Najbardziej zainteresowani zakończeniem procesu są poszkodowani przez Wojciecha W. To jego dwaj dawni koledzy. Prawnik pożyczył od nich w sumie ok. 200 tys. zł. Pieniądze miały być przeznaczone na spłatę jego zobowiązań lub rozwój wspólnych interesów. Panowie spisywali umowy. Adwokat obiecywał zwrot każdej złotówki. Jak wynika z akt sprawy, jego koledzy nie odzyskali ani grosza.
Śledczy oskarżyli Wojciecha W. o wyłudzenie. W 2014 r. sprawa trafiła do Sądu Rejonowego Lublin-Zachód. Adwokat bronił się jednak przed rozpoczęciem procesu. Dostarczał zwolnienia lekarskie. W lutym 2015 r. pojawił się w sądzie, ale zaledwie na kilka minut. Wojciech W. poinformował sąd, że dzień wcześniej wybrał sobie obrońcę. Ten nie miał więc czasu na zapoznanie się z aktami. Rozprawę odroczono do marca. Wtedy jednak obrońca Wojciecha W. poprosił o zmianę sędzi prowadzącej postępowanie.
Wniosek okazał się skuteczny, bo sędzia Danuta Zarek-Ligęza rozpatrywała wcześniej zażalenie dotyczące śledztwa w sprawie Wojciecha W. Rozstrzygnięcie było dla niego niepomyślne. Opierało się na tych samych dowodach, co przedstawione w procesie. Taka sytuacja to podstawa do wyłączenia sędziego.
Sprawa Wojciecha W. wróciła na wokandę po paru miesiącach. Jej rozstrzygnięcie powierzono sędzi Marcelinie Kasprowicz. Wojciech W. przyznał przed sądem, że pożyczał pieniądze od kolegów. Zapewnił jednak, że nadal chce je oddać. Zaproponował mediacje i ugodę z dawnymi kolegami. Ci zgodzili się na to, choć niechętnie. Przez trzy kolejne miesiące nie doszli jednak do kompromisu z Wojciechem W. Prawnik nie oddał im długu.
Właściwy proces Wojciecha W. rozpoczął się dopiero w ubiegłym roku. Sędzia Kasprowicz została jednak oddelegowana do Sądu Okręgowego w Lublinie. Sprawę przejęła więc sędzia Marta Marczewska. Na ostatni poniedziałek zaplanowano kolejną rozprawę. Okazało się jednak, że całe postępowanie trzeba powtórzyć. Sędzia Marczewska przechodzi bowiem w stan spoczynku. Do sprawy adwokata nie przydzielono jeszcze nowego sędziego.
Wojciech W. pochodzi ze znanej w Lublinie rodziny prawniczej. Nie będzie już jednak mógł występować w adwokackiej todze. Wszystko przez skargi wpływające do korporacyjnego samorządu. Wynika z nich, że prawnik nie wywiązywał się ze zobowiązań wobec klientów. Brał też pieniądze za czynności, których nie wykonał. Nie płacił również rachunków za media i wynajem lokali. Wojciech W. został w 2014 r. zawieszony w wykonywaniu obowiązków. Później sąd dyscyplinarny wyrzucił go z adwokatury. Prawnik składał odwołania, a wreszcie skargę kasacyjną. Jak informuje biuro prasowe Sądu Najwyższego – z końcem stycznia skarga została oddalona. Tym samym Wojciech W. ostatecznie pożegnał się z adwokaturą.
Najbardziej zainteresowani zakończeniem procesu są poszkodowani przez Wojciecha W. To jego dwaj dawni koledzy. Prawnik pożyczył od nich w sumie ok. 200 tys. zł. Pieniądze miały być przeznaczone na spłatę jego zobowiązań lub rozwój wspólnych interesów. Panowie spisywali umowy. Adwokat obiecywał zwrot każdej złotówki. Jak wynika z akt sprawy, jego koledzy nie odzyskali ani grosza.


Komentarze