– Jak powstał program stypendialny? To pana autorski pomysł?
Maciej Sekunda: Na razie jestem praktycznie jedynym fundatorem i inicjatorem założenia Fundacji Stypendialnej SEKA. 26 września po raz czwarty będziemy przyznawać stypendia młodym ludziom – absolwentom szkół średnich, którzy osiągnęli dobre wyniki na maturze, a jednocześnie mają niski dochód na członka rodziny. Chodzi więc o młodych ludzi pochodzących z niezamożnych rodzin. Chcemy wspierać młode talenty, którym sytuacja życiowa nie zawsze pozwalałaby na swobodny rozwój. Stypendium ma im tę szansę stworzyć.
– Dlaczego zdecydował się pan przeznaczyć własne środki na stypendia?
Maciej Sekunda: Pracuję od kilkudziesięciu lat. Nie mając czternastu lat, zacząłem pracować, a przez ostatnie trzydzieści, czterdzieści lat prowadziłem działalność gospodarczą. W pewnym momencie uznałem, że zaspokoiłem podstawowe potrzeby moich trzech synów – także te związane z ich wykształceniem i pomocą materialną.
Pomyślałem więc, że środki, które przez lata gromadziłem, warto przeznaczyć na jakiś cel. Uważam, że inwestycja w wiedzę jest jedną z najlepszych form wspierania człowieka. Można oczywiście pomagać osobom chorym czy wspierać różne inicjatywy społeczne. Ja wybrałem edukację, bo wierzę, że daje ona człowiekowi szansę i może przynieść konkretny rezultat.
– Dlaczego padło właśnie na województwo lubelskie?
Maciej Sekunda: Przeglądając dane statystyczne, zauważyłem, że w województwie lubelskim jest stosunkowo mało absolwentów szkół wyższych, a jednocześnie region charakteryzuje się jednym z najniższych poziomów PKB na mieszkańca. Dla mnie to pokazuje, że wiedza wpływa nie tylko na zamożność pojedynczego człowieka, ale również całego regionu.
Uznałem, że spośród województw w kraju Lubelszczyzna zasługuje na wsparcie. Także ze względu na bliskość Warszawy i możliwość stosunkowo szybkiego przemieszczania się między regionem a stolicą.
– Lubelszczyzna ma własny, silny ośrodek akademicki. Dlaczego stypendium jest skierowane do osób, które decydują się studiować poza regionem?
Maciej Sekunda: To rzeczywiście może budzić różne reakcje. Uznaliśmy jednak, że stypendium ma przede wszystkim pomóc w pokryciu kosztów mieszkania czy wynajęcia kwatery podczas studiów. Gdybyśmy przyznawali je również osobom studiującym w województwie lubelskim, w pewnym sensie premiowalibyśmy tych, którzy już mieszkają w Lublinie.
Chcemy stworzyć równe szanse wszystkim absolwentom szkół średnich z regionu. Dlatego zachęcamy ich do odważnej decyzji o wyjeździe do dobrego ośrodka akademickiego – czy to Krakowa, Warszawy, czy innego miasta.
Cztery lata temu, kiedy ustalaliśmy kryteria programu, braliśmy również pod uwagę pozycję lubelskich uczelni w rankingach. To był dodatkowy argument za tym, żeby wspierać młodych ludzi, którzy zdecydują się zdobywać wiedzę poza województwem.
– Oni później wrócą na Lubelszczyznę?
Maciej Sekunda: Mamy w umowach pewne zapisy, które nazywam „miękkimi”. Stypendysta deklaruje, że wróci na teren województwa. Oczywiście jest to deklaracja, a nie zobowiązanie, którego zamierzamy później egzekwować.
Obecnie stypendium wynosi 1800 zł miesięcznie, a od 1 października będzie to 1850 zł. Jest wypłacane przez dziesięć miesięcy w roku. Dla osób, które zdecydują się na studia za granicą, mamy dodatkowo stypendium w wysokości 1000 euro.
Przez trzy lata wspierania stypendystów nikt jednak jeszcze nie zdecydował się na studia za granicą.
Dzisiaj mamy 135 stypendystów, a ta liczba wkrótce się zwiększy. Nową grupę będziemy wyróżniać 26 września na stadionie Motoru Lublin.
– Fundacja utrzymuje kontakt ze swoimi stypendystami po zakończeniu studiów?
Maciej Sekunda: Na pełne losy naszych stypendystów jest jeszcze za wcześnie. Mamy dopiero osoby, które ukończyły studia pierwszego stopnia. W przypadku prawa czy medycyny można powiedzieć, że niektórzy są dopiero w połowie drogi.
Staramy się jednak utrzymywać kontakt. Kilku stypendystów pojawiało się na łamach naszego pisma firmowego, przychodzą również na kolejne uroczystości wręczenia stypendiów. Myślimy też o bardziej zorganizowanej formie utrzymywania kontaktu z absolwentami programu.
– Jakie kierunki najczęściej wybierają stypendyści?
Maciej Sekunda: Bardzo różne. Praktycznie wszystkie, jakie można sobie wyobrazić. Są kierunki humanistyczne, politechniczne, jest medycyna, prawo, sport czy Akademia Sztuk Pięknych. Pod tym względem nasi stypendyści nie różnią się szczególnie od pozostałych studentów.
– A jakie kierunki, pana zdaniem, będą najbardziej potrzebne w przyszłości?
Maciej Sekunda: Jesteśmy w szczególnym momencie. Sztuczna inteligencja trochę namieszała i trudno dziś jednoznacznie powiedzieć, jakie zawody będą najbardziej potrzebne. Mówi się o zawodach, które sztuczna inteligencja będzie wypierać – księgowych, prawnikach, informatykach. Ostatnio pojawiają się również informacje o redukcjach zatrudnienia wśród informatyków.
Dlatego młodzi ludzie powinni obserwować rynek i czytać o tym, co się dzieje. Wydaje się, że stosunkowo bezpieczne mogą być zawody manualne, wymagające pracy rąk. Nie zawsze potrzebne są do nich studia. Na pewno potrzebni będą również menedżerowie. Myślę też, że niezależnie od rozwoju sztucznej inteligencji osoby wybitne, wyróżniające się w swoich dziedzinach, będą miały pracę.
Weźmy informatyków. Podstawowe zadania mogą być coraz częściej wykonywane przez sztuczną inteligencję, ale wybitni programiści, ludzie, którzy potrafią wnieść coś więcej, nadal będą potrzebni.
– Co najbardziej pana zaskoczyło, kiedy fundacja zaczęła przyznawać stypendia?
Maciej Sekunda: Poziom dochodów niektórych rodzin. Przy pierwszej turze stypendiów w kilkunastu przypadkach dochody były naprawdę bardzo niskie. Zastanawialiśmy się nawet, czy część tych osób nie pracuje w szarej strefie, żeby się utrzymać.
To jest ciekawy temat również dla socjologów. Skąd biorą się tak niskie dochody, skoro wydaje się, że fiskus dość precyzyjnie rejestruje dochody mieszkańców? To był dla nas dodatkowy argument, żeby właśnie tych młodych ludzi wspierać.
– Pańskie związki z Lubelszczyzną to więc przede wszystkim program stypendialnym?
Maciej Sekunda: Mam tu oddział w Lublinie, ale jest to jeden z dziewiętnastu naszych oddziałów. Mam również oddziały między innymi w Koszalinie, Zielonej Górze i Bielsku-Białej.
Nie ukrywam, że przy wyborze województwa lubelskiego najważniejsze były względy ekonomiczne. Oczywiście znam trochę ten region. Jeździłem na Roztocze, spędzałem kiedyś wakacje niedaleko Włodawy, byłem również w okolicach Bogdanki. Nie były to jednak względy sentymentalne.
Najważniejsze były dane dotyczące rozwoju regionu. Jeszcze w okresie międzywojennym mówiło się o Polsce A i Polsce B, a Lubelszczyzna należała do tej drugiej. Podejmowano próby rozwoju tych terenów, choćby w ramach Centralnego Okręgu Przemysłowego.
Niestety przez kolejne dziesięciolecia sytuacja regionu nie zmieniła się w takim stopniu, w jakim byśmy tego oczekiwali. Niskie dochody, duży udział rolnictwa – to wszystko są czynniki wpływające na rozwój województwa. Chcieliśmy przede wszystkim zapewnić młodym ludziom dobre warunki studiowania. Dajemy im konkretne pieniądze i wierzę, że to realnie zmienia ich sytuację.
– Program jest finansowany przez pana. Jak długo będzie pan w stanie sam go prowadzić?
Maciej Sekunda: Na stronie Fundacji Stypendialnej SEKA znajduje się numer rachunku bankowego. Jesteśmy organizacją pożytku publicznego, więc można również przekazać na naszą rzecz 1,5 proc. podatku.
Nie ukrywam, że moje zasoby materialne powoli się wyczerpują. W roku 2025–2026 łączne nakłady na stypendia wyniosły około 2,4 mln zł. To są duże kwoty. Od kilku lat jestem na emeryturze i nie pracuję już tak aktywnie, dlatego bardzo liczę na to, że mieszkańcy województwa, przedsiębiorcy, stypendyści i ich rodziny będą chcieli wesprzeć fundację. Organizacji, które pomagają, jest wiele. My jednak inwestujemy w wiedzę. Wierzę, że taka inwestycja może przełożyć się na dalsze życie konkretnych młodych ludzi.

Maciej Sekunda - absolwent Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego. Przez wiele lat zajmował się zagadnieniami bezpieczeństwa oraz prawa pracy pracując najpierw w charakterze inspektora pracy a później w organach administracji rządowej.
W 1988 roku rozpoczął działalność biznesową w obszarze bezpieczeństwa pracy oraz prawa pracy. Firma, którą kieruje, była jednocześnie jedną z pierwszych podmiotów prywatnych w kraju prowadzących działalność szkoleniową.
Był aktywnym działaczem Konfederacji Lewiatan, będąc ich przedstawicielem w Komisji Trójstronnej oraz w Radzie Ochrony Pracy działającej przy Sejmie R.P.


Komentarze