał jednego wilka, by nie powtarzały się zagryzienia zwierząt gospodarskich - przyznaje rzecznik Ministerstwa Środowiska.
Trudno prorokować, z jakim skutkiem minister Jan Szyszko rozpatrzy wniosek naszych myśliwych.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!