Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Podhorce: We wsi śmierdzi jak z gorzelni

Kilku rolników z Podhorzec ma dość wylewania wywaru na okoliczne pola. - To świetna pasza dla zwierząt i nawóz -zapewnia szefostwo Gorzelni w Leopoldowie. Sprawę badają inspektorzy ochrony środowiska i prokuratura.
- Śmierdzi w całej okolicy, przede wszystkim jednak następuje degradacja środowiska naturalnego - podnosi Jan Musolf, rolnik z Podhorzec pod Werbkowicami. - Dodatkowo niszczone są drogi dojazdowe do pól. Przy produkcji spirytusu w leopoldowskiej gorzelnia powstaje wywar. Odpad wykorzystywany jest jako pasza zwierząt (pod warunkiem, że do produkcji spirytusu użyto zboża), zgodnie z rozporządzeniem ministra środowiska można nim również użyźniać glebę. Kierownictwo zakładu podnosi, że na działalność związaną z rolniczym wykorzystaniem wywaru ma zgodę starosty hrubieszowskiego. Wywar może być wykorzystany na gruntach, gdzie poziom wód gruntowych jest niższy ni ż 1,5 metra. Firma opracowała dokumentację hydrogeologiczną z zaznaczonymi miejscami, gdzie odpad może być stosowany. Ale podczas kontroli inspektorzy ochrony środowiska stwierdzili, że beczkowozy pojawiają się w miejscach nieuwzględnionych w dokumentacji hydrogeologicznej. - Za nieprzestrzeganie warunków posiadanej decyzji zastosowane zostały sankcje karne - informuje Wiesław Orzeł, kierownik działu inspekcji delegatury Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska w Zamościu. - Zarządzeniem pokontrolnym zobowiązano gorzelnię do prowadzenia procesu odzysku wywaru w miejscach zgodnych z posiadaną dokumentacją. Dodaje, że trzeba znaleźć złoty środek. Temu służyło spotkanie w zamojskiej delegaturze WIOŚ, w którym udział wzięli szefowie zakładu, rolnicy oraz urzędnicy z Werbkowice i Trzeszczan. - Przedstawiciele gorzelni zapewnili, że zwiększą pojemność magazynową wywaru i opracują szczegółową instrukcję przekazywania wywaru na pola rolników - mówi Orzeł. - Jeżeli dalej będą występowałyby nieprawidłowości, wystąpimy do starostwa o cofniecie decyzji. Kierownik gorzelni podtrzymuje jednak złożone deklaracje, dziwi się przy tym zamieszaniu. - Bo trzeba zaznaczyć, że rolnicy zabijają się według wywar, pod bramą zakładu ustawiają się kolejki, tylko jednemu czy dwóm gospodarzom to przeszkadza - mówi Radosław Gmyrek. - Wywar wylewamy na pola według mapy hydrogeologicznej. Odstępstwa związane były z roztopami. Ciągnik z beczkowozem nie mógł dojechać na pole. Sprawę badają śledczy. - Prowadzimy postępowanie wyjaśniające w trybie administracyjnym - powiedział nam Artur Kubik, szef Prokuratury Rejonowej w Hrubieszowie.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama