Nasza Czytelniczka chciała zachować się odpowiedzialnie. Był piątkowy wieczór, 25 września, gdy wracając z grzybobrania, przejeżdżając przez osiedle Stawy w Dęblinie, zauważyła na poboczu samochód na światłach awaryjnych, stojącą przy rowie melioracyjnym dziewczynę oraz leżącego nieruchomo tuż obok niej psa.
- Pomyślałam, że coś się stało. Zatrzymałam się, żeby zapytać, czy potrzeba pomocy - tłumaczy pani Bernadeta Wochna. - Pies wyglądał na wystraszonego, nie ruszał się. Było dla mnie oczywiste, że trzeba go zabrać do weterynarza. Zadzwoniłam na policję, ale gdy patrol przyjechał na miejsce, pies wstał i zaczął biegać. Policjanci zrezygnowali wtedy z zabrania go do lecznicy. Zostałyśmy z nim same - opowiada.
Radź sobie sama
- Po godzinie 18 urzędy były już zamknięte. Ustaliłyśmy, że poturbowaną suczkę tymczasowo zabiorę do siebie. Mam działkę w Białkach Dolnych w gminie Ułęż. Wcześniej pojechałam z nią jeszcze do Ryk, gdzie zobaczył ją zaprzyjaźniony weterynarz. Zapewnił, że nie ma złamań, zeskanował je poszukiwaniu chipu (bez skutku) i dał leki przeciwbólowe - relacjonuje pani Bernadeta.
Jak tłumaczy, była wtedy pewna, że pies zostanie u niej na działce najwyżej kilka dni. Że ostatecznie ktoś go od niej odbierze. Że wystarczy telefon do Urzędu Miasta w Dęblinie. Sprawy potoczyły się jednak inaczej.
- W poniedziałek i wtorek nie było mnie w domu, musiałam wyjechać służbowo. Często wyjeżdżam do Warszawy i między innymi dlatego nie mogę przygarnąć tego psa. W środę, 30 września, zadzwoniłam do dęblińskiego Ratusza, prosząc o odebranie suczki. Usłyszałam, że nie ma takiej możliwości, bo miasto nie ma pieniędzy. Napisałam więc maila i zaczęłam opisywać tę sprawę na Facebooku. W ostatni piątek, 2 października, zadzwonili do mnie z UM w Dęblinie z informacją, że psa jednak odbiorą. Ale gdy podałam adres, Białki Dolne, a więc kilkanaście kilometrów od miasta, znów spotkałam się z odmową - mówi nam mieszkanka powiatu ryckiego. - Jestem już wściekła na tych bezdusznych urzędników. Napisałam w tej sprawie nawet do wojewody - dodaje.
Zabiorą, ale nie za darmo
Pani Bernadeta czuła, że z problemem została sama. Zabrania psa odmawiało Miasto Dęblin, a Gmina Ułęż, gdzie przebywa obecnie zwierzę, również nie była nim zainteresowana. - Nie możemy finansować odłowu bezdomnych psów podrzucanych nam z innych gmin. To są dla nas poważne koszty. Skoro pies został znaleziony w Dęblinie, tak bogate miasto na pewno znajdzie środki na zajęcie się nim - komentuje Robert Gagoś, z-ca wójta Ułęża.
Zarówno z Miastem Dęblin, jak i z Gminą Ułęż, umowę na odławianie bezdomnych zwierząt podpisane ma prywatne schronisko "Zwierzaki do wzięcia" w Goździe w gminie Kłoczew.
- Taka usługa kosztuje u nas 3,8 tys. zł za pierwsze dwa miesiące. Później, jeśli właściciel psa się nie znajdzie, gmina płaci stawkę dzienną, ok. 16 zł - informuje Aleksandra Nieciecka, właścicielka placówki. Nasza rozmówczyni zapewnia, że psa z Białek mogłaby odebrać. - Warunkiem jest otrzymanie zlecenia od danego samorządu - tłumaczy.
Tymczasem pani Bernadeta już w poniedziałek, 5 października, o problemie pisemnie poinformowała powiatowego lekarza weterynarii w Rykach, wojewódzkiego lekarza weterynarii i wspomnianego wojewodę lubelskiego. Maila wysłała również do Dziennika Wschodniego.
Dęblin czy Ryki?
O sprawę zapytaliśmy władze Dęblina. Burmistrz Roman Bytniewski odesłał nas do sekretarza, Marka Basaja. Ten natomiast przyznał, że w ostatni piątek, 2 października, osobiście zdecydował o odmowie zabrania psa z powodu wątpliwości, co do miejsca jego znalezienia.
- W internecie pojawiły się informacje sugerujące, że ten pies był widywany na ryckich osiedlach. Poza tym ta pani wywiozła go z naszego miasta. Gdybyśmy mieli pewność, że on został znaleziony na terenie Miasta Dęblin na pewno byśmy go odebrali. Stawy, okolice jednostki wojskowej, to równie dobrze mogła być gmina Ryki - tłumaczył sekretarz.
W trakcie rozmowy podpowiedzieliśmy mu kontakt z policją, która mogła przygotować notatkę z interwencji na ul. Stawskiej. W celu potwierdzenia dokładnego miejsca znalezienia suczki - istotnego w kwestii odpowiedzialności danej gminy za finansowanie odłowu i umieszczenia go w schronisku. Pół godziny później otrzymaliśmy od sekretarza informację o cofnięciu poprzedniej decyzji dotyczącej odmowy zabrania czworonoga.
Sekretarz zmienia zdanie
- Policja potwierdziła, że interwencja miała miejsce na terenie naszego miasta. Zabierzemy tego psa - zapewnił nas Marek Basaj. - Jednocześnie przygotujemy instrukcję dla wszystkich, którzy znajdą się w podobnej sytuacji, by wiedzieli, gdzie się zgłosić. Wywożenie zwierząt do innych gmin, a następnie proszenie nas o pomoc nie jest właściwą ścieżką - dodał. Jak wyjaśnił, urzędnicy muszą mieć pewność, że pieniądze na utrzymanie bezdomnych zwierząt wydawane są zgodnie z przepisami.
Sam pies od momentu jego zabrania ze Stawskiej miał się dobrze. Pani Bernadeta zapewniła mu kojec, karmę, wodę itd. Nie sądziła jednak, że jego pobyt u niej tak bardzo się przedłuży. Mimo to, jak zapewnia, gdyby jeszcze raz znalazła się w tamtych miejscu, bez wahania zatrzymałaby się i pomogła.
- Nie zostawiłabym potrzebującego zwierzęcia przy drodze. Nie powinno jednak być tak, że człowiek, który z własnej inicjatywy udziela bezdomnemu zwierzęciu doraźnej pomocy, zostaje później praktycznie sam z całym problemem - podkreśla.
Znajdzie nowy dom?
- Mam nadzieję, że nagłośnienie tej historii sprawni, że ta suczka, która przypadkiem stanęła na mojej drodze, znajdzie w końcu bezpieczny, odpowiedzialny i kochający dom. Skoro już udało się jej pomóc po tym, jak znalazła się przy drodze, chciałabym, żeby ta historia zakończyła się dla niej szczęśliwie - podsumowuje nasza rozmówczyni.
Osoby zainteresowane przygarnięciem suczki już niedługo będą mogli kontaktować się w tej sprawie ze schroniskiem "Zwierzaki do wzięcia" w gminie Kłoczew (powiat rycki) lub z Miastem Dęblin.

Komentarze