Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

45 lat z krzyżówkami i szaradami. Pan Andrzej sam je tworzy

Pierwszą krzyżówkę próbował rozwiązać, kiedy miał 12 lat. Spędził nad nią rok. Trzynaście lat później inni głowili się nad jego szaradami
45 lat z krzyżówkami i szaradami. Pan Andrzej sam je tworzy

Stolica Bangladeszu?

- Proste. Dhaka. Niech się pan nie trudzi. Znam wszystkie, tak samo jak rzeki, sentencje czy przysłowia. Przez 45 lat - od kiedy zajmuję się krzyżówkami - to siłą rzeczy musiałem się tego nauczyć.

Wyższa szkoła

Andrzej Lipski z Lublina zainteresował się krzyżówkami przypadkowo. W domu raczej nikt nie rozwiązywał rebusów czy szarad. Z pierwszymi szaradami miał kłopot, bo nie wiedział jak się za nie zabrać. Nie było objaśnienia, wskazówek. Męczył się dosyć długo, aż dopiął swego. Rozwiązał.

- W latach 70. ukazywał się Kalendarz Szaradzisty - wspomina Andrzej Lipski. - Tam były najlepsze i najtrudniejsze szarady. Wyższa szkoła jazdy. Najbardziej fascynowały mnie rebusy. A autorem, który sprawił, że nad jednym z nich myślałem przez 3 lata był nieżyjący już lekarz z zawodu, Stanisław Kaszubski. Był to rebus kołowy. Taki, w którym trzeba samemu odgadnąć początek. Do dziś pamiętam rozwiązanie: „Garb ogranicza wady stangreta”. A na rysunku była jedynie Greta Garbo, jakaś gra, nic, czyli puste miejsce i to, nad czym przez te lata myślałem: walizka z rozrzuconymi rzeczami. I te właśnie rozrzucone rzeczy były kluczowe w tym rebusie. Autor miał na myśli „zawady”, czyli coś, co przeszkadza, zawadza.

Szkarłupnie

Inny rebus, który „dał w kość” panu Andrzejowi - tego samego autora - zawierał dodatkowe utrudnienie: w odgadniętym wyrazie można było zmieniać niektóre litery. A tymi wyrazami było: pręt, koło, buziaka, szafa, kar i szkarłupnie. Chodziło o hasło „Prędko łobuziaka szafarz kar łupnie”. - O ile w wielu krzyżówkach hasła się powtarzają, to rebusy wymagają wiele inwencji i pomysłowości - wyjaśnia Lipski.
Jako młody, początkujący szaradzista brał udział w wielu spotkaniach redakcyjnych. Bywali na nich znani i cenieni szaradziści. Pan Andrzej godzinami przysłuchiwał się ich rozmowom, w których dominowała gra słów, jakieś zagadkowe wtrącenia, coś, co każdemu krzyżówkowiczowi sprawia ogromną frajdę.

- Kiedyś na takim spotkaniu natknąłem się na nieżyjącego już szaradzistę, który był legendą w tej branży - wspomina pan Andrzej. - Wiedziałem, że ostatnio brał udział w turnieju szaradziarskim, dlatego zagadałem go: - Jak tam turnieje, panie Stanisławie? Zatrzymał się, podszedł blisko do mnie i szepnął mi na ucho: - Tur nie je od wczoraj.

Zapusty portfel

Samo ułożenie krzyżówki - dla kogoś, kto się tym na co dzień zajmuje - nie jest niczym trudnym. Wystarczy dostęp do Internetu albo specjalny program, który odnajdzie dla nas wyrazy zaczynające się np. od litery „b”, trzecia „k” i ostatnie „c”. W dowolnej konfiguracji, o dowolnej tematyce. Najłatwiejsze do ułożenia są wszelkiego rodzaju krzyżówki panoramiczne. - Do nich nawet nie zaglądam, bo znam wszystkie, albo prawie wszystkie hasła - mówi Andrzej Lipski.

On sam rozwiązuje - poza rebusami - dwa rodzaje krzyżówek: z przymrużeniem oka i Hocki-klocki. I przyznaje, że z niektórymi ma spory problem. - Te pierwsze wymagają nie tyle wiedzy encyklopedycznej, ile nietuzinkowego sposobu myślenia - wyjaśnia. - Weźmy takie hasło „portfel przed wypłatą” albo „bezrybie”. Trzeba nieźle kombinować, żeby z tego portfela zrobić „zapusty”, a w drugim żeby wyszła „anilina”. Hocki-klocki też dają nieźle popalić, bo oprócz tego, że są z przymrużeniem oka, to trzeba także wiedzieć np. jak się nazywa znana piosenkarka z Nowej Zelandii. Trudniejsze krzyżówki wymagają też większego nakładu pracy. O ile prostą panoramiczną można mieć w kilka minut, to te „z przymrużeniem oka” wymagają czasem i tygodnia pracy.

Hasła

Największe zapotrzebowanie na tego typu wydawnictwa było w latach 70. i 80. Prym wiodły trzy tytuły: Rozrywka, Szaradzista i Krzyżówka. Z kiosków znikały w takim tempie, że dzisiejsi wydawcy nie musieliby martwić się o słupki sprzedażowe przy kilkusettysięcznych nakładach; a takie miały właśnie krzyżówki.

- Oczywiście były wówczas hasła, których na Mysiej (w Warszawie przy tej ulicy mieściła się w czasach PRL tzw. cenzura - przyp. aut.) pilnowano, by nie trafiły do druku. W latach 80. hasło w krzyżówce np. Wałęsa czy Solidarność było nie do pomyślenia - mówi Andrzej Lipski. - Podobnie jak Hitler, Stalin czy Mussolini.

I podkreśla, że krzyżówki sprzed kilkudziesięciu lat sprawiały o wiele większe trudności przy rozwiązywaniu z dwóch powodów: były po prostu trudniejsze i po drugie: nie było wówczas Internetu. Hasła odnajdywano w encyklopediach i leksykonach. Wymagało to większego zaangażowania i wysiłku. Dopiero konkurencja na rynku sprawiła, że wydawcy starali się co jakiś czas uatrakcyjnić swoje krzyżówki, wprowadzając nowe formy, jak chociażby słynną Jolkę, która po raz pierwszy ukazała się w 1977 roku.

Jolka i Baśka

Nazwa pochodzi stąd, że jej autorka - Maria Zagórska z redakcji Rozrywki - właśnie tak się podpisywała.
- Na początku te krzyżówki nie chwyciły - wspomina nasz rozmówca. - Powstała Baśka; odmiana Jolki, w której ujawnione były samogłoski.

Wielu krzyżówkowiczów uważa, że sięganie do Internetu, żeby znaleźć hasło to zbytnie ułatwienie. Według nich, rozwiązanie bez jakiejkolwiek pomocy jest bardziej wartościowe. - Ja sam często sięgam do Internetu - mówi pan Andrzej. - Nikt nie jest w stanie wszystkiego zapamiętać. A takie surfowanie w sieci pogłębia wiedzę. Nie widzę w tym nic zdrożnego.

I sam zachęca do rozwiązywania: - Warto od czasu do czasu podsunąć dziecku jakąś krzyżówkę czy rebus - przekonuje. - To nie tylko ćwiczenie umysłu, to także nauka. A odgadnięcie rozwiązania daje naprawdę wiele frajdy. Niedawno panie z biblioteki na Bazylianówce poprosiły mnie o ułożenie pewnych zagadek dla dzieci. Przez godzinę miały naprawdę fajną zabawę.

Zdrobnień nie dopuszczamy

Polscy szaradziści to ścisła światowa czołówka. Stworzyli blisko 50 rodzajów krzyżówek, kilkanaście rodzajów rebusów i ponad 10 szarad.

- Jak jestem za granicą, to sięgam po tamtejsze krzyżówki czy rebusy - mówi pan Andrzej. - Uważam, że trzymamy poziom. W USA w krzyżówkach dopuszczalne są np. zdrobnienia bądź przymiotniki. My, zwłaszcza starsi szaradziści, takich form nie dopuszczamy. Ułożenie krzyżówki czy rebusu - o ile nie jest robione przez komputer - jest pracą twórczą. Nie sztuką jest ułożenie banalnych haseł. Każdy z nas dąży poszukuje coraz ciekawszych form, bardziej oryginalnych. Nie jest to łatwe, bo przecież słownik ma swoją ograniczoność.

Z Lublina - oprócz Andrzeja Lipskiego - pochodzi jeszcze kilku innych szaradzistów. Wśród nich m.in. Stanisław Krusiński, Arkadiusz Dybała czy nieżyjący już Bohdan Pieńkowski, który układał jeszcze rebusy w wieku 93 lat.

Da się wyżyć z krzyżówek?

- Teraz nie. Większość z nas traktuje to jako dodatkowe źródło zarobku. I dodam jeszcze jedną rzecz: umiejętności szaradziarskich nie da się nauczyć; to trzeba mieć we krwi.


Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama