Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

„Nie potrzebujesz kolejnej rady. Potrzebujesz kogoś, kto powie: ja też tak mam”. Lubelskie mamy budują swoją wioskę

W internecie młoda mama może mieć idealnie wysprzątany dom, śpiące dziecko i kawę wypitą jeszcze na ciepło. W prawdziwym życiu bywa tak, że wychodzi z domu w dresie, z dzieckiem, które właśnie odmówiło drzemki, i zastanawia się, czy w ogóle da radę dotrzeć na spotkanie. W Lublinie grupa mam z Felina od kilku lat tworzy miejsce, w którym można przyjść właśnie taką, jaką się jest. Bez oceniania, bez licytowania się, kto miał gorzej i przede wszystkim bez nieproszonych rad.
„Nie potrzebujesz kolejnej rady. Potrzebujesz kogoś, kto powie: ja też tak mam”. Lubelskie mamy budują swoją wioskę
Beata położna (od lewej) i Karolina, psycholog okołoporodowa były sąsiadkami, ale połączyła ich rola mamy. Teraz wspierają inne mamy tworząc społeczność, gdzie nikt nie ocenia i nie daje niechcianych rad.

Autor: DW

Beata Wójcik-Żelechowska jest położną i mamą dwójki dzieci. Karolina Czajkowska – psychologiem dziecięcym i okołoporodowym. Poznały się bliżej dopiero wtedy, gdy okazało się, że mieszkają na tym samym osiedlu. Wcześniej mijały się, a nawet mieszkały piętro nad piętrem. Ich dzieci i koty były jednak szybsze w nawiązywaniu sąsiedzkich znajomości.

Kilka lat temu Beata została mamą. Była świeżo po studiach położniczych, miała doświadczenie zawodowe i – jak sama mówi – wydawało jej się, że wejście w macierzyństwo będzie dla niej łatwiejsze.

Nie było.

– Urodziłam syna, będąc dwa miesiące po obronie tytułu magistra położnictwa. Więc myślałam, że wejście w to macierzyństwo będzie dla mnie takie jak z płatka, że jestem po studiach położniczych po pięciu latach, że mam ze sobą praktykę, pracę w szkole rodzenia – wspomina.

A potem przyszedł połóg, laktacja, nieprzespane noce i zupełnie nowe doświadczenie.

– Kiedy ja zostałam mamą, weszłam w czas połogu, weszłam w etap laktacji, nawał tych wszystkich tematów z tym około związanych, to płakałam z bezsilności już trzeciego dnia po porodzie, że ja nie wiem, co się dzieje, że to jest przekraczające moje pojęcie i wyobrażenie, jakie jest macierzyństwo na początku – opowiada.

Najbardziej dotkliwa okazała się jednak samotność.

„Ja jestem sama, ten maluszek wymaga mojej uwagi 200 procent”

Mąż wrócił do pracy, a Beata została na nowym osiedlu z małym dzieckiem i bez bliskiej sieci znajomych wokół.

– To, co najbardziej dało mi się we znaki w tym macierzyństwie młodej mamy, do tego mieszkającej na nowym osiedlu, nie mającej nikogo dookoła znajomego, to była ta samotność. Że ja jestem sama, ten maluszek, który wymaga mojej uwagi 200 procent i nikogo innego wokół, który by mnie w tym wsparł – mówi.

Trzy miesiące później założyła na Facebooku grupę „Mamy z Felina”. Chodziło o zebranie w jednym miejscu kobiet z osiedla. Później pojawił się pomysł spotkań.

I właśnie wtedy do historii dołączyła Karolina.

– Zobaczyłam to i pomyślałam: to jest to, co ja chciałam zawsze robić – wspomina psycholożka.

Tak powstała inicjatywa, która miała być odpowiedzią na bardzo prostą potrzebę: żeby młoda mama nie musiała być sama.

Pierwsze spotkanie okazało się większe, niż organizatorki przypuszczały.

– Byłam w szoku, co się w ogóle dzieje i czy nie ma przy okazji jakiegoś innego wydarzenia, bo byłam w szoku, co się działo wtedy w tej bawialni. 18 mam z dziećmi – wspomina Karolina.

Dziś spotkania odbywają się regularnie. Przychodzą na nie nie tylko mamy z Felina. Kobiety przyjeżdżają również z innych części Lublina, a nawet spoza miasta.

Nazwa grupy musiała więc z czasem zostać poszerzona o „okolice”.

Mama też się rodzi

Zdaniem Karoliny problem zaczyna się dużo wcześniej, niż może się wydawać. W momencie narodzin dziecka rodzi się bowiem także matka. I ten fakt często schodzi na dalszy plan.

– Właśnie kiedy kobieta rodzi dziecko i rodzi się również ona jako mama, my gdzieś jakby troszkę pomijamy ten fakt, że no właśnie nie narodziło się tylko dzieciątko, tylko urodziła się też ta kobieta jako mama, urodziła się do nowej roli – mówi psycholożka.

Wokół noworodka pojawia się mnóstwo pytań. Jak śpi? Ile je? Ile przybiera? Czy dobrze się rozwija?

A pytanie: „A jak ty się masz?” pada zdecydowanie rzadziej.

Do tego dochodzą media społecznościowe. Zdjęcia pięknych wnętrz, spokojnych dzieci, idealnie przygotowanych posiłków i mam, które zdają się mieć wszystko pod kontrolą.

Tyle że macierzyństwo jest właśnie doświadczeniem, w którym kontroli często nie da się utrzymać.

– Nasz dzień jest dokładnie zaplanowany. Mamy po prostu szeroką gamę wszystkiego, rozwiązań i tak dalej. A ciąża, poród, macierzyństwo, to jest odpuszczenie czasami tej kontroli. Dzieje się coś, na co ja totalnie nie mam wpływu – mówi Beata.

Dziecko nie będzie spało dlatego, że w internecie ktoś powiedział, iż powinno. Nie zawsze zaśnie o wyznaczonej godzinie. Nie zawsze pozwoli mamie spokojnie zjeść śniadanie.

A mama nie zawsze będzie wyglądać jak z Instagrama.

– Nieraz zbieram siebie i dzieci jeszcze w dresie, bo się nie wyrobimy. Albo którejś z dzieci zażyczyło sobie drzemki przed wyjściem, więc po prostu przepakowuję do wózka i wychodzimy w takim tu i teraz, jakim jesteśmy – opowiada Beata.

I właśnie takie „tu i teraz” jest jednym z fundamentów spotkań.

Nie trzeba niczego udowadniać

Mamy spotykają się w bawialni. Dzieci mogą się bawić, a kobiety siadają razem. Jest kawa, herbata albo lemoniada. Ciepły napój stał się zresztą jednym z symboli tych spotkań.

Potem pojawia się temat przewodni. Nie jest to jednak wykład ani zajęcia, podczas których prowadzące mówią uczestniczkom, jak powinny wychowywać dzieci.
Wręcz przeciwnie.

Można mówić. Można słuchać. Można również nic nie mówić.

– To też nie jest tak, że przychodząc, każda mama ma coś powiedzieć. My też to podkreślamy, że możesz po prostu przyjść i posłuchać. Nie musisz mówić, nie musisz uczestniczyć w tym tak aktywnie, możesz po prostu być i to jest też dla nas ważne – mówi Karolina.

Jest nawet specjalny „znacznik wypowiedzi”. Może nim być zabawka, smyczka czy inne drobne przedmioty. Kto trzyma znacznik, ten mówi. Może też przez chwilę milczeć i zebrać myśli. Nikt mu nie przerywa.

To prosta zasada, ale dla wielu kobiet może mieć duże znaczenie. Szczególnie tych, które na co dzień są przyzwyczajone do tego, że muszą cały czas odpowiadać na potrzeby innych.

– Czasami to, co ta mama opowiada, jej historia, jej postawa, to wszystko jest jak takie lustro, w którym my naszymi myślami po prostu odbijamy czasami swoje historie, swoje sytuacje – mówi Karolina.

I wtedy pojawia się zdanie, które według niej potrafi mieć ogromną siłę: „Ja też tak mam”.

Bez rady „na wszystko”

Jedna z najważniejszych zasad spotkań brzmi: nie udzielamy nieproszonych rad.

To może być trudniejsze, niż się wydaje.

Bo kiedy druga mama opowiada o problemie, odruchowo chcemy powiedzieć: „A spróbuj tego”. Albo: „Moje dziecko też tak miało, zrobiłam tak i tak”.

Tyle że czasami kobieta wcale nie przyszła po rozwiązanie.

Przyszła, żeby ktoś ją usłyszał.

– Niedobre jest mówienie tego, bo ona i tak sama zna te wszystkie powinności. Ona wie, że ona to, to i to i to ma i ma tego wszystkiego dużo – mówi Karolina.

Dlatego najpierw jest słuchanie. Dopiero jeśli ktoś wyraźnie poprosi o radę, można przejść do wymiany doświadczeń.

To także sposób na uniknięcie jednej z pułapek macierzyństwa: licytacji.

„Moje dziecko nie spało całą noc”.
„A moje nie spało trzy”.
„A moje miało kolki przez pół roku”.
Zamiast tego ma być: „Słyszę cię”.

Współczesna wioska

Kiedyś młoda matka częściej funkcjonowała wśród innych kobiet. Babcia, ciotka, sąsiadka, siostra – ktoś był blisko. Nie zawsze było idealnie, ale sieć wsparcia była bardziej naturalną częścią codzienności.

Dziś wiele kobiet mieszka z dala od rodzin. Rodzice pracują, są w innym mieście albo nie mogą pomagać. Czasem relacje rodzinne same w sobie nie dają poczucia bezpieczeństwa.

Dlatego – jak mówią rozmówczynie – współczesna mama musi czasem zbudować swoją wioskę od początku.

– Możemy spróbować same sobie zbudować tę wioskę – mówi Karolina. – To też może być właśnie taka wioska wsparcia. W tej wiosce mogę mieć kontakt do położnej, mogę mieć kontakt do koleżanki, która wiem, że właśnie będzie mogła przyjść i wtedy, nie wiem, przywieźć mi ten obiad, czy coś dla mnie zrobić.

Beata mówi o jeszcze jednej potrzebie: o „mamie, która zaopiekuje się mamą”.

Nie chodzi koniecznie o biologiczną matkę. Nie każda kobieta ma z nią bliską relację. Chodzi raczej o kogoś, kto w pierwszych tygodniach po porodzie potrafi powiedzieć: „Ja się tobą zajmę”.

– Czasami najbardziej brakuje nam mamy, która się zaopiekuje mamą – mówi Beata.

I nie musi to być nic wielkiego.

Czasem wystarczy ciepła herbata. Czasem obiad. Czasem ktoś, kto weźmie dziecko na spacer, żeby mama mogła się wykąpać.

A czasem – symboliczny rosół.

– Rosołek też jest symboliczny. Nie tylko to jest zupa moc, jak ją nazywamy, ale takie ogólnopolskie tradycyjne danie, którym gości się zazwyczaj na niedzielnym rodzinnym obiedzie, na weselach i tak dalej. Czyli ten rosołek też jest tą symboliczną zupą takiego ugoszczenia i takiego totalnego otulenia człowieka – opowiada Beata.

„Nie pytaj tylko: jak mogę pomóc?”

W rozmowie pojawia się bardzo praktyczna rada dla bliskich młodych mam.

Zamiast pytać: „Jak mogę ci pomóc?”, lepiej zaproponować konkretną rzecz.

„W środę mogę przywieźć ci obiad”.
„Mogę wziąć dziecko na spacer”.
„Mogę zająć się starszakiem”.
„Mogę zrobić zakupy”.

Bo pytanie o pomoc często spotyka się z automatyczną odpowiedzią: „Nie, nie trzeba, dam sobie radę”.

– Jeżeli my damy taki konkret i słuchaj: to, to czy to wolisz, ona wtedy siłą rzeczy załóżmy, że raczej powie: „O, no to jakbyś mi przywiozła taki rosołek albo faktycznie tę malutką czy tego malutkiego na chwilę na spacer, to ja bym sobie wzięła wtedy taką gorącą kąpiel” – mówi Karolina.

Podobnie może wyglądać przygotowanie do porodu. Nie tylko wyprawka dla dziecka, ale także plan wsparcia dla mamy.

Kto zajmie się starszym dzieckiem? Kto zrobi zakupy? Kto ugotuje? Do kogo można zadzwonić, gdy pojawi się problem z karmieniem? Jaka położna może pomóc? Gdzie można znaleźć psychologa?

To również jest część przygotowania do narodzin dziecka.

Bo mama potrzebuje pomocy dla siebie

Beata i Karolina podkreślają, że pomoc nie powinna być kierowana wyłącznie do dziecka.

Mama również jej potrzebuje.

Co więcej – kiedy mama jest zaopiekowana, łatwiej jest jej odpowiadać na potrzeby dziecka.

W pierwszych miesiącach wszystko może być szczególnie intensywne: połóg, zmiany hormonalne, brak snu, karmienie, zmiana relacji z partnerem, lęk o dziecko i ogromna odpowiedzialność.

Do tego dochodzi jeszcze własna historia.

Karolina zwraca uwagę, że narodziny dziecka mogą uruchamiać wspomnienia z własnego dzieciństwa.

– Kiedy my jesteśmy z tym maleństwem i jesteśmy takie jakby troszeczkę (...) uwrażliwione na te potrzeby, to my właśnie też troszeczkę tak jakby wchodzimy do tej roli i odtwarzamy świadomie albo nieświadomie to, czego my same doświadczyłyśmy – mówi.

Czy kiedy same byłyśmy małe, ktoś reagował na nasz płacz? Czy były ramiona, które dawały bezpieczeństwo? Czy ktoś potrafił nas uspokoić?

Takie doświadczenia mogą wracać właśnie wtedy, gdy same zostajemy matkami.

Dlatego czasem nie wystarczy kolejna porada z internetu.

Potrzebna jest rozmowa.

Czasem z inną mamą. Czasem z położną. Czasem z psychologiem.

„Nie tylko ja tak mam”

Jest jeszcze jedna rzecz, którą organizatorki spotkań widzą bardzo wyraźnie.

Wstyd.

Młoda mama może bać się powiedzieć, że sobie nie radzi. Że jest zmęczona. Że nie czuje tego, co – jej zdaniem – powinna czuć. Że jest jej trudno.

Bo co usłyszy?

„Ja miałam gorzej”.

Na spotkaniach ma być inaczej.

– Usłyszenie słowa „ja też tak mam” naprawdę jest czasami po prostu stwierdzeniem terapeutycznym – mówi Karolina.

I nie chodzi o to, żeby grupa zastępowała profesjonalną pomoc. Beata jest położną, Karolina psychologiem okołoporodowym i obie podkreślają znaczenie specjalistów. Jeśli trudne samopoczucie się utrzymuje albo pojawiają się niepokojące objawy, warto szukać profesjonalnego wsparcia, zamiast czekać na moment, w którym sytuacja stanie się kryzysem.

Ale równie ważne może być coś znacznie prostszego.

Wyjście z domu.

Spotkanie z inną kobietą.

Ciepła kawa.

I świadomość, że po drugiej stronie siedzi ktoś, kto też czasem nie wie, co robi.

Z Felina na całe województwo

Inicjatywa zaczynała się jako sąsiedzka grupa mam. Dziś na spotkania przyjeżdżają kobiety również spoza Lublina.

Niektóre wracają po powrocie do pracy. Inne pojawiają się ponownie przy kolejnym dziecku. Czasem mama bierze dzień wolny tylko po to, żeby przyjechać na spotkanie.

To dla organizatorek najlepszy dowód, że potrzeba takiej przestrzeni nie znika.

Spotkania odbywają się w bawialni na Felinie. Zazwyczaj są organizowane w trzecie  czwartki miesiąca, ale dokładny termin jest publikowany w grupie „Mamy z Felina” na Facebooku, ponieważ organizatorki dopasowują go do swoich możliwości.

Ważne jest też to, że nie trzeba przychodzić bez dziecka. Wręcz przeciwnie. Dziecko może być obok, bawić się, jeść, spać czy domagać się uwagi.

Bo prawdziwe macierzyństwo nie wygląda jak Instagram.

Czasami wygląda jak kawa, która zdążyła wystygnąć.

Czasami jak dres i spóźnienie.

Czasami jak dziecko zasypiające przy odkurzaczu.

A czasami jak grupa kobiet siedzących na dywanie i słuchających jednej z nich, która właśnie mówi: „Mam dzisiaj naprawdę ciężki dzień”.

I wtedy nie musi usłyszeć: „Powinnaś zrobić to i to”.

Może po prostu usłyszeć:

„Ja też tak mam”.

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama