Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Zygzakiem w drzewo. Szaleńczy rajd dostawczaka i twarde lądowanie na policyjnej pryczy

Weekendowe popołudnie w Studziance mogło stać się czarną kartą w lokalnych kronikach wypadków. 51-letni kierowca dostawczego Renault, odcięty od rzeczywistości przez alkohol, urządził na publicznej drodze śmiertelnie niebezpieczny slalom. Zanim jednak jego auto bezwładnie roztrzaskało się na poboczu, w sprawę zaangażował się inny uczestnik ruchu. To dzięki jego natychmiastowej reakcji i zimnej krwi mundurowi błyskawicznie przejęli kontrolę nad sytuacją.
Dostawczak w rowie

Źródło: KMP Biała Podlaska

Wszystko rozegrało się w sobotę około godziny 17:30 w miejscowości Studzianka. Jadący dostawczym Renault mężczyzna wykonywał na drodze manewry, które u jadących z naprzeciwka kierowców wywoływały gęsią skórkę. Pojazd poruszał się chaotycznie, aż w końcu na jednym ze skrzyżowań kierowca zupełnie stracił panowanie nad kierownicą. Samochód z impetem staranował barierkę energochłonną, wypadł z jezdni i z potężną siłą uderzył w przydrożne drzewo, na którym ostatecznie zawisł.

Obywatelski radar w akcji

Tragedia wisiała na włosku, ale na szczęście za dostawczakiem jechał człowiek, który nie zamierzał odwracać wzroku. Widząc niepokojący styl jazdy kierowcy Renault, natychmiast zadzwonił na numer alarmowy i na żywo relacjonował operatorowi zagrożenie.

Gdy na miejscu wypadku pojawili się policjanci, szybko poznali powód drogowej ekwilibrystyki 51-latka. Alkomat pokazał wynik, który nie zostawiał złudzeń: mężczyzna miał w organizmie ponad 2 promile alkoholu. Aby upewnić się, czy kierowca nie znajdował się pod wpływem innych niedozwolonych środków, pobrano od niego również krew do badań toksykologicznych.

Postawę czujnego kierowcy skomentowała nadkomisarz Barbara Salczyńska-Pyrchla:

„Dziękujemy zgłaszającemu za obywatelską postawę. Powinna być ona przykładem dla innych, bo właśnie w ten sposób, razem dbamy o wspólne bezpieczeństwo.”

Błyskawiczny wypis i twarde lądowanie

Siła uderzenia w pnie była na tyle duża, że kierowca z miejsca zdarzenia trafił prosto do szpitala. Lekarze wykazali się jednak szybką diagnozą – 51-latek nie odniósł poważnych obrażeń i jeszcze tego samego dnia opuścił placówkę medyczną. Ze szpitalnego korytarza odebrali go jednak policjanci, a resztę weekendu spędził na twardej pryczy w policyjnym areszcie. Jego zdemolowany dostawczak został odholowany na strzeżony parking.

Mężczyzna usłyszał już oficjalne zarzuty, a powrót do rzeczywistości po wytrzeźwieniu będzie dla niego wyjątkowo kosztowny. Za skrajną nieodpowiedzialność i jazdę na „podwójnym gazie” grozi mu teraz kara do 3 lat pozbawienia wolności.

Sądowy finał tej sprawy bezdyskusyjnie uszczupli też portfel 51-latka. Poza obligatoryjnym zakazem prowadzenia pojazdów na minimum 3 lata, kierowca musi liczyć się z koniecznością wpłaty co najmniej 5 tysięcy złotych na rzecz Funduszu Pomocy Pokrzywdzonym oraz Pomocy Postpenitencjarnej.


Dostawczak w rowie

Źródło: KMP Biała Podlaska

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama