Pani Katarzyna woli zachować anonimowość, więc nie używamy jej prawdziwego imienia. Skontaktowała się z nami, żeby opowiedzieć o sytuacji, której doświadczyła w niedzielę 12 lipca. Wraz z czteroletnim synem między 17:41 a 19:35 podróżowała pociągiem o nazwie Bystrzyca z Warszawy do Lublina. Mieli wykupione miejsca w wagonie 13, w przedziale dla rodziców z dziećmi.
- Gdy minęliśmy stację Warszawa Wschodnia, poszłam z synem do toalety. Zostawialiśmy pusty przedział. Po kilku minutach wróciliśmy i był już pełen ludzi. Nasze miejsca zostały zajęte. Żeby nie robić zamieszania, usiedliśmy na dwóch wolnych. Nie przyglądałam się innym pasażerom. To była nasza pierwsza podróż pociągiem. Zajęłam się opowiadaniem synowi, co widzimy za oknem. W pewnym momencie zaproponowałam mu przekąskę. Kątem oka spostrzegłam, że naprzeciwko nas również siedzi dziecko. Spytałam więc, czy też chciałby się poczęstować. I dopiero wtedy bliżej mu się przyjrzałam: czerwone plamki na twarzy, bąble. Jego matka powiedziała mi, że syn zachorował, że to bardzo zaraźliwa ospa. Poradziła, żeby lepiej się ewakuować, bo moje dziecko na pewno się zakazi. Po trzydziestu sekundach już nas nie było w przedziale - opowiada pani Katarzyna.
Co mi zrobisz?
Mieszkanka Lublina relacjonuje, że znalazła miejsca siedzące w innym wagonie, usadziła na nich syna i wróciła po bagaże do przedziału z chorym na ospę wietrzną dzieckiem.
- Była już tam konduktorka. Ktoś musiał zwrócić jej uwagę. Tłumaczyła ojcu tego chorego dziecka powagę sytuacji. Dziwiła się, jak mógł pozwolić na to, żeby jego synek z tak zakaźną chorobą wszedł do pociągu. Przecież narażali tym resztę pasażerów. Ojciec odparował, że pretensje konduktorka powinna mieć przede wszystkim do pani w kasie PKP, która sprzedała im bilet, choć ponoć widziała, w jakim stanie jest dziecko. Mówił, że wracają znad morza. I pytał: „Jak inaczej mielibyśmy przedostać się do Lublina” - mówi pani Katarzyna.
Wtrąciła się do rozmowy między konduktorką a ojcem chorego dziecka.
- Powiedziałam, że nie rozumiem, dlaczego ja mam szukać miejsca siedzącego po całym pociągu z własnym dzieckiem, choć wykupiłam miejscówki, albo stać z nim na korytarzu, bo oni podjęli tak nierozsądną decyzję o podróży z synem w takim stanie. Matka tamtego dziecka oburzyła się, że w ogóle śmiałam się odezwać. Ojciec zaczął zachowywać się agresywnie. Awanturować się, że on sobie nie życzy, żebym mówiła do niego takim tonem, bo wszystko robi zgodnie z prawem. I żebym pretensje zgłaszała do PKP, a nie do niego. Zapytałam, czy jak miałby HIV, to też sypiałby, z kim popadnie, wiedząc, że może zakażać? Odpowiedział, że jestem psychicznie chora, że nic mu nie zrobię. Stanął jak do bójki ze słowami: „No, co mi zrobisz?”. Żona go uspokajała. Przekonywałam, że powinni załatwić dziecku bezpieczny transport wynajętym autem, taksówką, przedłużyć pobyt, jakkolwiek uniknąć tej sytuacji. A ten tylko krzyknął, że chyba jestem chora i zaczął się śmiać, że sama mam dziecko pod opieką, a wchodzę z nim w konfrontację. Inni pasażerowie komentowali jego zachowanie słowami: „Nieodpowiedzialny pan jest”. Wszyscy opuścili przedział. Musieli stać na korytarzu. Konduktorka załatwiła nam miejsca na końcu pociągu w wagonie rezerwowym. Tamta rodzina nie została wyproszona. Policji nie wzywałam - wspomina kobieta.

Nie odpuszczę tej rodzinie
- Konduktorka rozmawiała przy mnie z matką tego chorego dziecka. I ona wprost przyznała, że jest to trzeci dzień od wystąpienia krostek. Lekarz powiedział jej, że to skrajnie zaraźliwy etap, dlatego też mnie ostrzegała. Zrobiła to jednak, kiedy już kilka minut siedziała z nami ze swoim dzieckiem na kilku metrach kwadratowych, a nie przed wejściem do przedziału. Już nie wspominając o tym, że zalecenia lekarzy nie bez powodu są takie, żeby z ospą wietrzną siedzieć w domu, nie rozprzestrzeniać celowo i świadomie choroby, która ma tak wysoką zakaźność i jest potencjalnie groźna dla starszych czy osłabionych osób. Oburzyło mnie, że ci rodzice nawet nie otworzyli okna w przedziale, a ich chore dziecko nie miało maseczki. Usiedli zresztą nie na swoim miejscu, przekładając cudze rzeczy z fotele na fotel, bez pytania. Po wyjściu z pociągu widziałam ich na peronie. Stali w środku tłumu ludzi oczekujących na wejście na schody podziemne. I nawet się nie odsunęli - mówi pani Katarzyna.
Zdenerwowana tą sytuacją powiadomiła o wszystkim Państwową Inspekcję Sanitarną. W sanepidzie usłyszała, że w przypadku zachorowania na ospę wietrzną nie ma obowiązku izolowania osoby chorej, więc trzeba się szczepić, żeby chronić się przed „brakiem odpowiedzialności innych ludzi”.
Mieszkanka Lublina szuka innych świadków wydarzeń z pociągu linii Warszawa-Lublin i zamierza zgłosić sprawę na policję. Uważa, że rodzice chorego na ospę wietrzną dziecka narażali innych pasażerów na niebezpieczeństwo i powinni ponieść tego konsekwencje.
- Myślę nad pozwem zbiorowym. Jeśli okaże się, że zachoruje moje dziecko, zachoruję ja i będą powikłania, nie odpuszczę tej rodzinie. Uważam, że każdy, kto wsiada do pociągu, powinien liczyć się z konsekwencjami finansowymi. Ostatecznie to na ludzi zawsze działa - zapowiada kobieta.
Odpowiedzialność za ospę wietrzną
Ospa wietrzna jest powszechnie postrzegana jako „choroba wieku dziecięcego”. Bywa bagatelizowana, ale to jedna z najbardziej zakaźnych chorób wirusowych występujących u ludzi. Wywołuje ją wirus ospy wietrznej i półpaśca. Do zakażenia dochodzi głównie drogą kropelkową i poprzez kontakt z zawartością pęcherzyków skórnych. Osoba chora staje się zakaźna jeszcze przed pojawieniem się charakterystycznej wysypki. I pozostaje zakaźna do momentu, aż wszystkie pęcherzyki pokryją się strupami. Największa zakaźność przypada na pierwsze dni od wystąpienia wysypki. To właśnie dlatego lekarze zalecają chorym pozostanie w domu i unikanie kontaktu z innymi do czasu zakończenia okresu zakaźności.
Wirus ospy wietrznej wyjątkowo łatwo rozprzestrzenia się bowiem w zamkniętych pomieszczeniach. Lekarze powtarzają, że wystarczy przebywać w jednym pomieszczeniu z osobą zakaźną, żeby jako osoba nieuodporniona znaleźć się w grupie wysokiego ryzyka zakażenia. W takich warunkach jak przedział kolejowy ryzyko transmisji wirusa obiektywnie jest duże. A choć u większości zdrowych dzieci ospa przebiega łagodnie, w niektórych przypadkach powikłania mogą obejmować bakteryjne nadkażenia skóry, zapalenie płuc, zapalenie mózgu, zaburzenia neurologiczne. Znacznie cięższy przebieg obserwuje się u dorosłych: kobiet w ciąży, noworodków, osób z obniżoną odpornością. Dla tych grup zakażenie może stanowić poważne zagrożenie dla zdrowia czy nawet życia.
Jednocześnie obowiązujące przepisy nie przewidują automatycznego zakazu podróżowania osobom chorym na ospę wietrzną. Oznacza to, że w wielu przypadkach ocena takiego zachowania pozostaje przede wszystkim kwestią odpowiedzialności i rozsądku samych podróżnych. Eksperci od lat podkreślają natomiast, że najskuteczniejszą metodą zapobiegania ospie wietrznej pozostają szczepienia ochronne i izolowanie osób zakaźnych do zakończenia okresu zakaźności. Ma to chronić nie tylko najbliższe otoczenie chorego, ale również przypadkowe osoby, które nie mają możliwości świadomego uniknięcia kontaktu z wirusem. Na przykład współpasażerów transportu publicznego.

Komentarze