Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama
Nasza interwencja

Chciała pomóc potrąconemu psu. Nie spodziewała się problemów

Pani Bernadeta znalazła bezpańskiego psa, który po potrąceniu przez samochód potrzebował pomocy. Gdy policja odmówiła interwencji, zabrała zwierzę tymczasowo do siebie, licząc na to, że wkrótce ktoś je od niej odbierze. Tak się jednak nie stało. Przełom nastąpił po naszej interwencji.
Chciała pomóc potrąconemu psu. Nie spodziewała się problemów
Bernadeta Wochna chciała pomóc psu, który po potrąceniu leżał przy drodze w Dęblinie. Sądziła, że jego opieką docelowo zajmie się miejski samorząd. Gdy wywiozła go z miasta na swoją działkę, zaczęły się kłopoty

Autor: Nadesłane

Nasza Czytelniczka chciała zachować się odpowiedzialnie. Był piątkowy wieczór, 25 września, gdy wracając z grzybobrania, przejeżdżając przez osiedle Stawy w Dęblinie, zauważyła na poboczu samochód na światłach awaryjnych, stojącą przy rowie melioracyjnym dziewczynę oraz leżącego nieruchomo tuż obok niej psa. 

- Pomyślałam, że coś się stało. Zatrzymałam się, żeby zapytać, czy potrzeba pomocy - tłumaczy pani Bernadeta Wochna. - Pies wyglądał na wystraszonego, nie ruszał się. Było dla mnie oczywiste, że trzeba go zabrać do weterynarza. Zadzwoniłam na policję, ale gdy patrol przyjechał na miejsce, pies wstał i zaczął biegać. Policjanci zrezygnowali wtedy z zabrania go do lecznicy. Zostałyśmy z nim same - opowiada. 

Radź sobie sama

- Po godzinie 18 urzędy były już zamknięte. Ustaliłyśmy, że poturbowaną suczkę tymczasowo zabiorę do siebie. Mam działkę w Białkach Dolnych w gminie Ułęż. Wcześniej pojechałam z nią jeszcze do Ryk, gdzie zobaczył ją zaprzyjaźniony weterynarz. Zapewnił, że nie ma złamań, zeskanował je poszukiwaniu chipu (bez skutku) i dał leki przeciwbólowe - relacjonuje pani Bernadeta. 

Jak tłumaczy, była wtedy pewna, że pies zostanie u niej na działce najwyżej kilka dni. Że ostatecznie ktoś go od niej odbierze. Że wystarczy telefon do Urzędu Miasta w Dęblinie. Sprawy potoczyły się jednak inaczej. 

- W poniedziałek i wtorek nie było mnie w domu, musiałam wyjechać służbowo. Często wyjeżdżam do Warszawy i między innymi dlatego nie mogę przygarnąć tego psa. W środę, 30 września, zadzwoniłam do dęblińskiego Ratusza, prosząc o odebranie suczki. Usłyszałam, że nie ma takiej możliwości, bo miasto nie ma pieniędzy. Napisałam więc maila i zaczęłam opisywać tę sprawę na Facebooku. W ostatni piątek, 2 października, zadzwonili do mnie z UM w Dęblinie z informacją, że psa jednak odbiorą. Ale gdy podałam adres, Białki Dolne, a więc kilkanaście kilometrów od miasta, znów spotkałam się z odmową - mówi nam mieszkanka powiatu ryckiego. - Jestem już wściekła na tych bezdusznych urzędników. Napisałam w tej sprawie nawet do wojewody - dodaje. 

Zabiorą, ale nie za darmo

Pani Bernadeta czuła, że z problemem została sama. Zabrania psa odmawiało Miasto Dęblin, a Gmina Ułęż, gdzie przebywa obecnie zwierzę, również nie była nim zainteresowana. - Nie możemy finansować odłowu bezdomnych psów podrzucanych nam z innych gmin. To są dla nas poważne koszty. Skoro pies został znaleziony w Dęblinie, tak bogate miasto na pewno znajdzie środki na zajęcie się nim - komentuje Robert Gagoś, z-ca wójta Ułęża. 

Zarówno z Miastem Dęblin, jak i z Gminą Ułęż, umowę na odławianie bezdomnych zwierząt podpisane ma prywatne schronisko "Zwierzaki do wzięcia" w Goździe w gminie Kłoczew. 

- Taka usługa kosztuje u nas 3,8 tys. zł za pierwsze dwa miesiące. Później, jeśli właściciel psa się nie znajdzie, gmina płaci stawkę dzienną, ok. 16 zł - informuje Aleksandra Nieciecka, właścicielka placówki. Nasza rozmówczyni zapewnia, że psa z Białek mogłaby odebrać. - Warunkiem jest otrzymanie zlecenia od danego samorządu - tłumaczy.

Tymczasem pani Bernadeta już w poniedziałek, 5 października, o problemie pisemnie poinformowała powiatowego lekarza weterynarii w Rykach, wojewódzkiego lekarza weterynarii i wspomnianego wojewodę lubelskiego. Maila wysłała również do Dziennika Wschodniego. 

Dęblin czy Ryki?

O sprawę zapytaliśmy władze Dęblina. Burmistrz Roman Bytniewski odesłał nas do sekretarza, Marka Basaja. Ten natomiast przyznał, że w ostatni piątek, 2 października, osobiście zdecydował o odmowie zabrania psa z powodu wątpliwości, co do miejsca jego znalezienia. 

- W internecie pojawiły się informacje sugerujące, że ten pies był widywany na ryckich osiedlach. Poza tym ta pani wywiozła go z naszego miasta. Gdybyśmy mieli pewność, że on został znaleziony na terenie Miasta Dęblin na pewno byśmy go odebrali. Stawy, okolice jednostki wojskowej, to równie dobrze mogła być gmina Ryki - tłumaczył sekretarz.  

W trakcie rozmowy podpowiedzieliśmy mu kontakt z policją, która mogła przygotować notatkę z interwencji na ul. Stawskiej. W celu potwierdzenia dokładnego miejsca znalezienia suczki - istotnego w kwestii odpowiedzialności danej gminy za finansowanie odłowu i umieszczenia go w schronisku. Pół godziny później otrzymaliśmy od sekretarza informację o cofnięciu poprzedniej decyzji dotyczącej odmowy zabrania czworonoga. 

Sekretarz zmienia zdanie

- Policja potwierdziła, że interwencja miała miejsce na terenie naszego miasta. Zabierzemy tego psa - zapewnił nas Marek Basaj. - Jednocześnie przygotujemy instrukcję dla wszystkich, którzy znajdą się w podobnej sytuacji, by wiedzieli, gdzie się zgłosić. Wywożenie zwierząt do innych gmin, a następnie proszenie nas o pomoc nie jest właściwą ścieżką - dodał. Jak wyjaśnił, urzędnicy muszą mieć pewność, że pieniądze na utrzymanie bezdomnych zwierząt wydawane są zgodnie z przepisami. 

Sam pies od momentu jego zabrania ze Stawskiej miał się dobrze. Pani Bernadeta zapewniła mu kojec, karmę, wodę itd. Nie sądziła jednak, że jego pobyt u niej tak bardzo się przedłuży. Mimo to, jak zapewnia, gdyby jeszcze raz znalazła się w tamtych miejscu, bez wahania zatrzymałaby się i pomogła.

- Nie zostawiłabym potrzebującego zwierzęcia przy drodze. Nie powinno jednak być tak, że człowiek, który z własnej inicjatywy udziela bezdomnemu zwierzęciu doraźnej pomocy, zostaje później praktycznie sam z całym problemem - podkreśla. 

Znajdzie nowy dom?

- Mam nadzieję, że nagłośnienie tej historii sprawni, że ta suczka, która przypadkiem stanęła na mojej drodze, znajdzie w końcu bezpieczny, odpowiedzialny i kochający dom. Skoro już udało się jej pomóc po tym, jak znalazła się przy drodze, chciałabym, żeby ta historia zakończyła się dla niej szczęśliwie - podsumowuje nasza rozmówczyni.

Osoby zainteresowane przygarnięciem suczki już niedługo będą mogli kontaktować się w tej sprawie ze schroniskiem "Zwierzaki do wzięcia" w gminie Kłoczew (powiat rycki) lub z Miastem Dęblin. 


Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama