Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama
Rozmowa

Piszemy mózgiem – jakie tajemnice skrywa pismo?

Fałszywe podpisy na umowach, wyłudzone kredyty, dokumenty zmieniające ludzkie życie – to codzienność biegłych grafologów. Ale pismo jest także zapisem naszych emocji, kondycji psychicznej i zmian zachodzących w organizmie. „Piszemy mózgiem” – mówi Magdalena Deuar-Partyka z Lubelskiego Centrum Grafologii i Rozwoju InScripto.
Piszemy mózgiem – jakie tajemnice skrywa pismo?
Magdalena Deuar-Partyka – grafolog, biegły sądowy, założycielka Lubelskiego Centrum Grafologii i Rozwoju InScripto, autorka książki "Pismo jak odcisk"

Autor: DW

Wiedziałam, że istnieje taki zawód jak grafolog, ale nigdy głębiej się nad tym nie zastanawiałam. Dużo jest takich osób u nas, w Lublinie i na Lubelszczyźnie?

Nie wiem statystycznie, ale w Lublinie mamy bardzo znaną osobę – panią Barbarę Gawdę. Jeśli dobrze pamiętam, jest psychologiem i wykłada psychologię na UMCS-ie. Jest również grafologiem i prowadziła wiele badań z zakresu grafologii. Ma liczne publikacje, sama mam jej książkę „Grafizm jako forma ekspresji”. Akurat ta publikacja nie dotyczy psychografologii, czyli tworzenia profilu psychologicznego na podstawie pisma. Pani Barbara zajmuje się przede wszystkim grafologią sądową, czyli badaniem autentyczności podpisów. Tam jest zdecydowanie więcej matematyki i statystyki. Jeśli chodzi o Lublin, to jest to zdecydowanie jedno z najważniejszych nazwisk w tej dziedzinie.

Domyślam się, że w Polsce to dość niszowy zawód.

Jakiś czas temu szukałam konkretnych danych i znalazłam zestawienie z ubiegłego roku. Wynikało z niego, że na listach biegłych sądowych z szeroko rozumianej grafologii, czyli obejmującej zarówno badanie autentyczności podpisów, jak i psychografologię, figuruje 717 ekspertów.

Jest jednak pewien haczyk, bo ta liczba jest zawyżona. Niektóre nazwiska pojawiają się kilka razy. Ja sama jestem biegłą w trzech województwach, więc moje nazwisko figuruje na trzech listach. Gdyby usunąć takie powtórzenia, ta liczba byłaby zdecydowanie mniejsza. Tych ekspertów naprawdę nie jest wielu. To wciąż bardzo niszowa dziedzina. Ale Polacy podrabiają dokumenty, więc taka specjalizacja jest potrzebna.

Żeby zostać grafologiem, trzeba ukończyć specjalistyczne studia? Wspominała pani o psychologii, więc domyślam się, że te dziedziny trochę się zazębiają.

Ja uważam, że psychologia przydaje się właściwie w każdej dziedzinie życia. Sama ją studiowałam. Natomiast kiedy zaczynałam uczyć się grafologii – a było to jeszcze w trzeciej klasie liceum – bardzo się zdziwiłam, że nie istnieje taki kierunek studiów.

Kończyłam wtedy liceum i pomyślałam, że skoro chcę zostać grafologiem, to po prostu znajdę odpowiednie studia. Okazało się jednak, że w Polsce takiego kierunku nie ma.

Dzisiaj dostęp do wiedzy jest łatwiejszy, bo istnieją już studia podyplomowe z grafologii sądowej. Na psychologii pojawiają się wzmianki o grafologii, ale to dosłownie kilka godzin zajęć. Sama miałam kiedyś okazję prowadzić zajęcia z psychografologii dla studentów. Trwały osiem godzin, więc bardziej mogłam opowiedzieć o ciekawostkach niż nauczyć zawodu. Były one częścią bloku poświęconego testom projekcyjnym, czyli analizie rysunku i, przy okazji, analizie pisma.

Na kryminalistyce można nauczyć się znacznie więcej. Słyszałam, że takie zajęcia pojawiają się również na prawie. U nas jednak nie ma pełnych studiów grafologicznych. We Francji czy we Włoszech już tak. Zresztą Włochy są takim światowym centrum grafologii. Bardzo dużo się tam dzieje, prowadzi się wiele aktualnych badań.

Sama z dużym zainteresowaniem śledzę wyniki badań, które Włosi prowadzą nad możliwością określania płci na podstawie pisma. W starych podręcznikach grafologii można znaleźć rozdziały poświęcone cechom pisma kobiecego i męskiego oraz twierdzenia, że na tej podstawie można określić płeć autora. Ja jednak, podobnie jak większość współczesnych ekspertów, uważam, że płci w piśmie nie widać. Tak samo nie da się określić orientacji seksualnej, choć ludzie często o to pytają.

Ja zawsze mówię, oczywiście w dużym uproszczeniu, że piszemy mózgiem. To właśnie w mózgu znajdują się ośrodki odpowiedzialne za proces pisania. Dlatego wszystko, co dzieje się w naszej głowie, znajduje odzwierciedlenie w piśmie. Są jednak rzeczy, których zobaczyć się po prostu nie da.

Za chwilę jeszcze do tego wrócimy. Chciałabym jednak zapytać o początki. Wspomniała pani, że zainteresowanie grafologią pojawiło się już w liceum. 

Zawsze lubiłam wszystko analizować. Interesowałam się psychologią i kryminalistyką. A cała historia jest dość banalna, bo pewnego dnia poszłam na wagary.

Na trasie między szkołą a domem do dziś znajduje się księgarnia. Wracając z tych wagarów, weszłam do środka i zobaczyłam książkę Alfonsa Luki „Sztuka grafologii”. Swoją drogą bardzo ją polecam, bo jest napisana prostym, przystępnym językiem i świetnie wprowadza w podstawy grafologii.

Kupiłam ją, choć nie miałam pojęcia, czym właściwie jest grafologia. Po prostu okładka przykuła moją uwagę. Byłam zaskoczona, że pismo ręczne można analizować. Bardzo szybko „złapałam” temat i zaczęłam ćwiczyć na koleżankach z klasy.

Tak to się zaczęło. Było to ponad piętnaście lat temu. 

Czyli to pasja, która trwa do dziś.

Tak. Niezmiennie fascynuje mnie to, ile pismo ręczne potrafi powiedzieć o swoim autorze – zarówno od strony psychografologicznej, jak i sądowej.

Nawet jeśli chodzi o fałszerstwa, ludzie często myślą, że podrobiony podpis musi być idealnie identyczny z oryginałem. A to nieprawda. Paradoks polega na tym, że im bardziej fałszerz się stara, tym szybciej wpada.

Gdyby każdy z nas podpisał się pięć, dziesięć czy piętnaście razy, każdy z tych podpisów byłby trochę inny. Różniłyby się mikrodrżeniem ręki, naciskiem czy drobnymi szczegółami wykonania. Nacisk to siła, z jaką dociskamy długopis do kartki. Żaden człowiek nie jest drukarką, więc nikt z nas nie pisze dwóch identycznych podpisów.

fot. DW

Czego możemy dowiedzieć się z pisma drugiego człowieka? Nie znamy tej osoby, widzimy jedynie jej pismo. Jakie informacje możemy w ten sposób uzyskać?

Warto na początku wyjaśnić, czym właściwie jest grafologia i trochę to rozgraniczyć. Jedną z jej dziedzin jest grafologia sądowa, nazywana też pismoznawstwem. Tutaj chodzi przede wszystkim o badanie autentyczności podpisów i pisma ręcznego. 

Drugą dziedziną jest psychografologia, czyli po prostu psychologia pisma. Polega ona na tym, że na podstawie analizy pisma grafolog jest w stanie stworzyć profil psychologiczny autora. Może powiedzieć coś o jego temperamencie, osobowości czy sposobie zachowania. Na przykład o tym, jak radzi sobie we współpracy z innymi, z wystąpieniami publicznymi czy ze stresem. Można ocenić, czy jest osobą bardziej ekspresyjną, czy raczej wycofaną, czy wychodzi z inicjatywą, czy nie. Widać również pewne predyspozycje i uzdolnienia zawodowe.

Oczywiście nie powiem, że w piśmie widać wszystko. Tak jak wspominałam wcześniej, nie da się określić płci, orientacji seksualnej czy poglądów politycznych. Natomiast naprawdę bardzo wiele informacji można z niego odczytać.

W kryminalistyce ma to również duże znaczenie. Grafologia sądowa pomaga na przykład zawęzić krąg podejrzanych, a psychografologia pozwala lepiej poznać tok myślenia czy sposób działania sprawcy. Dlatego z obu tych dziedzin korzysta się w pracy kryminalistycznej.

Z pani książki dowiedziałam się, że analizując pismo, można dostrzec także oznaki różnych chorób.

Tak. Zawsze podkreślam, że grafologia nie zastępuje diagnozy lekarskiej. Może być jednak jej cennym uzupełnieniem.

Ponieważ, jak już mówiłam, piszemy mózgiem, a cały organizm jest ze sobą powiązany, wiele chorób i ich objawów znajduje odzwierciedlenie również w piśmie. To zresztą temat na osobny wykład.

Można dostrzec na przykład oznaki wad wzroku, problemów ze stawami czy z ciśnieniem. Oczywiście żaden grafolog nie stwierdzi tego po jednym zdaniu, a czasem nawet po jednej kartce. Żeby móc wysnuć takie wnioski, potrzebuje naprawdę dużej ilości materiału. Najlepiej, jeśli próbki pochodzą z różnych okresów życia danej osoby.

Grafologia nie działa w sposób zero-jedynkowy. Analizujemy cały zespół cech i ich powtarzalność. Dopiero wtedy można zobaczyć, jak z biegiem lat zmieniało się pismo, a wraz z nim sam człowiek.

Może być przecież taka sytuacja, że ktoś pisze pod wpływem stresu albo silnych emocji. To również znajduje odbicie w piśmie?

Oczywiście. Przede wszystkim w piśmie widać to, co dzieje się tu i teraz – nasze emocje, nastrój czy aktualny stan zdrowia.

Zawsze zachęcam do zrobienia prostego eksperymentu. Kiedy jesteśmy zrelaksowani i dobrze się czujemy, warto napisać jedno zdanie. Kilka dni później, kiedy jesteśmy zdenerwowani albo ktoś wyprowadził nas z równowagi, napisać dokładnie to samo zdanie. A trzeci raz zrobić to wtedy, gdy źle się czujemy fizycznie – mamy migrenę, jesteśmy przeziębieni czy po prostu osłabieni.

Mogę się założyć, że za każdym razem pojawią się różnice. U jednych będą bardzo subtelne, u innych wyraźne. Może zmienić się pochylenie pisma, siła nacisku czy szerokość liter. To właśnie te cechy grafizmu najłatwiej zmieniają się pod wpływem emocji.

fot. DW

Niektórzy mówią, że grafologia to takie wróżenie z fusów. 

To jeden z najczęściej powtarzanych mitów dotyczących psychografologii. Bardzo często utożsamia się ją z wróżbiarstwem, a ja zawsze staram się ten mit obalać.

Grafolog nie widzi przyszłości i nie przewiduje tego, co się wydarzy. Widzimy przede wszystkim to, co dzieje się tu i teraz. Czasami można również dostrzec ślady wydarzeń z przeszłości, ale nie na zasadzie, że powiemy: „pięć lat temu zostawiła tę osobę partnerka i dlatego cierpi”.

Możemy natomiast zobaczyć, że w przeszłości wydarzyło się coś, co sprawiło, że dziś dana osoba jest bardziej zdystansowana, ostrożniejsza, boi się wychodzić z inicjatywą albo potrzebuje więcej czasu, by komuś zaufać.

To szczególnie ciekawe i przydatne przy rozwiązywaniu spraw kryminalnych czy sądowych. Jest pani biegłą sądową. Często bada pani pismo właśnie pod tym kątem?

Najczęściej sprawy trafiające do grafologów dotyczą jednak badania autentyczności podpisów i dokumentów. Oczywiście zdarzają się testamenty, choć wbrew pozorom nie są one na pierwszym miejscu. Znacznie częściej są to pełnomocnictwa, umowy sprzedaży czy inne dokumenty, które łatwiej sfałszować, ponieważ nie są podpisywane w obecności notariusza lub innej osoby trzeciej.

Pomysłowość fałszerzy bywa naprawdę ogromna. Trafiają do mnie zarówno bardzo proste sprawy, jak historia mężczyzny, który sfałszował umowę najmu garażu i po prostu z niego korzystał, jak i znacznie poważniejsze.

Jakieś przykłady?

Miałam sprawę znanej osoby, nazwijmy ją celebrytką, która nie chciała od razu kierować sprawy do sądu. Zgłosiła się prywatnie z dokumentem dotyczącym zgody na wykorzystanie jej wizerunku. Okazało się, że klinika medycyny estetycznej podrobiła jej podpis i wykorzystywała jej zdjęcia w swoich materiałach reklamowych. Moja ekspertyza potwierdziła, że podpis został sfałszowany. Później sprawą zajęli się już jej prawnicy i zakończyło się to ugodą.

Zdarzają się również sprawy naprawdę dużego kalibru. Jedna z nich dotyczyła pracownicy banku, która miała dostęp do danych klientów, znała ich numery PESEL oraz wzory podpisów i na tej podstawie zaciągała na ich nazwiska pożyczki, fałszując podpisy.

Jeżeli natomiast chodzi o tworzenie profili psychologicznych, to również korzystają z nich sądy, choć zdecydowanie rzadziej. Znacznie częściej zgłaszają się osoby prywatne, które korzystają z pomocy psychologa lub psychoterapeuty i chcą lepiej poznać siebie. Takie analizy zlecają także prywatni detektywi, a czasami również policja. Tak więc również w tym obszarze grafologia znajduje praktyczne zastosowanie.

W książce pojawiają się opisy spraw różnych przestępców, często seryjnych morderców.

Aż takiej historii, stety albo niestety, nie miałam. Dlatego w książce opisałam sprawy Zodiaka i innych znanych seryjnych morderców.

Natomiast największą sprawą w mojej dotychczasowej karierze była ta dotycząca pracownicy banku, o której już wspominałam. Materiał dowodowy liczył kilka tomów akt i jego analiza zajęła mi naprawdę kilka miesięcy.

Żaden seryjny morderca na szczęście, albo niestety, jeszcze mi się nie trafił.

Widać, że jest to współpraca wielu instytucji – sądów, biegłych i grafologów.

Tak. Powiedziałabym nawet, że grafologia jest nauką interdyscyplinarną. Łączy psychologię, kryminalistykę i wiele innych dziedzin.

Kiedy sąd zleca nam wykonanie ekspertyzy, bywa, że od naszej opinii zależy czyjś majątek, reputacja, a czasem nawet wyrok. Zdarza się jednak również wiele spraw, w których nasza opinia stanowi jedynie element większej całości i jest uzupełnieniem ekspertyz przygotowanych przez innych biegłych, psychologów czy psychiatrów.

Nie ma tutaj jednej reguły. Każda sprawa jest inna.

Jak ma się to, do życia w erze cyfrowej? 

Nad tym trochę ubolewam, ale rzeczywiście tak jest. Trzeba przyznać, że piszemy ręcznie coraz rzadziej.

Jako grafolog obserwuję również zmiany w samym piśmie, szczególnie u młodych ludzi. Zanika klasyczny szkolny wzorzec pisania. Uczniowie coraz częściej inspirują się krojami pisma z komputera. Ich charakter pisma staje się bardziej techniczny, a – mówiąc kolokwialnie – mniej wyrobiony.

To wyraźny znak, że odręczne pisanie schodzi na dalszy plan.

Jesteśmy gotowi, żeby z pisma ręcznego całkowicie zrezygnować? 

Zawsze podkreślam, że nie. Powstaje coraz więcej badań pokazujących, jak korzystne dla naszego mózgu jest pisanie ręczne. Ostatnio śledziłam wyniki badań prowadzonych w Norwegii. Uczniowie mieli napisać te same zdania – najpierw odręcznie, a później na komputerze. W trakcie eksperymentu monitorowano aktywność ich mózgów.

Okazało się, że podczas pisania ręcznego aktywowało się znacznie więcej obszarów mózgu.

Ja zresztą zawsze tłumaczę to w prosty sposób. Pisząc na klawiaturze, niezależnie od tego, czy wpisujemy literę „A”, czy „Y”, wykonujemy właściwie ten sam ruch palcem. Natomiast podczas pisania ręcznego każdą literę musimy najpierw zaplanować w głowie. Każda ma inny kształt i wymaga innego ruchu dłoni.

To trwa może kilka sekund dłużej, ale daje naszemu mózgowi zdecydowanie więcej korzyści.

fot. DW

Czyli warto wracać do kultury pisania – pamiętników, dzienników czy listów. Kiedyś było to przecież normą. 

To oczywiście tylko moja refleksja, ale mam wrażenie, że wszystko zatacza koło. Jesteśmy już trochę zmęczeni sztuczną inteligencją, zastanawianiem się, czy jakiś film jest prawdziwy, czy wygenerowany. Mam wrażenie, że ludzie zaczynają wracać do rzeczy bardziej autentycznych.

Od kilku miesięcy prowadzę akcję „Ludzie, piszcie!”, w której promuję pisanie ręczne. Gdziekolwiek się pojawiam – na spotkaniach autorskich czy warsztatach – wręczam uczestnikom symboliczny prezent. 

To zwykła koperta z czystą kartką. Tłumaczę jednak, że ma ona zachęcić do częstszego pisania, a przede wszystkim do napisania komuś listu.

List jest przepiękną pamiątką. W dzisiejszych czasach jest wręcz pewnym aktem odwagi, bo już prawie nikt ich nie pisze.

Jak ludzie na to reagują?

Okazuje się, że bardzo pozytywnie.

Jedna z uczestniczek opowiadała mi, że dostała niedawno list od koleżanki poznanej wiele lat temu w sanatorium. Na co dzień rozmawiają przez telefon i wysyłają sobie SMS-y, ale list sprawił jej ogromną radość. Powiedziała, że może do niego wracać, przeczytać go jeszcze raz, zachować na pamiątkę.

Przecież wiadomości mogą zniknąć z telefonu, możemy stracić dostęp do konta czy urządzenia. A list zostaje.

Pamiętam też panią, która poprosiła mnie o kilka dodatkowych kopert. Ma czworo wnucząt i chciała napisać list do każdego z nich. To było naprawdę piękne.

Na Facebooku jest nawet grupa „Przyjaciele z listów”. Można tam poznać osoby, z którymi prowadzi się tradycyjną korespondencję. Mam wrażenie, że szczególnie młodzi ludzie zaczynają do tego wracać.

I to bardzo mnie cieszy. Przypomina mi się jeszcze jedna sytuacja ze spotkania autorskiego. Był tam bardzo młody chłopak, chyba jeszcze licealista, który jako wolontariusz robił zdjęcia podczas wydarzenia. Na zakończenie również dostał ode mnie kopertę z kartką. Powiedział, że napisze list swojej dziewczynie i wręczy jej go podczas randki.

Pomyślałam wtedy, że to naprawdę świetny pomysł.

I piękna pamiątka, która nie zniknie tak jak wiadomość SMS. Czy grafolodzy nie muszą obawiać się o swoją przyszłość? W erze cyfrowej nawet podpisy są już elektroniczne. 

Technologia rozwija się bardzo szybko, ale grafologia również. Prowadzi się badania nad podpisami składanymi na tabletach za pomocą rysika. Tam również można analizować choćby siłę nacisku.

Oczywiście taki podpis często wygląda mniej estetycznie, bo podpisujemy się na stojąco, z tabletem trzymanym w ręku – na przykład u listonosza podczas odbioru przesyłki. Łokieć nie ma podparcia i pismo wygląda gorzej. Mimo to wiele cech grafizmu nadal pozostaje widocznych.

Prowadzone są także badania nad podpisami biometrycznymi. Tam klasycznego pisma już właściwie nie ma – pojawia się odcisk palca czy skan tęczówki oka. To już pewnie nie będzie nazywane grafologią w ścisłym znaczeniu, ale jest naturalnym kierunkiem rozwoju tej dziedziny.

Tak samo rozwija się neurografologia – jedna z najnowszych gałęzi grafologii. Bada między innymi wpływ chorób neurodegeneracyjnych na charakter pisma. Analizuje się, czy można dostrzec w piśmie pierwsze objawy choroby Parkinsona albo jak na grafizm wpływają różnego rodzaju substancje psychoaktywne.

To niezwykle ciekawy, ale jednocześnie bardzo trudny obszar badań. Dysponując krótką próbką tekstu, łatwo pomylić pismo osoby starszej z pismem osoby uzależnionej. W obu przypadkach często pojawia się tak zwany tremor, czyli drżenie linii pisma. Litery zaczynają falować i wiele cech wygląda bardzo podobnie.

Dlatego również tutaj kluczowe jest dysponowanie dużą ilością materiału porównawczego.

To już właściwie temat na osobne badania.

Wychodzi na to, że o podpis również powinniśmy dbać. 

Właśnie na końcu książki znajduje się rozdział poświęcony temu, jak zadbać o swój podpis i jak go wzmocnić.

Uważam, że w dzisiejszych czasach dbamy o hasła, PIN-y i loginy, a zapominamy o podpisie. Tymczasem podpis również powinien być naszą tarczą.

Opisuję tam zasadę „trzech U”. Podpis powinien być unikalny, użyteczny i uproszczony. Innymi słowy – powinien być naprawdę nasz, ale jednocześnie nieprzekombinowany. Nie polecam wymyślnych kaligraficznych ozdobników czy skomplikowanych zawijasów.

Paradoksalnie im prostszy podpis, tym trudniej go podrobić. Dla wielu osób jest to zaskakujące, ale właśnie tak jest.

Zawsze zachęcam również, żeby podpisu nie skracać. Warto podpisywać się pełnym imieniem i nazwiskiem. Nawet jeśli nazwisko jest dwuczłonowe albo bardzo długie, lepiej podpisać się w całości.

Po pierwsze, dla grafologa oznacza to więcej materiału do analizy. Po drugie, fałszerz ma znacznie trudniejsze zadanie.

Prowadzi pani Lubelskie Centrum Grafologii i Rozwoju. Kto się do pani zgłasza i na czym polega pani codzienna praca? 

Działalność prowadzę już chyba od dziesięciu lat.

Powstała częściowo z powodów formalnych, ponieważ jako biegły sądowy trzeba prowadzić działalność gospodarczą, aby rozliczać się z sądem. Ale przede wszystkim centrum powstało z pasji do grafologii i z chęci dzielenia się tą wiedzą.

Kiedy sama zaczynałam, grafologia była jeszcze bardziej niszową dziedziną niż dziś. Dostęp do wiedzy był naprawdę trudny. Szukałam kursów i szkoleń. Jeszcze w liceum tata woził mnie do Wrocławia, gdzie się uczyłam.

Co ciekawe, praktycznie każdy mój kurs odbywał się indywidualnie. Organizatorzy ogłaszali nabór i informowali, że zajęcia ruszą po zebraniu co najmniej ośmiu osób. Nigdy jednak nie udawało się skompletować grupy. Zwykle zgłaszały się trzy albo pięć osób, a później część rezygnowała.

Ja bardzo chciałam się uczyć, więc pisałam do organizatorów z pytaniem, czy istnieje możliwość odbycia kursu indywidualnie. Na szczęście się zgadzali.

Oczywiście trwało to dłużej, było droższe i wymagało większej organizacji, ale z perspektywy czasu uważam, że bardzo na tym skorzystałam. Pracowałam sam na sam z ekspertem i mogłam wynieść z tych zajęć naprawdę dużo.

Właśnie dlatego powstało moje centrum. Pomyślałam, że może ktoś kiedyś będzie szukał tej wiedzy tak samo jak ja i warto stworzyć miejsce, w którym będzie ona bardziej dostępna, szczególnie na Lubelszczyźnie.

Przez wiele lat prowadziłam szkolenia dla studentów. Teraz większość mojej pracy koncentruje się wokół książki. Jeżdżę głównie na spotkania autorskie i warsztaty.

Zdradźmy, że, w planach jest kolejna publikacja.

Pracuję nad książką poświęconą największym fałszerzom. Nie tylko fałszerzom pisma i dokumentów, ale również pieniędzy.

Uważam, że to niezwykle ciekawy temat i można go w interesujący sposób powiązać z grafologią. Na razie jednak nie zdradzam więcej szczegółów.

 

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama