Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Mirosław Jabłoński może zostać zwolniony z GKS Bogdanka

To jeszcze nie są burzowe chmury, ale już całkowite zachmurzenie. W Łęcznej zrobiło się duszno i zanosi się na zmianę pogody. Zespół prowadzony przez Mirosława Jabłońskiego zatracił umiejętność wygrywania. W czterech ostatnich meczach „zielono-czarni” doznali trzeciej porażki. A teraz jeszcze czeka ich wyjazd do Szczecina.
GKS Bogdanka na razie plasuje się w środku tabeli. Jednak jego pozycja wcale nie jest spokojna. Wystarczy w Wielką Sobotę przegrać na wyjeździe z Pogonią i kłopoty murowane. Nikt nie zamierza spadać. Nieciecza, która znajduje się w strefie zagrożenia, zagra u siebie z Górnikiem Polkowice, a ma tylko cztery punkty mniej. Mirosław Jabłoński chyba nie wie co ma robić. Po meczu z Flotą stwierdził, że jego piłkarze prowadzili grę. Co z tego wynikało? Nic. Dlatego zaczął nawet głośno zastanawiać się, czy nie zmienić obranego wcześniej kierunku i nie przestawić drużyny ze stylu radosnego, na grę defensywną i kontry. Jednak za chwilę przyznał, że sam nie ma do tego pewności. Zapytany, dlaczego tak późno decydował się na zmiany, odparł: Kogo miałem wpuścić? Na ławce nie było zawodnika, który mógłby odmienić losy meczu. Dodał, że ma problem z napastnikami, ale też wyznał, że zespół idzie w dobrym kierunku. Brakuje mu tylko dwóch, trzech ogniw, aby wszystko dobrze funkcjonowało. Jaki w tym sens? Nie widać żadnego. Podobnie jak w kompletowaniu ławki rezerwowych. Bo jeśli nie było na niej wartościowych piłkarzy, to po co tam w ogóle siedzieli?! Po udanym początku wiosny łęcznianie wyraźnie wyhamowali. W przeciwieństwie do Pogoni, która właśnie zaczyna się rozpędzać. „Portowcy” zamiast walczyć o ekstraklasę, muszą bronić się przed spadkiem. Jednak w rundzie rewanżowej powoli wychodzą z tarapatów. W tym roku jeszcze nie przegrali meczu. Zanotowali pięć remisów i odnieśli dwa zwycięstwa. Oba na wyjazdach, w tym w niedzielę z Wartą Poznań, w obecności 19 tys. widzów. Teraz szczecinianie będą chcieli przełamać się przed własną publiczności. Ich trenerem jest Artur Płatek, kiedyś pracujący w Łęcznej, więc również będzie chciał o sobie przypomnieć. W dodatku ze składu GKS wypadli Dawid Sołdecki i Radosław Bartoszewicz, którzy muszą pauzować za kartki. Poza tym kontuzji łydki nabawił się Danijel Bożkow. A raczej małym pocieszeniem jest powrót do kadry Tomasa Pesira, bo Czech jeszcze w tym sezonie nie strzelił ani jednej bramki. Mirosław Jabłoński wie, że jego stołek niebezpiecznie został rozchwiany. – Jeśli nie wygrywa się już któregoś meczu, to można spodziewać się pytania o pracę – przyznał. Zazwyczaj spokojny prezes klubu, również zaczął mieć duże obawy. – Mamy problem i musi się to zmienić – mówi Artur Kapelko. – Zastanowimy się głęboko nad każdą decyzją i wyciągniemy wnioski. W tej chwili jestem za granicą, ale wrócę za kilka dni i na pewno przed meczem w Szczecinie spotkam się ze sztabem szkoleniowym i zespołem.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama