Ostatnie mecze z udziałem Hetmana na pewno dostarczyły solidnej dawki emocji. Niestety, to niedzielne przed przerwą było zupełnie inne. Tak naprawdę o pierwszych 45 minutach można napisać tyle, że się odbyły.
Od pierwszego gwizdka Czarni ruszyli do natarcia, na kilka minut zepchnęli przeciwnika do obrony, ale niewiele z tego wynikało. Z biegiem czasu zawody się wyrównały, a obie drużyny raziły niedokładnością. Kilka akcji dobrze się zapowiadało jednak obie ekipy koncertowo psuły wszystkie groźne ataki kiepskimi podaniami. Albo zagrania były niecelnie, albo za krótkie, albo przeciągnięte.
W 20 minucie Fabian Iwanek wygrał pojedynek na lewym skrzydle i dośrodkował w pole karne. Akcje gospodarzy zamykał Rodion Serdiuk. Ukrainiec miał jednak trudną piłkę, bo musiał bardzo wysoko podnieść nogę, żeby uderzyć z powietrza. Niby strzelił na bramkę, ale nawet nie zatrudnił bramkarza, bo futbolówkę wybił obrońca.
W pierwszej połowie, jako jeden z nielicznych, z dobrej strony pokazał się Iwanek. Młody skrzydłowy tuż po drugim kwadransie minął dwóch rywali, tym razem na prawej flance. Co z tego, skoro Dominik Skiba bardzo źle dogrywał w szesnastkę rywali.
Po chwili sporo ryzykował Leon Ziętek, który zdecydował się na wślizg w polu karnym. Wydawało się, że na granicy faulu. Na szczęście arbiter nie dopatrzył się przewinienia. Minęło kilkadziesiąt sekund i dobrze zapowiadający się atak zepsuli także Czarni. Ładny rajd przeprowadził Michał Banik. I w tym przypadku zabrakło jednak dokładnego dogrania pod bramkę.
W drugiej połowie wszystko wróciło do normy, jeżeli chodzi o emocje i groźne okazje. Na dzień dobry nie popisał się Skiba, który po ledwie 20 sekundach od wznowienia gry fatalnie uderzył na bramkę sprzed szesnastki.
W 50 minucie kibice w Zamościu wreszcie doczekali się gola. Jairo Rodriguez przedarł się środkiem. Straszył rywali, że będzie strzelał, ale ostatecznie podał do boku, gdzie był Iwanek. Młodzieżowiec gospodarzy "dzióbnął" piłkę nad bramkarzem, a z bliska do siatki wpakował ją Damian Lepiarz.
Można się było spodziewać, że bramka otworzy mecz. I dokładnie tak się stało. Po pięciu minutach znowu mógł być remis. Po ładnej dwójkowej akcji gości minimalnie z zamknięciem spóźnił się Dawid Zięba. W odpowiedzi sporo czasu i miejsca pod chorągiewką miał Rodion Serdiuk. Niestety, dośrodkował bardzo niecelnie.
Między 58, a 61 minutą gry dwa razy w dobrych sytuacjach znajdował się Rodriguez. Kolumbijczyk nie potrafił jednak dostarczyć futbolówki do kolegów. Kilkadziesiąt sekund później Błanik zagrał klepkę z Grzegorzem Płatkiem, a ten drugi huknął tuż obok bramki. Później pod bramką Hetmana „kotłowało” się po dalekich wrzutach z autu. Michał Kot musiał się też wykazać po „główce” Krzysztofa Boćka. Golkiper swoją robotę wykonał jednak bez zarzutu.
Trzy z rzędu okazje na zamkniecie zawodów zmarnowali też Zamościanie. Najpierw po podaniu Skiby zablokowany został Konrad Kraska. Po chwili Skiba uderzył zdecydowanie za lekko z linii pola karnego. Na koniec Eze nie znalazł luki, aby podać do kolegów.
Czarni naciskali do ostatnich sekund, ale tak naprawdę dopiero w doliczonym czasie gry na napędzili rywalom stracha. Najpierw Kot odbił strzał… Patryka Walisia, który był bardzo blisko zaliczenia „swojaka”. Po chwili bramkarz najpierw odbił groźny strzał, a następnie wyłapał dośrodkowanie, a beniaminek wywalczył cenne trzy punkty.
Hetman Zamość – Czarni Połaniec 1:0 (0:0)
Bramka: Lepiarz (50).
Hetman: Kot – Serdiuk, Szymala, Waliś, Ziętek, Rodriguez (72 Eze, 87 Szatała), Bartoś (64 Górski), Sikora, Iwanek (64 Kraska), Skiba, Lepiarz.


Komentarze