Piłkarze Powiślaka powoli zacierają niekorzystne wrażenie jakie pozostawili po sobie w pierwszych dwóch meczach sezonu. Po porażkach z Janowianką Janów Lubelski i Victorią Żmudź podopieczni trenera Roberta Makarewicza wracają na właściwe tory.
Marek Wieczerzak
31.08.2014 20:49
Wygrali z Gromem Kąkolewnica 6:2, zremisowali trudny mecz z Lewartem Lubartów 1:1, a w sobotę pokonali 1:0 Omegę Stary Zamość.
Jedyną bramkę strzelił w tym spotkaniu Damian Kopeć, który w 14 min wykorzystał podanie Mateusza Kamoli. Gospodarze mieli jeszcze potem kilka innych okazji do podwyższenia wyniku, ale nie potrafili ich wykorzystać.
Najlepsze zmarnował Łukasz Giza. Doświadczony napastnik Powiślaka dwukrotnie w drugiej połowie przegrał pojedynki sam na sam z innym rutyniarzem Marcinem Mańką. Szanse na podwyższenie skromnego prowadzenia mieli również Kamola i Mateusz Próchniak.
Ostatecznie nic z tego nie wyszło i kibice w Końskowoli musieli zadowolić się tylko jednobramkowym zwycięstwem. – Ale jest ono w pełni zasłużone – podkreśla Robert Makarewicz, trener Powiślaka.
– Uważam, że od początku sezonu prezentujemy dobrą formę, zwłaszcza w ofensywie. Mieliśmy natomiast drobne problemy w defensywie, brakowało nam też szczęścia, stąd te porażki w pierwszych meczach.
Dla Omegi to druga z rzędu porażka. W poprzedniej kolejce drużyna trenera Dariusza Herbina również 0:1 uległa na swoim boisku Kryształowi Werbkowice.
– W Końskowoli przegraliśmy w podobny sposób – mówi Paweł Lewandowski, kierownik drużyny ze Starego Zamościa. – Powiślak niczym nas nie zaskoczył, nie przytłoczył grą, piłkarsko był nawet słabszy od nas. Przegraliśmy na własne życzenie, bo stwarzaliśmy sobie sytuacje, ale w decydującym momencie brakowało tego ostatniego podania czy też strzału na bramkę.
Powiślak Końskowola – Omega Stary Zamość 1:0 (1:0)
Żółte kartki: Leszczyński, Antoniak, Kopeć, Próchniak (P) – Sokoliński, Luan (O). Sędziował: Jacek Paskudzki (Biała Podlaska). Widzów: 200.Piłkarze Kryształu nie przestają zaskakiwać kibiców. Wczoraj wygrali swój czwarty mecz w tym sezonie, w tym drugi na własnym boisku. Dzięki temu pozostali na pierwszym miejscu w tabeli.
Spotkanie z zajmującym przedostatnią lokatę Ruchem Ryki od początku ułożyło się po myśli gospodarzy. Już w 6 min prowadzenie dla zespołu z Werbkowic uzyskał po stałym fragmencie gry Maciej Wojtowicz.
– Zaczęliśmy bardzo dobrze i potem już spokojnie kontrolowaliśmy sytuację na boisku – mówi Jacek Szczyrba, trener Kryształu.
– Ruch przyjechał do nas cofnięty i tak grał całe spotkanie. Goście dopiero w końcówce strzelili nam bramkę, kiedy mając wynik zaczęliśmy się niepotrzebnie bawić. Wcześniej mieliśmy sporo podbramkowych sytuacji, których nie wykorzystaliśmy, więc wynik mógł jeszcze wyższy – dodaje.
Czołowe role w zespole Kryształu znów odegrała młodzież. Dwie bramki zdobył 22-letni Aleksander Poterucha, a po jednej dorzucili 21-letni Wójtowicz i jego rówieśnik Stanisław Rybka. Ten ostatni wszedł na boisko z ławki rezerwowych, ale wystarczyło mu 30 minut żeby strzelić gola i przypieczętować wynik spotkania.
W Ruchu smutek, bo zespół trenera Pawła Wardy zanotował czwartą porażkę w sezonie i wciąż ma na koncie tylko punkt. – Byliśmy gorsi od Kryształu i przegraliśmy zasłużenie – przyznaje Ireneusz Szlendak, kierownik drużyny z Ryk.
– Na pewno po ostatnich wynikach nie jest wesoło, ale liczę, że wkrótce odbijemy sobie te niepowodzenia. Zawsze na początku sezonu nie idzie nam za dobrze, a później jest coraz lepiej.
Komentarze