Jak konkurs na dyrektora szkoły, to ustawiony?
Dziś konkurs na dyrektora szkoły w Chodlu. Wójt ma obawy, że członkowie komisji będą stronniczy.
- 05.08.2012 21:36
Dlatego pod koniec ub. tygodnia udał się w tej sprawie do kuratorium i wojewody. – Zwróciła się do mnie grupa rodziców, których dzieci uczęszczają do Zespołu Szkół w Chodlu, zaniepokojonych organizacją konkursu na dyrektora tejże placówki – napisał do kuratora wójt gminy Jan Majewski.
– Rodzice twierdzą – pisze Majewski – iż komisja konkursu powołana zarządzeniem starosty powiatu opolskiego, składa się w części z osób, które powołane zostały tylko po to, aby zagwarantować ponowny wybór jej dotychczasowemu dyrektorowi, p. Januszowi Kobiałce.
A tego nie chcą. – Rodzice sądzili, iż w wyniku konkursu jest szansa na powołanie dyrektora, który w przeciwieństwie do obecnego będzie dbał o wysoki poziom nauczania w szkole – wskazuje wójt. – Ponowny wybór na dyrektora p. Janusza Kobiałki spowoduje, zdaniem rodziców, dalsze pogorszenie się poziomu nauczania, a w perspektywie doprowadzi do likwidacji szkoły.
Wcześniej w tej samej sprawie oficjalne stanowisko przyjęła Rada Gminy Chodel, która \"wyraziła dezaprobatę” wobec powołania w skład komisji konkursowej osób, które nie gwarantują obiektywnej oceny kandydatów.
– Zdaniem Rady Gminy trzy osoby ze składu (9-osobowej – red.) komisji konkursowej, to osoby związane towarzysko z obecnym dyrektorem ZS w Chodlu, względnie od niego zależne, bądź zależne od organizatora konkursu – czytamy dalej w przyjętym stanowisku.
Jeden z trzech wskazanych członków komisji jest podległy dyrektorowi szkoły w Chodlu, a jego żona pracuje w starostwie. Druga osoba ma być bliską znajomą dyrektora i jego żony. Trzecia pracuje w lic eum w Opolu, które podlega staroście.
Tyle, że tę ostatnią delegowała do komisji oświatowa \"Solidarność” (w komisji będzie dwóch przedstawicieli związków).
– Jeśli tak będziemy podchodzili do każdego konkursu, dojdziemy do jakiegoś absurdu – komentuje Teresa Misiuk, szefowa oświatowej \"S” w naszym regionie. – Bo np. w Lublinie, gdzie wszystkie szkoły podlegają miastu albo starostwu, nie miałabym ani jednej osoby, którą mogłabym delegować do komisji. Wszystkie pracują w szkołach.
Starostwo obawami rodziców, radnych i wójta jest zdziwione. – To jakaś bardzo mroczna teoria dziejów – ocenia Janusz Gąsior, wicestarosta opolski. – Jedna z tych wskazanych osób została powołana przez związek zawodowy, a jedna przez samą Radę Rodziców, na co nie mamy wpływu. Oczywiście mamy w komisji swoich przedstawicieli, ale tylko trzech, zgodnie z prawem. Nie wskazywaliśmy im, na kogo mają głosować.
W Płouszowicach wójt gminy Jastków konsekwentnie nie chce powołać osoby, która wygrała konkurs, bo twierdzi, że ta nie ma odpowiednich uprawnień, choć kuratorium i ministerstwo edukacji uważa, że ma. Z kolei w Zespole Szkół Niemcach konkurs powtórzono. W pierwszym wygrała jedna z nauczycielek, w drugim – dotychczasowa dyrektorka, uważana za faworytkę starosty lubelskiego, który oba konkursy ogłosił.
Reklama













Komentarze