- Znany jako „Kazik”, „Znachor”, „Człowiek z dżungli”. Tak nazywali go jego współpracownicy w Wietnamie, w którym pracował przez ponad 16 lat. Kazimierz Kwiatkowski był i pozostanie postacią legendarną - mówił profesor Bolesław Stelmach, znany lubelski architekt.
- Człowiek znakomity, symboliczny, zasłużony dla konserwacji zabytków i wzajemnych relacji polsko-wietnamskich. Kiedy wymienia się jego nazwisko, po obu stronach pojawiają się uśmiechy. Ale też przekonanie, że jego wkład w ratowanie dziedzictwa Wietnamu zbudował bardzo silne fundamenty przyjaźni polsko-wietnamskiej - dodawał Krzysztof Żuk, prezydent Lublina.
- Jest bohaterem i symbolem przyjaźni między Wietnamem a Polską. W Wietnamie prawie każdy wie, kim był „Kazik”, kim był „Znachor”. To ten brodaty człowiek, który pomógł nam uratować dziedzictwo Królestwa Czampy i całe miasto Hội An - kłaniał się Ha Hoang Hai, ambasador Wietnamu w Polsce.
Przy ulicy Archidiakońskiej 4 odsłonięto tablicę pamiątkową poświęconą Kazimierzowi Kwiatkowskiemu, wybitnemu lubelskiemu architektowi i konserwatorowi zabytków, który zasłynął podczas swojej wieloletniej pracy w Wietnamie.

Znany architekt z Lublina
Urodził się w 1944 roku, na rok przed zakończeniem II wojny światowej. Na Lubelszczyźnie, w rodzinie rolniczej. Od młodości przejawiał duży talent plastyczny, studiował na Wydziale Architektury Politechniki Krakowskiej. W 1969 roku uzyskał dyplom architekta. Na początku lat 70. rozpoczął pracę w Wojewódzkiej Pracowni Urbanistycznej Urzędu Wojewódzkiego w Lublinie.
Został kierownikiem zespołu w Biurze Projektowo-Badawczym Budownictwa Ogólnego Miastoprojekt. Projektował Osiedle Słoneczne w Zamościu, domy jednorodzinne, opracowania urbanistyczne. Zajmował się inwentaryzacją zabytków budownictwa ludowego dla powstającego Muzeum Wsi Lubelskiej, uczestniczył w przenoszeniu zabytkowych chat na teren skansenu. Brał udział w renowacji Kaplicy Trójcy Świętej na Zamku Lubelskim. Opracował niezrealizowany projekt zagospodarowania placu Po Farze na Starym Mieście, był zresztą zwolennikiem odbudowy nieistniejącego kościoła farnego.
W 1979 roku rozpoczął pracę jako projektant w lubelskim oddziale państwowych Pracowni Konserwacji Zabytków, gdzie koncentrował się na ochronie i restauracji historycznych budowli. Mniej więcej w tym samym czasie władze Wietnamu zwróciły się do UNESCO o pomoc w ratowaniu zabytków zniszczonych podczas wojny. W przedsięwzięcie zaangażowała się Polska. I tak powstała Polsko-Wietnamska Misja Konserwatorska.
Kwiatkowski ratuje zabytki
Do Wietnamu wyjechał w 1981 roku. Miał 37 lat. Władze w PRL poszukiwały specjalisty, który byłby architektem, miałby doświadczenie w konserwacji zabytków i znałby rosyjski i francuski. Padło na Kwiatkowskiego. W Lublinie zostawił żonę i troje dzieci. Pierwszy jego wyjazd do Wietnamu trwał dwa miesiące, miał charakter rozpoznawczy. Polak oceniał stan zabytków i zakres koniecznych prac. W Azji, kierując Polsko-Wietnamską Misją Konserwatorską, spędził ostatecznie szesnaście lat.
Pierwszym wielkim zadaniem Kwiatkowskiego była konserwacja kompleksu hinduistycznych świątyń dawnego królestwa Czampy. Sanktuarium Mỹ Sơn, które rozwijało się od VII do XV wieku, zastał opuszczone, w dużej części pochłonięte przez dżunglę. Teren ten podczas wojny w Wietnamie bombardowali Amerykanie, zniszczeniu uległy chociażby zabytkowe wieże. Kwiatkowski rozpoczął więc od przeczesywania dżungli w poszukiwaniu ruin, odkopywania budowli spod ziemi, nadzorowania procesu rozminowywania terenu. Przeprowadził szczegółową inwentaryzację. Wykonał rysunki, dokumentację fotograficzną i analizy architektoniczne. Kierował konserwacją ceglanych wież, wykorzystywał przy tym oryginalne elementy odnajdywane w ruinach. Szkolił wietnamskich konserwatorów i robotników. Przekazywał im wiedzę o metodach ochrony zabytków.
Podczas prac przy sanktuarium Mỹ Sơn zginęło ośmiu członków polsko-wietnamskiej misji, w ziemi pozostawały bowiem miny, niewybuchy, kratery po bombach. Pracownicy narzekali na brak odpowiedniego zakwaterowania, sprzętu, infrastruktury. Zagrażały im jadowite węże, słyszeli o tygrysach. Nękały ich tropikalne upały, wilgotność powietrza, egzotyczne choroby. Sam Kwiatkowski aż trzykrotnie chorował na malarię.
Sprzeciwiał się odbudowywaniu zabytków za wszelką cenę. Stosował zasadę „trwałej ruiny”. Nie chciał tworzyć rekonstrukcji, które mogłyby zafałszować historyczny wygląd budowli. Wykorzystywał odnalezione cegły, reliefy, fragmenty filarów i dekoracji. Unikał cementu. Prowadził badania nad tradycyjnymi spoiwami stosowanymi przez dawnych budowniczych. Stosował fotogrametrię i archeologię lotniczą. Dokumentował kolejne etapy prac, pozostawił tysiące stron rysunków, pomiarów, analiz.

„Człowiek dżungli” i „Znachor”
- W 1982 roku odwiedził Hội An, położone około 40 kilometrów od Đà Nẵng. Chciał odpocząć i wykąpać się w morzu po niezwykle intensywnej pracy. Podczas zwiedzania niewielkiego miasteczka dowiedział się jednak, że władze zamierzają zburzyć stare domy i postawić w ich miejscu nowoczesne osiedle. Zauroczony Hội An sprzeciwił się tym planom. Zaczął przekonywać, że warto dać staremu miastu szansę. Nguyen Duc Minh, który towarzyszył mu podczas pierwszej wizyty, wspominał: „Na początku to my byliśmy jego przewodnikami, ale już po godzinie „Kazik” stał się naszym przewodnikiem. Gdy zobaczył jakiś starożytny budynek, od razu wchodził, zapisywał, rysował główne części budynku. Wypytywał o wszystko domowników. Potem dopiero zauważyłem, że domy, które „Kazik” odwiedził, miały niezwykłą wartość historyczno-kulturową”. Zwiedzanie uliczek Hội An nie było zaplanowane. Dlatego plan odpoczynku i kąpieli w morzu, jak określił to sam „Kazik”, zbankrutował - opowiadał Bolesław Stelmach podczas uroczystości ulicy Archidiakońskiej 4
Badał kilkadziesiąt starożytnych świątyń w południowym Wietnamie. W 1983 roku odkrył zespół złotych naczyń ofiarnych w sanktuarium Po Klong Garai. Kwiatkowski opowiadał, że skarb znajdował się pod progiem jednej ze świątyń, naczynia ważyły łącznie około 30 kilogramów, datowane je na XIV wiek i było to jedno z największych tego rodzaju odkryć w Wietnamie.
Mówili na niego „Kazik”. Ale i „Człowiek z dżungli”. Sypiał a to w bambusowym szałasie, a to w jednej z odrestaurowanych świątyń. Odmawiał nocowania w hotelach i dojazdów jeepem. Jadł z miejscowymi robotnikami. Palił najtańsze wietnamskie papierosy. Bywało, że w upale chodził wyłącznie w bieliźnie. W Wietnamie pokazali „Znachora” Jerzego Hoffmana i Kwiatkowski dorobił się nowego pseudonimu. Wietnamczykom przypominał filmowego Rafała Wilczura. Nic dziwnego, był potężnie zbudowany i nosił długą brodę, która z czasem posiwiała.

Zmarł z przepracowania
Po przemianach ustrojowych w Polsce zmieniły się priorytety polityczne i gospodarcze. W latach 90. ograniczono finansowanie prac konserwatorskich w Wietnamie. Kwiatkowski uważał jednak, że nie może porzucić rozpoczętych projektów, samodzielnie poszukiwał więc pieniędzy i partnerów, żeby kontynuować konserwację zabytków i badania archeologiczne. W 1994 roku do Wietnamu przyjechał jego syn Bartłomiej Kwiatkowski, wtedy student. Towarzyszył „Kazikowi” podczas prac konserwatorskich, żyli w świątyni poddawanej renowacji, spali w łóżkach ustawionych wewnątrz zabytkowej budowli, myli się w pobliskiej rzece.
Kwiatkowski rozpoczął pracę w Huế, dawnej stolicy cesarskiej Wietnamu. Zajmował się zabytkami Cytadeli, Zakazanego Purpurowego Miasta i kompleksu grobowców cesarzy z dynastii Nguyễn. Działał przy renowacji świątyni Thế Miếu i pawilonu Tả Vu. „Znachor” przez kilkanaście lat pracował niemalże bez wytchnienia, mimo pogarszającego się stanu zdrowia i wycieńczenia organizmu. Zmarł w 1997 roku.
- Prawdopodobnie z przepracowania - stwierdził profesor Stelmach.
Miał 52 lata. Spoczął 2 kwietnia 1997 roku na cmentarzu parafialnym przy kościele św. Agnieszki na Kalinowszczyźnie.
Pożegnany po królewsku
Wietnamczycy pożegnali go z wielkimi honorami. Trumnę z jego ciałem wystawiono w Sali Mandarynów w cesarskim Zakazanym Mieście. Ulicami Huế przeszedł uroczysty kondukt żałobny. Dwa lata później Hội An i Mỹ Sơn wpisano na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Zabytki Huế znalazły się na niej już w 1993 roku. W 2007 roku w Hội An odsłonięto pomnik polskiego architekta. Stoi przy głównej ulicy starego miasta, na skwerze nazywanym Parkiem „Kazika” Tablice pamiątkowe poświęcono mu również w Huế i Mỹ Sơn. Kwiatkowski jest jednym z niewielu obcokrajowców uhonorowanych w Wietnamie pomnikiem.
Do Lublina z Wietnamu przyjechał Nguyễn Thanh Tất, były współpracownik i znajomy Kazimierza Kwiatkowskiego.
- W 1989 roku zostaliśmy skierowani do Polski na studia i praktyki zawodowe w dziedzinie ochrony zabytków. W tamtych latach Lublin stał się naszym domem. Pozwolił nam lepiej poznać i zrozumieć przyjaźń łączącą narody Wietnamu i Polski. Powrót do Lublina po wielu latach jest dla mnie źródłem wielkiego wzruszenia. Z uznaniem obserwuję, że miasto z taką troską pielęgnuje pamięć o Kazimierzu Kwiatkowskim, który poświęcił swoje życie ochronie dziedzictwa kulturowego. Zapewniam, że naród wietnamski zachowuje głęboką wdzięczność za jego ogromny wkład w ochronę zabytków naszego kraju. Dzięki swojemu talentowi, oddaniu i wyjątkowemu poczuciu odpowiedzialności odegrał kluczową rolę w zachowaniu zespołu zabytków dawnej stolicy cesarskiej Huế, starego miasta Hội An i sanktuarium Mỹ Sơn. Zabytki te zostały wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Dzisiaj uznawane są za jedne z najcenniejszych skarbów dziedzictwa kulturowego Wietnamu i całej ludzkości. W moim odczuciu odsłaniana tablica pamiątkowa poświęcona Kazimierzowi Kwiatkowskiemu jest więc nie tylko wyrazem uznania dla zasług tego wybitnego architekta, ale również symbolem wiedzy, poświęcenia i trwałej przyjaźni między Polską a Wietnamem - przekazał Nguyễn Thanh Tất.

Fundament przyjaźni
W podobnym tonie wypowiadał się Ha Hoang Hai, ambasador Wietnamu w Polsce.
- Hội An nazywane jest perłą Wschodu i przyciąga miliony turystów. Na głównej promenadzie tego miasta stoi pomnik „Kazika”. Odsłaniamy tablicę mu poświęconą w Lublinie, w jego rodzinnym mieście. Dla nas to symbol przyjaźni i relacji między Wietnamem a Polską. Myślę jednak, że jest to również początek nowej współpracy między Lublinem a Hội An, Đà Nẵng i innymi regionami Wietnamu. Możemy współpracować na wielu płaszczyznach, w edukacji, turystyce, nauce, biznesie i jestem przekonany, że w każdej z tych dziedzin postać „Kazika” pozostanie symbolem łączącym nasze narody - mówił wzruszony ambasador Ha Hoang Hai,
- Postać Kazimierza Kwiatkowskiego staje się fundamentem budowania współczesnych relacji w edukacji, ochronie zabytków czy współpracy biznesowej między Polską i Lublinem a Wietnamem - zgadzał się prezydent Krzysztof Żuk.

Wzruszenie syna
Jednym z najważniejszych punktów uroczystości było przemówienie Bartłomieja Kwiatkowskiego, architekta i profesora Politechniki Lubelskiej, a przede wszystkim syna Kazimierza Kwiatkowskiego.
- W ramach misji konserwatorskiej tata przebywał w Wietnamie mniej więcej cztery, pięć miesięcy w roku. Pozostały czas spędzał w Lublinie jako architekt i kierownik pracowni projektowej - mówił profesor Kwiatkowski i dziękował wszystkim stronom za odsłonięcie tablicy pamiątkowej poświęconej jego ojcu.

Komentarze