- W trakcie mojej kariery próbowałem nie skupiać się na wypadkach. Ale gdy tylko się przytrafiały, ludzie doznawali kontuzji, a nawet ginęli. Wtedy jest jasne, że siedzi ci to trochę z tyłu głowy. Jednak próbujesz o tym nie myśleć po założeniu kasku – powiedział w rozmowie ze szwedzkim SVT Sport.
Jonsson trafił do Lublina w ubiegłym sezonie, kiedy klub startował jeszcze w Nice 1. Lidze Żużlowej. Z miejsca stał się liderem zespołu i najlepszym jeźdźcem w całej lidze – mógł się pochwalić średnią biegową na poziomie 2.389 pkt.
Kolejne rozgrywki w żółto-biało-niebieskich barwach, w PGE Ekstralidze, były dla niego kompletnie nieudane. „AJ” już w pierwszym meczu z MRGARDEN GKM Grudziądz uczestniczył w wypadku, który wykluczył go z jazdy na kilka tygodni. Tak na dobrą sprawę, to do końca sezonu nie wrócił do pełni formy. Najlepszy w jego wykonaniu był piątkowy rewanżowy mecz z grudziądzanami, w którym zdobył 9 punktów.
- Przez cały sezon walczyłem z bólem szyi, pleców i ramion – przyznaje Szwed cytowany przez SVT Sport.
Największym osiągnięciem w karierze byłego już zawodnika lubelskiego Motoru było indywidualne wicemistrzostwo świata z 2011 roku. Razem z reprezentacją stawał też 11 razy na podium Drużynowych Mistrzostw Świata – trzykrotnie zdobył złoto, dwukrotnie srebro, a sześciokrotnie brąz.

















Komentarze