Reklama
Dwaj młodzi ludzie przepadli bez śladu
Policjanci nie trafili na ślad Damiana Kucharskiego spod Zamościa, który przepadł 11 dni temu. Wciąż nie są znane losy studenta UMCS Marka Wojciechowskiego. Od jego zniknięcia mijają 4 tygodnie.
- 14.04.2009 15:23
- To najsmutniejsze urodziny, tych smutnych świąt wielkanocnych też nie pamiętam - mówi Agnieszka Pastuszka, siostra zaginionego.
Zaginięcie Damiana zgłosił policji 5 kwietnia ojciec. Chłopak nie wrócił z ogniska, na które wybrał się poprzedniego dnia z przyjaciółmi.
- Brat z domu by nie uciekł, zostawił zresztą wszystkie dokumenty - zapewnia pani Agnieszka. - Nigdy nie zdarzyło mu się znikać bez słowa na tak długo.
Wiadomo, że 4 kwietnia młodzież imprezowała przy ognisku w Sitańcu. W międzyczasie Damian wrócił jeszcze do domu po pieniądze i z powrotem pojechał do znajomych. Co się z nim dalej działo?
- Wiadomo, że o godz. 22.49 odebrał SMS-a, później prawdopodobnie rozładowała się bateria w jego telefonie komórkowym - mówi nadkomisarz Joanna Kopeć, rzecznik prasowy zamojskiej policji. - Uczestnicy ogniska twierdzą, że około północy chłopak oddalił się w nieznanym kierunku. Wiadomo, że był pod wpływem alkoholu.
Mundurowi prowadzą poszukiwania.
- Przeczesaliśmy łąki, zarośla, oczka wodne i opuszczone posesje w okolicach Sitańca, Wysokiego i Chyżej - relacjonuje nadkom. Kopeć. - Poszukiwania prowadzono także z powietrza, ale nie natrafiono na ślad zaginionego.
Gdy pies policyjny zgubił trop przy rzece Łabuńce, do akcji włączyli się strażacy.
- Spenetrowaliśmy koryto rzeki na dziewięciokilometrowym odcinku od zamojskiej oczyszczalni ścieków do mostu w Białobrzegach. Bez rezultatu - mówi st. kpt. Andrzej Szozda, rzecznik prasowy Komendy Miejskiej Państwowej Straży Pożarnej w Zamościu.
Mieszkańcy Wysokiego są wstrząśnięci. - To spokojny i grzeczny chłopak - mówi jeden gospodarzy. - Niedawno wrócił z Irlandii, chciał zapisać się na kurs prawa jazdy.
Co się stało z Damianem? - Nie można wykluczyć utonięcia, zabójstwa czy uprowadzenia, ale również świadomego zerwania kontaktu z rodziną - mówi rzecznik zamojskiej policji.
Nie wiadomo też, co dzieje się z zaginionym przed czterema tygodniami studentem UMCS Markiem Wojciechowskim. W nocy z 17 na 18 marca wyszedł z krewnym z klubu Archiwum przy ul. Radziszewskiego w Lublinie. Miał samotnie wrócić na stancję przy ul. Tymiankowej. Ale tam nie dotarł.
- Odpowiedzialny, związany z rodziną, na pewno nie zniknąłby bez słowa - mówią o nim znajomi.
Policja przyznaje, że poszukując studenta chwytała się już wszystkiego. Od ustalenia czy nie wyjechał za granicę, przeczesywania całych połaci Lublina, przeglądania monitoringu z kamer, aż po sprawdzanie każdej informacji.
Nawet jeśli pochodziła od jasnowidzów i wróżbitów. I wciąż nie ma żadnego śladu, który wskazywałby co się z nim stało. (DJ)
Reklama
Komentarze