Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama
Nasz cykl: Dziewczyny z Kaliny, chłopaki z Krochmalnej

Łysa Góra i kąpiele w zalewie

- Na osiedle Nałkowskich wprowadziliśmy się jako jedni z pierwszych lokatorów. Były lata 70. XX wieku, własne mieszkanie to było marzenie każdej rodziny. A my dostaliśmy trzy pokoje! – opowiada pan Andrzej.
Łysa Góra i kąpiele w zalewie
Latem przy ul. Nałkowskich rozstawiało się objazdowe wesołe miasteczko

Źródło: ENCYKLOPEDIALUBLINA.PL

Na to mieszkanie moi rodzice czekali kilkanaście lat. Pisali podania, wydeptywali wszystkie możliwe ścieżki, jakaś łapówka ze złotych pierścionków przywiezionych przez ojca z ZSRR przewinęła się po drodze. To była walka o życie. I wreszcie się udało! Rodzice dostali upragniony przydział na M4 – czyli trzy pokoje z kuchnią. Do tego oddzielna łazienka i ubikacja. Wcześniej mieliśmy wychodek obok domu dziadków na Kośminku. Dlatego te dwa najmniejsze pomieszczenia – jedno z wanną i umywalką, a drugie z sedesem – wzbudziły w nas największy zachwyt i były non-stop przez nas oblegane. 

Księżycowy krajobraz

Sprowadziliśmy się jesienią. Dni były krótkie, zimne i deszczowe. Ojciec powiedział: „Ale księżycowy krajobraz”. Ja byłem tak zachwycony nowym miejscem, że pomyślałem: „Oto znaleźliśmy się na najpiękniejszym, magicznym Księżycu”. A ojciec miał na myśli ciemną pustynię pełną błota po kolana. Przez to błoto musieliśmy zdejmować buty już na klatce schodowej. Nie tylko my. Korytarz wyglądał tak, że niemal pod każdymi drzwiami leżały ubłocone buty. 

Rzeczywiście wokół nie było chodników, trawników, ani niczego co dziś nazwalibyśmy osiedlową infrastrukturą. Był plac budowy i wieżowce pośrodku niczego. Ale my – dzieci – bardzo szybko odnaleźliśmy w tym „księżycowym krajobrazie”. Z błota budowaliśmy fortyfikacje i tym błotem obrzucaliśmy się w ramach zabawy w wojnę, która była wtedy najbardziej popularna. Tak nawiązywały się pierwsze osiedlowe znajomości i przyjaźnie, które przetrwały lata. 

Z górki na pazurki

Zimy były wtedy śnieżne i bardzo mroźne. Kiedy wracałem z bratem ze dworu mama ściągała z nas zamarznięte ubranie i usadzała nas pod kaloryferem. Pamiętam, że nie przykręcało się wtedy ciepła, bo zaraz zaczynała ciec woda z pokręteł. Dlatego żeliwne żeberka dosłownie parzyły nam ręce, gdy próbowaliśmy je rozgrzać. 

Zimą całe dnie, aż do późnego wieczora spędzaliśmy na Łysej Górze, słynnym wzniesieniu przy Nałkowskich 118. Mieliśmy z bratem metalowe sanki, które ojciec sam dla nas zrobił na budowie i na tych sankach nie mieliśmy sobie równych w wyścigach z górki. Nasze sanki „samoróbki” może nie były najładniejsze, ale za to były najszybsze! 

Na karuzeli

Na Łysej Górze urzędowaliśmy też latem. Wiadomo było, że tam można spotkać wszystkich nie umawiając się. Po prostu na Łysą Górę się przychodziło i się tam przesiadywało. Nie było lepszej miejscówki. No i rodzice zawsze wiedzieli, gdzie nas szukać.

Któregoś lata, to już były późne lata 80, pod sam koniec wakacji na Łysej Górze rozstawiło się wesołe miasteczko. Dzieciaki oszalały! Najwięksi śmiałkowie wsiadali na „Wielką łańcuchową” i „Falę”, a dziewczyny chodziły do „Sali śmiechu” i zajadały się watą cukrową. 

Z wakacyjnych atrakcji pamiętam jeszcze chodzenie „na szaber” do okolicznych sadów. Papierówki prosto z drzewa smakowały najlepiej, a kradzione to już w ogóle. 

Wywalczyliśmy szkołę

Chodziłem do Szkoły Podstawowej nr 30 przy ul. Nowakowskich, najpierw starej w Dworze Nałkowskich, a potem do nowej. Z tą nową szkołą jest związana ciekawa historia, bo powstała dzięki mieszkańcom osiedla. Na początku lat 80. ogłoszono plebiscyt na budowę nowej szkoły w Lublinie. Poszczególne dzielnice zbierały pieniądze na budowę. O szkołę walczyła m.in. Kalinowszczyzna, Czechów, Zemborzyce, ale to właśnie u nas, na Nałkowskich, ta akcja była najbardziej zakrojona, bo najbliższa podstawówka była na Romera. 

Ludzi się zgadali i w blokach zaczęły się zbiórki na szkołę. To była wręcz nasza wewnętrzna osiedlowa rywalizacja, który blok uzbiera więcej pieniędzy. Pamiętam, że sprzedawaliśmy makulaturę, chodziliśmy zbierać owoce, urządzaliśmy też zbiórki w pobliskich szkołach i zakładach pracy. I tak to się rozpędziło, że uzbieraliśmy najwięcej z całego miasta! Można powiedzieć, że kupiliśmy sobie szkołę. To bardzo zjednoczyły nasze osiedle, ludzie zbliżyli się do siebie, walczyliśmy przecież o wspólną sprawę. 

Może dlatego bardzo docenialiśmy tę nową szkołę i lubiliśmy spędzać w niej czas, szczególnie na boisku. To była nasza wspólna szkoła – w pełnym tego słowa znaczeniu. 

W Dworze Nałkowskich mieściła się szkoła, a później Dom Pomocy Społecznej

Fot. ENCYKLOPEDIALUBLINA.PL

Daleko od miasta

Do miasta mieliśmy daleko, to był dosłownie koniec świata. Jakieś dwie, czy trzy przesiadki autobusami. Żeby pojechać na zakupy do Pedetu trzeba było zarezerwować cztery godziny z okładem. Ale za to mieliśmy blisko nad Zalew Zemborzycki. W wakacyjne niedziele albo wolne soboty pakowaliśmy się z rodzicami w plecione siatki i ruszaliśmy nad zalew. Była herbata z termosu, oranżada w butelkach z korkiem na sprężynkę, ognisko, pieczone ziemniaki, kąpiele na dziko. Nad zalew latem zjeżdżało się całe miasto - i to oni mieli daleko. A my wodę i lasy mieliśmy dosłownie za progiem naszego osiedla. 

Zimą z Łysej Góry zjeżdżało się na sankach

Fot. ENCYKLOPEDIALUBLINA.PL

Z KART HISTORII

Osiedle Nałkowskich w dzielnicy Wrotków zawdzięcza swoją nazwę rodzinie wybitnego geografa Wacława Nałkowskiego i jego córki, pisarki Zofii Nałkowskiej. W drugiej połowie XIX wieku dziadkowie Zofii Nałkowskiej kupili we Wrotkowie niewielki majątek ziemski na wzgórzu z widokiem na dolinę Bystrzycy. Tu w latach 1862–1871 dzieciństwo spędził geograf i publicysta Wacław Nałkowski, ojciec Zofii. W latach 70. XIX wieku powstał Dwór Nałkowskich, w którym najpierw mieściła się szkoła, a potem Dom Pomocy Społecznej. 

Zachodni Wrotków został przyłączony do miasta w 1961 roku. Budowa Osiedla Nałkowskich ruszyła w 1975 roku, pierwsze bloki należące do PSM „Kolejarz” oddano do użytku w 1976 roku, budowa trwała do 1980 roku. 

 

 

 

 

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama