Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama
DZIEŃ WSCHODZI

Piwo, telefon i chwila nieuwagi. Nad lubelskimi jeziorami co roku powtarza się ten sam dramat

– Boimy się wsiąść po alkoholu do samochodu, bo możemy stracić prawo jazdy. Nie boimy się wejść po alkoholu do wody, choć możemy stracić życie – mówi Robert Wawruch, prezes Rejonowego WOPR w Lublinie. Początek wakacji znów przyniósł utonięcia. Ratownicy nie mają wątpliwości – w większości tragedii zawodzi nie pogoda, lecz człowiek.
Kliknij aby odtworzyć

To był obrazek, który trudno wyrzucić z pamięci. Sobota, upał przekraczający 30 stopni, jedno z jezior w województwie lubelskim. Na plaży rodziny z dziećmi. Obok mężczyźni z puszkami piwa w dłoniach. Jedni po alkoholu wchodzili z dziećmi do wody, inni zasypiali na kocach, zostawiając najmłodszych bez opieki. 

Takie sceny widziałam w ubiegłą sobotę, gdy wraz ze znajomymi pierwszy raz w tym sezonie wybrałam się nad jezioro. Oni jeżdżą częściej i powiedzieli mi, że niestety, nie należą do rzadkości. A właśnie one często są początkiem tragedii.

Ratownik: To nie woda zabija. Zabijają nasze decyzje

Wakacje dopiero się rozpoczęły, a w województwie lubelskim już doszło do śmiertelnych utonięć. Zdaniem Roberta Wawrucha, prezesa Rejonowego WOPR w Lublinie, niemal za każdym takim przypadkiem stoi ludzki błąd.

W zasadzie w 100 procentach to jest wina człowieka. To nie jest tak, że przyszło coś nadprzyrodzonego i nas utopiło. Po prostu popełniliśmy szereg błędów, które skończyły się tragicznym wypadkiem – podkreśla prezes WOPR.

Alkohol? "Jedno piwo jeszcze nikomu nie zaszkodziło" to niebezpieczny mit

Najczęściej powtarzającym się błędem jest alkohol.

Zawsze powtarzam, że relacja z wodą i alkoholem powinna być taka sama jak z samochodem. Piłeś – nie jedź. Boimy się wsiąść do auta, bo stracimy prawo jazdy, a nie boimy się wejść do wody i stracić życia – mówi Robert Wawruch. Dodaje, że alkohol nie zabija natychmiast, ale bardzo często staje się ostatnim elementem prowadzącym do tragedii.

Ratownicy podkreślają, że po alkoholu pogarsza się ocena sytuacji, wydłuża czas reakcji i łatwiej przecenić własne możliwości.

Wybierz kąpielisko z ratownikiem. Statystyki są jednoznaczne

Zdaniem prezesa WOPR najprostszym sposobem na zwiększenie bezpieczeństwa jest wybór strzeżonego kąpieliska.

Statystyki mówią jasno – nie toną ludzie w miejscach strzeżonych przez ratowników WOPR. Nawet jeśli popełnimy błąd, jest jeszcze ktoś, kto może go naprawić – podkreśla.

Jeżeli jednak wybieramy dzikie kąpielisko, cała odpowiedzialność za bezpieczeństwo spoczywa wyłącznie na nas.

Rozgrzane ciało i zimna woda. To może skończyć się tragedią

Podczas upałów wiele osób wpada do jeziora niemal z rozpędu. To jeden z najczęstszych błędów.

Ratownik przypomina, że organizm powinien stopniowo przyzwyczaić się do niższej temperatury.

– Wchodzimy do wody powoli, polewamy klatkę piersiową, kark, twarz i głowę. Organizm musi mieć chwilę na przystosowanie się do chłodniejszego środowiska – tłumaczy.

Skok "na główkę"? Dno mogło się zmienić

Wawruch przestrzega również przed skakaniem z pomostów.

Przywołuje sytuację znad jednego z lubelskich jezior, gdzie grupa młodych ludzi wrzuciła w nocy do wody ciężką ławkę.

– Ktoś następnego dnia mógł skoczyć, przekonany, że dno wygląda tak samo jak rok wcześniej. Warunki w zbiornikach wodnych zmieniają się cały czas – ostrzega.

Najbardziej przerażający widok? Dzieci bez opieki

Ratownicy codziennie obserwują ten sam scenariusz.

Rodzice rozkładają koce, jedzą, rozmawiają, przeglądają telefony, rozwiązują krzyżówki. Dzieci w tym czasie znikają z pola widzenia.

– Na plaży ludzie zajmują się wszystkim, tylko nie pilnowaniem dzieci. Nad wodą nie spuszczamy dziecka z oczu. To permanentna kontrola. Nie ma sytuacji, kiedy nie wiemy, gdzie jest nasze dziecko – podkreśla Robert Wawruch.

Chcesz pomóc tonącemu? Nie podawaj mu ręki

Ratownicy ostrzegają także przed spontanicznymi próbami ratowania tonących.

Osoba walcząca o życie działa instynktownie i może wciągnąć pod wodę również swojego wybawcę.

– Nigdy nie podajemy tonącemu własnej ręki. Lepiej podać coś, co pływa – materac, koło czy inną zabawkę dmuchaną. To pozwala przerwać proces tonięcia i bezpieczniej wyciągnąć człowieka do brzegu – wyjaśnia prezes WOPR.

Jednocześnie zaznacza, że dmuchane materace czy flamingi nie służą do wypływania na środek jeziora.

– To są zabawki, a nie sprzęt pływający. Dają bardzo złudne poczucie bezpieczeństwa – ostrzega.

"Zabierajmy nad jezioro przede wszystkim głowę"

Na zakończenie Robert Wawruch zostawia prosty apel.

Wybierajmy kąpieliska strzeżone, wchodźmy do wody ostrożnie, pilnujmy dzieci, nie skaczmy z pomostów i przede wszystkim myślmy przed każdą decyzją. Najczęściej toniemy dlatego, że przeceniamy własne możliwości – podsumowuje.

Cała rozmowa z prezesem lubelskiego WOPR w programie Dzień Wschodzi.

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama