Po kąpieli w jeziorze Rotcze dziecko trafiło do szpitala
Nudności, wymioty, biegunka. To efekt wypoczynku nad jeziorem Rotcze koło Urszulina. Inspektorzy sanepidu, którzy tam pojechali, złapali się za głowę.
- 11.07.2012 20:05

O sprawie poinformował nas pan Paweł, który nad jeziorem spędził z rodziną niedzielę. – W poniedziałek zawiozłem swojego 5-letniego syna na izbę przyjęć DSK w Lublinie. Wymiotował żółcią – opowiada. Dziecko dostało kilka kroplówek. Dopiero wczoraj wrócił do domu.
– Może zbagatelizowałbym to, ale z takimi samymi objawami w szpitalu pojawiły się kolejne dzieci. Okazało się, że one też kąpały się w tym jeziorze – dodaje. – Kilkoro dorosłych, z którymi rozmawiałem, miało lub ma te same objawy.
– Oprócz syna tego pana na oddziale alergologii mamy inne dziecko, które było w weekend nad tym jeziorem. Objawy podobne: biegunka i wymioty – potwierdza Agnieszka Osińska, rzecznik lubelskiego DSK. – Trudno jednoznacznie wskazać przyczynę. Dzieci przebywały dużo na słońcu. Nie wiadomo, co jadły. A także jak często i w jakiej wodzie myły ręce.
Właśnie do warunków higienicznych mieli najwięcej uwag inspektorzy sanepidu, których zaalarmował pan Paweł. We wtorek pojawili się nad Rotczem. – Na głównej plaży była jedna toaleta, w złym stanie i przepełniona – mówi Bożena Niewiarowska-Łobacz z sanepidu we Włodawie. – W pobliżu jest ośrodek wypoczynkowy, z ładnie utrzymanymi łazienkami, które udostępnia plażowiczom. Ale jedna publiczna toaleta na całe jezioro to zdecydowanie za mało.
Tym bardziej że toalet nie ma też przy działających tam punktach gastronomicznych. – Do stanu higienicznego obiektów, które były tam wcześniej, nie mieliśmy zastrzeżeń. Inaczej z przyczepami z jedzeniem, które pojawiły się niedawno – dodaje Niewiarowska-Łobacz. Jedną z nich sanepid kazał zamknąć natychmiast. Decyzja w sprawie drugiej jeszcze nie zapadła.
Inspektorzy pobrali z jeziora próbki wody do badań. Wyniki poprzednich, z początku lipca, pozwalały na kąpiel. Ale otoczenie jeziora, żeby można tam bezpiecznie wypoczywać, musi się zmienić. – Nie możemy dopuścić, żeby nadal było tam tak, jak teraz – zaznacza inspektor Niewiarowska-Łobacz.
Szefowa włodawskiego sanepidu już rozmawiała z osobą dzierżawiącą od gminy główną plażę. Dziś spotka się z nią wójt, który wczoraj został wezwany do sanepidu. – Jesteśmy umówieni z samego rana. Warunek jest taki, że dzierżawca ma udostępnić dwie dodatkowe toalety z podłączeniem do kanalizacji i dostępem do bieżącej wody – zapowiada wójt Tomasz Antoniuk.
– Zobowiązał się, że zrobi to do końca tygodnia – dodaje Niewiarowska-Łobacz.
Reklama













Komentarze